pam pam
Nicky szybkim krotkiem wszedł do baru. W tym samym momencie ktos włączył w szafie grającej nowy utwor…dlaczego tutaj nie ma bohatera… rozlalo się po barze. W knajpie było prawie pusto. nagle zobaczyl pod sciana obok stolu bilardowego niskiego skina ze szrama na glowie. Kurwa to ten huj- pomyślał gorzaczkowo nicky. Zanim cokolwiek zdążył zrobic w jego kierunku ruszyl tyczkowaty dryblas. Na haringtonie w kolorze khaki miał naszywka klubu z bolton.
- patrzecie chłopaki kto do nas wpadl !-wrzasnal radosnie, poczym zrobil zamach kijem bilardowym. nicky zrobil unik i kij glosno świsnął nad jego glowa. Szybki cios w jaja spowodowal ze napastnik wypuścił kij. Nicky kopnal jeszcze zwiajajcego się na ziemi kolesia. Chwila wahania uciekac czy lac się ? raz się zyje. Ruszyl do przodu wciągając lancuch ze spodni. Czyl jakis pierwotny zew krwi. Chciał pokazac wszystkiemu co się rusza ze jest zły i niebezpieczny. W jego kierunku szedł facet ze szrama.
-kurwa dupku myślałem ze nauczyłem cie respektu dla starszych już wtedy !
- pierdol się –wycedzil.
Chciał się zucic na ale w tym momencie zauważył ze kufel który wczesniej był w rece przeciwnika szybko leci w jego kierunku zasłonił się reka. Szklo pękło i rozslypalo się po knajpie. Nicky czul jak malenkie drobinki wbijaja się jego skore. Zachwial się na nogach. Za toczyl. Było mu slabo. Sprobwal się odwrucic ale się podknal i padl na brudne deski.
Usłyszał pogardliwy smiech.
- tylko popatrzcie na tego malego chojraka-znowu smiech- ej panie barman ! kogo pan tu wpuszcza. Ten klient jest całkowicie pijany nawet nie może się podniesc! Nicky poczul ostry bol z boku brucha. Kolejny kop. – to za jaja jimmego. Dziwo nasz bohater już nie był tak zamroczony. Zobaczyl tuz przed soba jego lancuch na ziemi. Szybko po niego sięgnął odwrucil się poczm przeciągnął po nogach skina. Ten zawyl z bolu i przewrucil łamiąc krzesło. W kierunku niczego ruszyl jakis elegancik w kapeluszu z brzytwa w rece. W normalnej sytuacji nicky pomyślałby ze wyglada jak jakis pedal ale teraz musial zabawic się z bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem. Nasz bohater sprubowal dosięgnąć łańcuchem twarzy zaloganta. Ten zrobil szybki sklon nicky tylko na to czekal. Prosty kopniak z blachy glana w srodek twarzy i na niebieskiej koszuli elegancika pojawila się szybko rosnaca plama krwi spływającej z twarzy. Nicky nagle uslyzal kogos za soba, ale było już za pozno. Ktos zrobil zamach i złamał mu krzesło na plecach. Drewno rozpadlo się ale nicky upadl na ziemie. Chuderlawy jimmy wraz ze swoim szefem zaczeli kopac nickiego. Ten zasłaniał się jak mogl ale na nie wiele się to zdalo. Czul się coraz słabszy. Chwile potem nie wiedziec czemu nagle chuderlak odszedł od niego. Nasz bohater usłyszał paskudny trzask łamanych kosci i cichy jek. Nickiemu wydawalo się ze do baru wjechal czolg i zaraz go przejedzie. Cala podloga trzeszczała. Podniosl glowe. W kacie tuz obok blatu stalo gosc z belton wymachując brzytwa elegancika. Przednim stal pete. Był to jego kumpel z rose street. Był bardzo charakterystyczna postac na swojej ulicy gdyz poza tym ze był bardzo sympatyczny wazyl 100 kilo.Mial puculkowate policzki i okrągła duza twarz.zreszta wszystko miał duze. Pomimo młodego wieku często słyszało się otym ze dal komus popalic. Po kilku probach zabrania brzytwy odsunął się lekko.
- ej zaplacisz za to co zrobiłeś mojemu kumplowi- to rzekłszy z tylniej kieszeni wyciągnął motylka i runal na lysola ze szrama. Zaskoczenie było tak duze ze nawet nie drgnął. Noz przeciął reka trzymajaca brzytwe. Krew trysnela na pet’a. lysol puścił brzytwe chwycil się kurczowo za reke.
-teraz zapamiętaj gosciu ze kurwa nie zadziera się z ludzmi z mojej dzielnicy. Dla poprawienia samopoczucia przyłożył mu jeszcze w żeby i wyrzucil go za bar. Potrzedl do nickiego
-nic ci nie jest?
-kurwa chyba dostałem krzesłem po glowie napierdalałem się z jakimis kolesiami ktos we mnie zycil kuflem a ty się pytasz czy nic mi się nie stalo…
- spoko spoko zwijajmy się z tad zanim przyjedzie kochana policja. No chodz kurwa…
pet widzac ze kompan raczej nie jest wstanie isc gdzie kolwiek wziął go za fraki i przezucil sobi przez ramie i wybiegl z baru. Skręcił za rog w ciemnym zaułku schowal sie obok tylniego wyjscia z jakiegos zakładu. Oparl nickiego o sciane.w oodali było słychać jakis rumor. Pewnie barman wyzwal policje-pomyslal. Zaczal okładać nickeego po twarzy z liscia.
-obudz się kochasiu- mowil pet. Nicky powoli zaczal łapać kontakt z rzeczywistością. Z plam jakie lataly mu przed oczyma wyłoniła się wielka sylwetka peta. Jego łysa glaca, biala koszulka z jimmy’em czerwone szelki i plamiaki dopełniały wizerunku niebezpiecznego człowieka.
- kurde w co ty się wpakowałeś koles, tego typa widziałem kiedys na jakis boxerskich zawodach masz szczescie ze tylko tak skończyłeś, a oberwałeś konkretnie.
- wiem wiem…masz jakies szlugi ?
- nicky ale się nawaliłeś…hehe a ta malina na szyji to chcoaiz pamiętasz kto ci zrobil?
- He? Oczym ty mowisz? Mozg nickyego probwal zaczac pracowac….z urywkow jakie miał w glowie nie wiele pamiętał..mieskali w jakies ruderze przy stacji…najeżali się zanim wyszli z tamta…w parku chyba rozwalil jakas lampe…chyba gdal z jakas ruda panna obok sceny parku..potem zaczepial go jakis pijany punkowiec…
- widziałem cie jak napierdoliłeś tego punkrokera który próbował odbic ci ta panienke.
- tia…
- chyba nie bardzo to pamiętasz, nie ?
- tia…
-kurde poszedłem z toba bo szukalem piwka aty bardzo potrzebowałeś się przewietrzyc się. Miałeś czekac pod sklepem. Wychodze – ciebie nie ma. Pobiegłem wzdłuż zaułków az do mola nic. Wracam i widze ze ktos się leje w knajpie …
- dobra jeszcze potrzebuje troceh czasu żeby spotkac się ze samym soba. gliny już sa ?
-chyba tak. Chocmy z tad. Może na to molo które tak schcailes zobaczyc.
Z tylu budynku było przejscie stara uliczka az do wylotu na molo. Pet pomogl wejść po chodach niczemu który jeszcze ostro się zataczal. Na molo siedziała banda jakis modow, nie modow, dziwnych kolesi w plaszczach i gajerkach. nicky wybuchl glosnym smiechem..