skinhead blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2003

pam pam
co jest kurwa grane ?- pomyslal nicky.
- no co tak stoisz jak jakis debil?- timmy slynal z tego ze byl zawsze bardzo bezposredni…- nie jedziesz nad jezioro ?
nickiego zamurowalo. to dzis ? – no zgadza sie..przciez kiedy sie rozchodzili do domow to ustalili. dopiero teraz do niego to doszlo. timmy spojrzal na niego powaznie. popatrzyl gleboko w oczy.
- co sie staba dzieje, gosciu ?
- spierdalaj wsystko jest wpoarzadku. daj mi cos zjesc najpierw a potem pujdziemy na pillington tam juz powinni wszyscy czekac.
- rockstaedy breakfast mowisz ? – timmyego nie ominela darmowa wyrzerka.
15 minut pozniej oboje szybkim krokiem zmierzali na dworzec. timmy jak zwykle anwijal cos o panienkach ale mysli nickego bylo daleko z tad. chyba powinien przestac pic to swinstwo.

pam pam
bylo juz po wszystkim. sciany dookola lozka przestaly sie nie pokajaco przyblizac. sciany oblepione plakatami ukradzionymi ze sklepow z muzyka powazna nie wirowaly a posciel nie chciala juz udusic nicky;ego.nie byla dzikim wezem. o nie nic juz nie moglo mu zrobic krzywdy. plynal w mleku. slyszal organy ktos napewno gral na nich…chyba byla to jego mala dziewczynka w czerwonej sukience. czul ze wszystko zaczynalo sie prezedzac..juz nie czul ciepla ..bylo zimno i padal deszcz. stal na moscie kilgore i patrzyl na rzeke. kaluze dookola powiekszaly sie szybko a struzki wody spywaly po jego twarzy. nagle na balustracie mostu zobaczyl dziewczynke w czerwonej sukience. szla do niego uroczyscie usmiechnieta. pewnie stawiala kroki pomimo ze w kazdej chwili mogla spasc.caly czas porzuszala slodzutkimi usteczkami. spiewala ? byc moze. szum deszczu rozmywal wszystkie co dziewczynka mowila. najpierw spiewala spokojnie…potem jej rysy twarzy zaczely sie zmieniac twarz sie wykrzywila w brymasie znuzenia ktory zmienil sie nagle w atak wscieklosci cos zaczela krzyczesc do niego. na jej dziecinnej twarzy pojawily sie lzy ktroe spywaly z deszczem do rzeki… nachylila sie nad jego twarza chciala go chwycic nagle…
dryyyyyyyyyyynnnnnn ddrrrrrrryyyyyyynn… zerwal sie z lozka kurwa mac..znowu spal w ciuchach. jakos dziwne sie czul..drrrrryyyyynnnnnn ktos najwidoczniej dobijal sie do jego drzwi.uslyszal charakterystyczne kopanie w sciane tuz przy drzwiach. timmy ? tak.kurwa..byla 7.30 rano srodek wakacji. nerwowo otwarzyl drzwi. no tak. caly timmy. maly timmy. zaduza polowka przydlugie i troche zaszerokie stapresty byly krzywo podwniete. swiecace wisniowe martensy. szczerbaty usmiech. oi! – wydarl sie…

