skinhead blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

III darkcliff

5 komentarzy

Pam pam
Tak tak moi drodzy. Nasi dzieli bohaterowie dotarli to celu. Coroczny festiwal w darkcliff przyczynial się do coraz większego zainteresowania policja skinami i pogarszaniem opinii calej młodzieży. Dla jednych był siwetna okazja skrojenia wszystkiego co się dalo, dla innych sposobem na wybicie kilku zębów(bądź ich strate). Oczywscie nie należy pomijac ilości alkoholu który lal się dlugim i szerokim potokiem przez cale Cardiff. Rok temu doszlo do calkiem nieciekawych zamieszek z policja. Niebiescy nie potrzebnie przerwali jeden koncert wlchodzac na scene i prubujac zatrzymac wokaliste jednego z zespołów. W efekcie rozwścieczony tlum ruszyl w kierunku komisariatu aby odbic „swojego idola”. Koniec końców komisariat spłonął a bohater chyba do konca zycia będzie się ukrywac przed prawem. Lista atrakcji była oczywiście o wiele dluzsza. Niektórzy poprstu lubili klimat tego miejsca oraz tony zespołów które przewijaly się przez 2 sceny. Tak naprawde nie było wiadomo kto kiedy wystapi- i czy wogole. Zespoly zakładane czasem były kilka tygodni przed festiwalem – jechaly dawali koncert przy którym wszyscy szaleli poczym się rozwiązywali bo : albo się nikomu nie chcialo grac, albo ktos grzal puszke albo musial zarabiac żeby dzieci mialy co jesc. Mówiło się ze koncerty odbywaja się tutaj ponieważ rzad placi miastu za szkody. W koncu chłopcy z całego kraju mogli się porzadnie wyżyć w jednym miejscu w jednym czasie. Ekonomia.
Nicky szedł z przodu. Rok temu zarobil tu kose od jednego goscia z belton i miał nadzieje ze splaci dlugi. Zreszta chciał się wyżyć na jebanych skuterowcach za upokorzenie go. Nie wiedział ze laska była taka latwa. …wydawalo mu się ze jednak inaczej patrzy na niego, ze jednak cos miedzy nimi zaiskrzy. Mylił się, ale wiedział ze nie pierwszy nie ostatni raz przejechal się na kobietach. Droga do miasta wiodla od północy wzdłuż wybrzeża. Z szosy widac było ocean i plaze. Nie było może jakos wyjatkowo pieknie i słonecznie a wszystkie wydarzenia raczej skłaniały nickiego do dania komus porzadnie w ryja a nie taplaniu się w wodzie.
Miejscowka do spania była idealna. Nie wiele osob wiedzialo o tym ze w darkcliff miala być wybudowana cegielnia. Jednak plany się nie udaly i nawpol wykonczona fabryka stala opuszczona na obrzeżach miasta. Tuz obok rozpoczęto budowe osiedla dla robotnikow jednak wszyscy którzy tam mieszkali wyprowadzili się z tych podgnilych i walących się ruder na zadupiu. Było to idealne miejsce na wyspanie się chociaż w swojej karierze każdy w ekipie zaliczyl jakies kimanie po krzakach w stanie totalnego spicia. Miasto na razie ominęli lukiem. Wazne było żeby dostac się tak jak najcichszy sposób nie budząc przy tym niczyich podejrzen. Ku ich zaskoczeniu ulica nie była pusta. Domy były niechlujnie postawionym ciagiem czerwonoceglastych kostek. Wiekszosc z nich miala jakies defekty w postaci zapadniętych dachow, w kilku sciana boczna przytulila się do reszty budynku. Po ulicy latalo pelno łysych odrywając resztki desek z plotow. Gdzie niegdzie ktos na kogos wrzeszczal.. sytuacja przedstawiala się co najmniej zagadkowo.chwile pozniej usłyszeli znajmy aczkolwiek bardoz nie lubiany dźwięk syren.
-Chocmy z tad, kurwa zaraz tu będzie milion mend, i festiwal spedzimy w dolku a nie na zabawie-powiedziala martha- zreszta mam jak na dzis za duzo wrażeń…
-no nie wiem- ted uśmiechał się złowieszczo- mam ochote na maly szoł.jego oczy zaczely dziwnie się kurczyc. Wyjscie z sytuacji znalazł nicky:
- zrobimy tak. Idz stary mam nadzieje ze pokażesz tym skurwysynom… my idziemy musimy zaopiekowac się małą. Jeśli dasz rade spotkajmy się gdzies wieczorem pod scena obok plazy. Mam nadzieje ze się się znajdziemy..bedziemy prubowac przespac się gdzies w okolicach starego dworca ..pasuje ?