pam pam
nicky wyszedl wkurwiony. byl naprawde bardzo bardzo zly. dave zawsze byl lepszy, madrzejszy i pomagal mu zawsze. dzis jednak bylo inaczej. cos mu nie gralo. coprawda byc moze bylo to spowodowane wypitymi wynalazkami. po wielkiej wojnie lwia ich czesc zostrala zakazana. dave znal sporo ludzi sprzed wojny ktorzy mu pokazali jak zrobic niektore z nich. zawsze intrgowalo ze w domu stal wielki regal ksiazek zawze rowno ulozonych..mimo ze wszedzie gdzie tlyko sie dalo lezaly plyty. otoz w kazda z nich byla atrapa w kutruej byly schowane butelki. bylo tam wszystko co tylko mozna bylo sobie zamarzyc. chyba jednak bylo to dla nickiego zdecydownaie za duzo. glowa mu dziwnie ciazyla a oczy lataly na boki. dowiedzial ze shg ktora spotkal byla nowa…wprowadzila sie dopiero co i okazalo sie ze znala sporo skuterowcow gdyz poznala ich na jakims gigu poprzednich wakacji . nicky mial czesto z nimi problemy wiec ze smutkiem pomyslal ze raczej nic sie nie urodzi z ich znajomosci. nie pameital o co poszlo z davem ale wychodzac trzasnal drzwiami. zbigl szybko po schodach. najpierw wydawalo mu sie ze ktos stal na klatce. odwrucil sie nerwowo ale byl sam. szybko znalazl sie na ulicy. znowu pustka. narastajace przeczucie ze ktos go obserwuje wzmoglo. poprawil pas i sprawdzil czy lancuch znajduje sie we wlasnicwym miejscu. powoli zaczal isc ulica. neony i lampy oswietlaly slabo jego droge. bylo juz ciemno ale nie chcial wracac do domu. myslal ze wsrod brudu ulicy dziwne wrazenie poczuje sie pewniej. niestety czul jakby ktos go sledzil. szedl krok w krok za nim.. przez chwile nawet slyzsal stuk butow za nim. zdenerwowanie roslo. skrecil w ciemniejsza uliczke i postanowil zastawic pulapke na swojego cienia. wszedl w ciemny zaulek i przlgna do sciany wsluchujac sie cisze , raz po raz wstszymujac oddech. po dluzszej chwili stania zaczal sie uspokajac. nie bylo nikogo. w oddali bylo nawet sluchac przejezdajacy tramwaj przez most. pomyslal ze cos dzieje sie znim nie tak. zwalil wszystko na to co wypil..bo coz innego moglo by wywolac w nim strach ? noc byla jego ulubiona pora „dnia”. czas plynalk jakby zupelnie inaczej. wszstko zreszta bylo inne. ludzie na ktorych mozna bylo sie natknac…nawet on sam postrzegal sie inaczje. pod oslona nocy zdarzylo mu sie zrobic nie jedno nie jedna szyba wystawowa zostala rozbita przez ceglwke nie jeden zab wybity lezal w rynsztoku
postanowil dodac sobie otuchy zwlasza ze musial jeszce troceh rpzesjsc. na skruty bylo by przejsc „Fabryka”. bylo to naprawde paskudne miejsce. byla to ulica przy kturej dawniej byla fabryka jakisch maszyn ale splonela takego lata podpalona przez jakiesgos szalenca. natoniast bunyki stojace po drugiej stronie staly opuszczone. dalej juz byla ukochana rose street z tlumem porombanych mord w kazdej bramie. zawsze idac obok fabryki czul sie paskudnie. dzis omaly wlos nie wpadl w kompletna panike. szedl blyskawicze. slyszal rozne odglosy szalesty nawet swiatlooo jakiego skutera ktory mial by go scigac…

chwile piozniej przeklrecil klucz od drzwi. smeczony polozyl sie w butach na lozko i zaczal sie bac. dawno juz nie go nie czul ale teraz nawet u siebie nie wiedzial co ma zrobic…

pam pam
brakowalo na nim starego rozklekotanego busa ktorym zawsze sie wtaczali i siali strach wsrodinnych ludzi. deep lake …z jaka przyjemnoscia zanuzyl by sie teraz w jeziorze za miastem. woda moze nie byla wyjatkowo czysta…brakowalo zlocistej plazy…ale klimat tego miesjca byl nie zapomniany. to wlasnie tam poznal najprzyjemniejsza czesc meskiego zycia.a to spowodu tego ze miescje bylo czesto nawiedzane przez tabuny napalonych malolat czekajacych tylko na to ze ktos je chwyci za reke i zaciagnie w krzaki. odkleil sie od lawki do ktorej niemal przyrusl spowodu ogromnej ilosci potu. do domu nie mial po co wracac i tak…postanowil przejsc sie troche po ulicach ..nigdy nie wiadomo czy uda musie spotkac jeszcze raz panne. z reszta -pomysl- zawsze moge wpasc do dave’a.
tak tez zrobil. dave byl najlpszym kumplem starszego brata nickiego. niestety brat zniknal..badz zginal pol roku temu. ulice bywaja brudne i zdradliwe. a miasto wciaga..dave mieszkal sam. mial 23 lata i chyba najwieksza kolekcje plyt w miescie. o muzyce wiedzial wszystko. czasami przesiadywal u niego dlugo i slucham o historii muzyki. kim tak naprawde byl dave ? na ulicy latwo go bylo poznac. w tlumie latwo mozna latwo bylo latwo wylowic jego piekne crombie – jego znak rozpoznawczy. oczywiscei teraz w nim nie chodzil …:) malo kto wogole wytrzymywal na ulicy. nicky byl juz niedaleko. skrecil w brame zskurcic przez podworko sobie droge. przez chwile stal w bramie napawajac sie przyjemnym chlodkiem jaki panowal w kamienicy. moglby tak stac caly dzien gdyby nie smrod czyich szczochow zbierajacych sie w zaglebieniach podlogi..w lazl na podworko . nie bylo to jego podworko wiec spokojniej sie zachowywal – ostroznosci nigdy za wiele. w rogu przy wylocie zobaczyl znajoma sylwetke dave. wlasnie wracal do domu. i konczyl gadac z jakas „malutka” wszystko bylo by ok wiekszosc shg slinily sie na jego widok ale to przeszlo najsmielsze wyobrazenia…to byla ona ! poczekal az skonczyl rozmowe i kryjac poddenerwowanie szybkim krokiem podszedl do dave. dave usmiechnal sie szeroko… oi! nicky…hehe ty to masz powodzenie. znasz tamta panne ?
ekhem ekhem no…tak jakby…- wyjakal lekko zawstydzony nicky…