-dobra. Trzymajcie się cieplo oi!
-oi
chwile pozniej szli glowna aleja Cardiff. Nie bardzo wiedzieli co zrobic. Z za chmur zaczęło wychodzic slonce. Pomimo pory konca lata było dosyc cieplo. W koncu martha nie wytrzymala…
-ej chłopaki może skoczymy na plaze ? blagalnym wzrokiem popatrzyla na brata.kiedy kobieta prosi nie należy odmawiac. Oczywsice „chłopaki” nie bardzo mialy na to ochote ale koniec końców wszyscy chwile pozniej siedzieli na plazy. Slonce palilo ich ostro. Byli kurewsko glodni i każdy marzyl o zimym browarku. Nie opodal nicky zobaczyl przyjemnie wyglądający bar. Po chwili wyszedl z tamta ze skrzynka borwarow. Wszyscy lezeli na piasku próbując troche wyspac popic i zregenrowac sily przed wieczornym koncertem. Na piasku stal nie rowny rzad glanow dookoła porozrzucanie ciuchy. Po kapieli ruszyli dalej. Banda szybko znalazla miejsce w budynku naprzeciwko starego dworca. Był to slpey zaułek zapomniany i opuszczony przez wszystkich. Stacje dawno zaknieto, na torach wyrostala wysoka trawa a jacys chuligani wytłukli wszystkie szyby. Mimo ze całość była troche to jednak miejsce przypadalo wszystkim do gustu. Wszyscy siedzieli już torcie podchmieleni w w holu budynku przy zapadającym się stole lekko podpici zajadając wszystko co udalo im się zwędzić na bazarze…wieczor zbliżał się wielkimi krokami a wraz z nim wszelkie atrakcje.

pam pam
Ekipa szybko zebrala się do wyjscia. larry ciągnął swoja mlodsza siostra która chyba najbardziej odczuwala chlanie. timmy nie rozstawal się ze swimi nowymi znajomymi, co wiecej zawiofiarowal się ze wezmie ich worek z ciuchami co w jego wypadku musialo jednak cos znaczyc skoro taki wielki len złożył taka oferta. kiedy już wszyscy stali na zwirze obok toru pociąg raptownie ruszyl. malo tego. nikt po za nimi nie wysiadl !! bydlęcym wzrokiem odprowadzali ostatni wagon pociągu który zmiezal na wschod w kierunku darkcliff. daleko na horyzoncie przebijaly się pierwsze promienie słoneczne. dookola nich rozpościerały się wzgorza. zadnej drogi, zadnego miasta..czy nawet domu.
- o kurwa- westchnął josh.
- no- zawtórowal mu nicky.
znaleźli się w beznadziejnej sytuacji. nie wiedzieli gdzie są i na pewno nie znajdowali się blisko celu. co wiecej każdy mazyl o tym tylko żeby się gdzies pieprznac i pozwolic swojemu zmeczonemu organizmowi na odrobine snu. nicky nieopodal zauważył ścieżkę która wil się pomiedzy pustymi polami. coz…nie mieli wyjscia. skierowali swoje kroki w tamta strone. po pewnym czasie okolica stala się bardziej skalista. cala ta sytuacja odpowiadala chyba najbardziej nickyemu który „pomagal” isc swojej zmeczonej koleżance obmacując ja bezczelnie. ta być może w przypływie wielkoduszności, bądź tez zmeczenia przyzwalala mu to robic. kiedy pojawily się z za horyzontu pierwsze promienie , tuz za jednem z miliona zakrętów drogi jakie pokonali pojawil się raptowny spadek w dol i ich oczom ukazal się się stary opuszczony kamieniołom. mineli rozsypujaca się pordzewiala brame która leżała na ziemi. z tablicy która leżała kilka jardow dalej wynikalo ze pracowali tu kiedys więźniowie z braxton. tuz przy samym skraju zalanej czesci kamieniołomu znajdowala się stara chata. dom uznano z gory za opuszczony a gdyby jednak tak nie było jedna z panienek timmyego wpadal na wspanialy pomysl : -najwyzej zabijemy wszystkich a ich ciala przywiążemy do ciezkich głazów i wrzucimy do jeziora. po fachowym wywazeniu drzwi butem okazalo się ze jednak nikogo nie trzeba będzie wrzucac do jeziora. chata wyrodku była w calkiem dobrym stanie. wszyscy zalegli gdzie popadlo na stolach, lozkach i podłodze. nicky zle spal. ułożył się na stole i przykryl się kocem. za oknem było już jasno. promienie słoneczne delikatnie rozświetlały wnetrze ich schronienia. dookoła niego widział poslania które miarowo oddychaly, chrapaly i pochrząkiwały przez sen. nowy towarzysz cos tam mamrotal o hipisach i bieganiu ….zaraz zaraz brakowalo mu w tym wszystkich pauline. jej poslanie było puste. wziął lyka piwa które jeszcze mus zostalo i wyszedl przed chate. jego oczom ukazal się piekny widok . bynajmniej nie chodzi plastyczne tlo towarzyszace tej czasci opowiadania lecz to ze tuz przy brzegu leżała sterta ciuchow pauline z jej jasnoniebieska polowka natomiast ona sama pływała kawalek dalej po jeziorze. z miejsca w którym stal widział jej bielutkie piersi i ksztaltna pupe. przez chwile stal bezruchu zachwycając się tym widokiem. mimo wszystko..co powinien teraz zrobic ? czyl jakas dziwna sile odpychajaca go od tej dziewczyny ale drugiej strony.. przeciez on tutaj rzadzi. nie miał odwagi jednak. szybkim ruchem ściągnął podkoszulek. chwile pozniej stal nad brzegiem jeziora nagi, dalej nie zauważony przez dziewczyne. gesia skorka i szczekanie zebami. a co mi tam…- pomyślał. wziął lekki rozbieg i i skoczyl na główkę do wody. przez jego cialo przebiegl dreszcz a potem przyzwyczail się do zimna. wynuzyl się. zobaczyl jak plynie w jego kierunku. objal ja ramieniem i pocałował.
- hej co tu robisz ?- spytal.
-czekalam na ciebie-odpowiedziala- wiesz lepiej wygladasz bez ciuchow.
znowu się diabelsko uśmiechnęła i zanurkowala pod wode. nicky poczul jak przepływa obok niego o obejmuje jego nogi rekami.nicky poczul cos bardzo przyjemnego…..
po jakims czasie nicky i ona wrucili do domku obudzic wszystkich. nicky przy okazji tego nie darowal sobie okazji bezkarnego nakopania larremu który strasznie smęcił pod czas drogi. czas nawyzszy był aby isc chociaż nikt nie miał bladego pojecia gdzie. po dłuższej chwili wszyscy byli gotowi. tuz przy wyjsciu z kamieniołomu ujrzeli biegnaca wzdłuż horyzontu droge po której śmigały raz po raz jakies auta. nasza ekipa czym predziej rzucila się pedem w kierunku czegos co można było by nazwac cywilizacja. 15 minut pozniej stali na trasie C42 prubujac złapać na stopa cokolwiek co jechalo by na wschod. nicky, larry i ted (bo tak się nazywal nowy towarzysz) lezeli na trawie obok drogi gdyz ich widok nie ułatwiał dziewczynom zatrzymania jakiegos auta. nagle wszyscy usłyszeli charakterystyczny warkot. dźwięk był coraz głośniejszy i mocniejszy. po chwili z za wzgorza wyjechaly skutery. pewnie wielu przypominalo roj lecących os , ale nicky nigdy nie przepadal za pedalami na skuterach. może dlatego ze nigdy go nie byloby stac na taka zabawke, a moze dlatego ze miedzy zalogami z jego dzielnicy a skuterowcami z polnocnej czesci jego miasta zawsze trwala wojna. kolesie zatrzymali i zaczeli gadac z dziewczynami.
- czego chca tu te pedaly ?- pomyślał nicky – mam nadzieje ze nie będzie problemow.
larry spal. sytuacja nie była zbyt wesola , siostra larrego gdzies zniknela, a kolegow na skterach było prawie 10.najgorsze jednak było to ze bliznaczki larrego zaczely przymilac się do jakiegos kolesia a pauline caly czas gadala chyba z szefem gangu – jakiegos pedala w brazowym plaszczu. no coz cala sytuacja robila się bardzo nieciekawa. nagle dziewczyny schlily się po worki z ciuchami i wpakowaly się na skutery do kolesi. w ułamku sekundy. wszyscy ruszyli obrzucając nickiego pogardliwymi spojrzeniami. nasz bohater wyrwal się z drzewa i zaczal biec. ogarnęła go bez silna złość. stal na asfalcie a w oddali znikaly po kolei wszystkie skutery. nie wiedział ile tak stal ale z zadumy wyrwal go dźwięk klaksonu i pisk opon. od wrucil się i kilka metrow przed nim zatrzymala się rozklekotana cieazarowka. oj ta historia mogla się skończyć bardzo nie przyjemnie. ted ,larry i jego siostra podbiegli do niego – co ci się stalo ?- wrzasnął larry- chciałeś się dla niej zabic czy co ?