pam pam
nicky nie spal dobrze. zreszta kto bylby wstanie po takim koncercie i wypiciu takich ilosci piwa spac spokojnie. ciagle przed oczami mial obrazek brudnego malego podworka na ktorym bawi sie dziewczynka w czerwonej sukience…nie pamietal do kladnie o co jej chodzilo ale chyba spiewala cos … przetarl oczy. swierzo obudzone slepia mlodego skinheada omaly wlos nie wyskoczyly z orbit….kkkuuuuuuurrrrrwaa
! przetoczylo sie przez cala kamienice. 9.15!! autobus byl za 5 minut. wczorajaszy wyjazd nad deep lake zamiasto nie wypalil z powodu koszmarnej burzy…wiec zostal przesuniety na dzien nastepny. w ulamku sekundy nicky zalozyl smierdzace przepocone polo i nie zawiazawszy do konca swoich martensow pognal na dworzec autobusowy pillington. byl to dluzszy kawalek ale liczyl ze cos sie rpzeciagnie. chlopaki napewno zagaja z kierowca…bieg najszybciej jak tylko potrafil.nagle z za rogu wylonila sie ona. niezdarzyl sie przyjzec dokladnie…kasztanowa grzywka kracista spodniczka mignely mu przed oczyma. chcial jej sie przyjzec jeszcze raz . odwrucil glowe . przez ulamek sekundy widzal jej idealne ksztalty. piekne nogi, zgrabne posladki calosc opakowana zgodnie z duchem lat 60. ..niestety nigdy nie jest tak jabysmy chcieli zeby bylo. nagle poczul cos miekkiego pod soba i zanim zdazyl sie obrucic juz gdzies lecial przed oczyma mignela mu twarz jakiegos zoltka poczym uderzyl lysa zcaszka w plyty chodnikowe. nicky nie bardzo kojarzyl co sie stalo.. tak sie zapatrzyl na panna ze nie zauwazyl ze wpadl na stragan warzywny jakiegos wrednego pakola ktory teraz co gorsza cos wykrzywial pod jego adresam…bylo to prawdopodobnie spowodowane zniszczeniem sporej ilosci asortymentu.panna gdzies zniknela. uuf dzieki bogu moze nie widziala tego co tu sie stalo…pomyslal. chwile potem usmiechal sie szeroko do sprzedawcy i rozwiazal jego problem jak to zwykla robic: wyszczerzyl zeby i pokazal mu jednym wyprostownym palcem co sadzi o jego warzywach i zanim ktos cos zauwazyl nicky ruszyl pedem w kierunku dworca autobusowego. naszczescie jego kondycja go nie zawodzilo i pomimo niesamowitego zaru jaki w ostatnim czasie nawidzal to miasto biegl dalej. jeszcze jedna ulica, plac ofiar wielkiej wojny… i jest. pillington …kurwa. stanal nie wierzac wlasnym oczom. peron 3 byl pusty. brakowalo na nim starego rozklekotanego busa ktorym zawsze sie wtaczali i siali strach wsrodinnych ludzi. oczywscie mozna bylo


  • RSS