z ciazarowki wyskoczyl oblesny grubas . jego koszula pewnie kilka miesięcy temu była biala lecz teraz byla tak zakurzona i zolta od potu. koszula ledwo co utrzymywala wielki brzuch który wylewal się z za paska. kiedy wysiadal widac było podobizne jakiegos aktora wydrukowana na plecach. koles na tyle na ile mogl szybko podczlapal do grupki.
- maly co ty robisz na srodku trasy ?- wrzasnął – pojebalo cie do reszty ?
- niech pan kurwa się zamknie bo nie mam nastroju do żartów – warknął groznie- jedzie pan na wschod ?
-tak , a co ci do tego ?
- bo zabierze pan nas do darkcliff – odpowiedział nicky- mam nadzieje ze nie będzie pan próbował robic jakis numerow, nie jestem w nastroju do żartów.
koles popatrzyl na gang na dłużej za trzymując wzrok na cyckach marthy.
- dobra wskakujcie. tak i tak musiałbym przejechac przez to miasto.
chwile pozniej jechali rozpadającym się gruchotem –ale najważniejsze prosto do celu. nicky miał już dosyc nieoczekiwanych przygod po prostu już tam chciał być. mimo wszystko troche żałował ze zdecydowal się jechac z tym przepoconym grubasem. w szoferce walalo się pelno jakis starych poobdzieranych wycinkow z gazet na temat śmierci jamesa deana. wszedzie śmierdziało starym jedzeniem i potem a rozmowe zagłuszał warkot silnika. chuck, bo tak nazywal się często szczezyl swoje zolte i wielkie żeby to marthy która akurat siedziała obok niego. czasem cos próbował jej powedziec ale w ogolnym halasie nic nie było słychać. po jakims czasie kiedy wszystkim zaczynalo się bardzo mocno zygac od smrodu który panowal wyrodku. dlatego tez z wielka ulga przywitali znak darkcliff 10 mil. nagle kierowca zjechal na pobocze i wyłączył silnik.
- kurwa czujecie ten smrod ? – spytal.
raczej nikt nie chcial odpowiadac. włączył radio. do ich uszu dobiegla jakas stara melodia. spiker w radiu zaczal opowiadac o zamieszkach policji z robotnikami.
- dobra ja ide sprawdzic ta pierdolona pompe..chyba znowu się popsula. ty mala pujdziesz ze mna bo będziesz mi potrzebna.-powiedzial tonem nieznoszacym sprzeciwu. wyszli razem a chuck zatrzasnął drzwi.
- ja pierdole ale smrod. jak ten koles może w takim syfie zyc ?- westchal ted.
- cieszcie się ze zaraz będzie na miejscu- nicky uciął.
- słuchaj co się stalo ze one polazły ze gangiem na skuterach ?- spytal znowu. nie uzyskal jednak odpowiedzi na to pytanie. radio zawodzilo – uratuj mniiiieeee..uratuj mnie nie pytaj przed czym –sama dobrze wiesz…
- zapaliłbym sobie..ciekawe czy ten menel ma jakies fajeczki-mowiac to nicky otworzyl schowek. z pośród wielu smieci i wycinkow widac było cala nie otworzona jeszcze paczke benson’ow. –bomba-pomyslal. chwile potem znalazł zapalniczke. przysnol się do drzwi i pocciagnal je z buta. drzwi odskoczyly z zamka. jego twarz owal lekki zimny wiatr. na horyzoncie zbieraly się ciemne chmury. na wróżyło to dobrej pogody. nicky zapalil papierosa i zaciągnął się mocno. pomysl ze pujdzie sprawdzic jak im idzie naprawianie pompy. kurde nigdzie ich nie zauważył. nagle z pod plandeki usłyszał sciszony jek. wszystko stalo się dla niego jasne. rzucil się na do tylu ciężarówki i podniosl plandeke. było tak jak przypuszczal. na skrzyni leżała brzuchem do dolu martha . chuck jedna reka trzymal jej nogi a druga pomagal wbic w nia swojego fiuta. nicky rzucil się w furii na zboczenca. mocnym kopniakiem w brzuch odrzucil grubasa od marthy. ten zatoczyl się i próbował się rzucic na niczego przywalając go swoja masa. nicky zrobil unik. poczym znalazł się za plecami kierowcy. chwycil szybko jakas deske i w momencie w którym tamten prubowal go walnac w twarz, nick oderzyl go deska w glowe. chuck zatrzasl się lekko, stanął w miejscu a potem osunął się na ziemie. martha płakała. nicky odwiązał jej rece i objal ramieniem.szybko zaczela się poprawiac. wziela 2 glebsze oddechy poczym rzucila się na kolesia .kilka kopniakow jej małymi martensami, podrapanie twarzy kilka siniakow na ryju otrzeźwiło kolesia. odciągnął wsciekla panne i związał rece chuckowi.
-nic mu nie rob- powiedział nicky- ide po chłopaków .
-o.k.- nie ma problemu.
chwile potem wpadl larry. złości oczy mu z orbit wychodzily i sapal jak dziki. chwycil go za wlosy i wyrzucil z ciężarówki. wszyscy stali nad kwilącym zboczencem.na twarzy kolesia pojawilo się wiecej siniakow.
- martha prosilem cie- nicky powiedział z wyrzutem.
- oj co on się potknął tylko- powiedziala poczym zasadzila mu wielkiego kopniaka w brzuch.
-co z nim zrobimy ?
- to proste zabije go – powiedziala martha – słyszysz skurwysynu ?
kolejny kopniak. – albo lepiej nie wydlubie mu oczy, albo otne fiuta żeby nie mogl już nikogo ruszyc. no i oczywsice wyrwe jezyk.
oczy marthy jakos dziwnie się zaczely swiecic.
larry : spokojnie siostrzyczko. Mam inny pomysl.
Nie wiadomo skad w jego reku pojawila się brzytwa.
- zaplacisz za moja siore- przyłożył mu ostrze do szyji.
- zabije tego skurwysyna- martha prawie podskoczyla z radości. Larry zamiast tego zaczal rozcinac ciuchy. Chuck jęknął cicho.po chwili jego ciuchy były tylko strzepem śmierdzących szmat. Bal się poruszyc gdyz ostrze śmigało szybko i było bardzo ostre. Kiedy skończył powiedzial
- teraz poloz się brzuchem do ziemi gnido i nie ruszaj się . jeśli chcoaiz pisniesz utne ci jaja.
Schowal brzytwe i wizal noz od nickyego. Reszta bandy przyglądała mu się w ciszy. Martha dziwnie patrzyla na brata….czy warto go zabijac…czy nie warto…w koncu…bila się z myslami. W oczach jej brata widac było złość..ale jakas nieokreslona odmiane wrednosci…odruchow zwierzęcych. Przycisnął butem brzuch grubasa do ziemi.brzuch prawie rozlewal się po ziemi. Skora była pozolka pelna ohydnych [przebarwien.
-blagam nie zabijaj mnie- jęknął cicho- proszę.
-Stul pysk świnio ! – ryknął nieoczekiwanie larry. Wziął noz i w bil mu lekko w plecy cialem grubasa przebiegl dreszcz. Krew wylala się z rany. Larry przeciągał ostrze dalej ale nie glebiej. Grubas trzasl się caly ale bal się wrzasnąć. Chwile potem było powszystkim. Na plecach grubasa była wielka kaluza krwi ktroa ściekała na ziemie. Pod nia na skorze miał wyryty napis :GWALCICIEL. Grubas zemdlal.
-wrzucimy tego kutafona do ciężarówki niech go ktos tu znajdzie a my pujdziemy wzdłuż trasy-zarzaadzil larry.wszyscy ślepo się mu podparzadkowali. Nawet nicky nie zaprotestowal a w koncu to on tu był najstarszy. Chwile potem w ciszy ruszli wzdłuż szosy az do celu. Każdy z nich chciał jak najszybciej cos zjesc i napic się żeby zapomniec o czym. Larry o bliznaczkach, siostra o chucku, a nicky o pauline.
-myslalam ze go zabijesz-wyszeptala. Nieodpowiedzial jej. Pewnie nie starczylo mu odwagi.
ted za to był zbyt glodny żeby myśleć o czyms innym jak o goracych swiezotkich jajach na bekonie.


  • RSS