pam pam
Ciemne chmury zbierały się nad małą biedną zaćpana rossie. Od prochów wylądowała w szpitalu gdzie lekarze musieli jej zniszczonemu organizmowi podać jakieś witaminy. Nikomu nie przyszło do głowy zbadać jej. Wszystkim wydawało się ze biedna mała istotka stała się ofiara nowej mody zwanej anoreksja. W szpitalu kilka razy udało jej zacząć myśleć o jej sytuacji. Powoli drobnymi kroczkami wracała do świata rzeczywistości. Czy poradzi sobie? Bała się często. Mocno. Bardzo. Jest strach, który paraliżuje,, u niej w jej podziurawionym mózgu zmuszał ja do drastycznego działania. Lato, w miescie się rozwijało. Dni był coraz dłuższe a słonce coraz mocniej dawało się we znaki. Kilka razy udało jej się oszukać te głupie grube pielęgniarki i dostać więcej środków uspokajających. Niemniej jednak była spokojna i zdecydowana. W końcu wypuścili ją. Szła długim białym korytarzem. Na schodach przed wejściem do szpitala kręciło się pełno ludzi. Być może do rowu wpadł jakiś autobus. Krzyki i płacze. W tłumie zobaczyła jego. Wszyscy dookoła gdzieś szli. On stal spokojnie oparty o uliczna latarnie. Właśnie powolnym leniwym ruchem zapalał papierosa.
-Jimmy ! ?
-witaj czekałem na ciebie?twój?no ten koleś z co tobą mieszka powiedział ze dziś wychodzisz?
-ale?
- cóż nie widziałem cie na podwórku przez ostatnich kilka dni. czy cos jest nie tak ?
-nie wszystko ok?
to była wielka niespodzianka. Chłopak, który z bandy betty przychodzi po nią. Była dumna ?jeszcze bardziej z tego ze był to jim. Najsilniejszy i jej zdaniem najprzystojniejszy. Zaprosił ja nawet na lody. Cale popołudnie spędzili razem na spacerze wzdłuż rzeki. Kiedy odprowadził ja do drzwi nie wiedziała co zrobić. Nigdy nie czuła się tak dobrze. Nigdy nikogo nie kochała?wydawało się jej ze chyba po raz pierwszy poczuje jakąś więź z kimś. powoli otworzyła drzwi. Kwaśny ostry zapach wdarł się w jej nos?w głowie zaczęło huczeć.. jakiś glos jej podpowiadał ?..

nie wiedziała za bardzo co się stało. Wzięła jak zwykle za dużo. Wieczór był cichy i spokojny. Najpierw poczuła ciepło. Gdzieś głęboko w niej palił się płomień który starała się zgasić. Niestety nie dawała rady. Szum w głowie. Tysiące myśli przepływało przez jej głowę. Musiała je jakoś wyciszyć. Założyła nowiutka polówkę. Chyba dostała ja na urodziny kiedyś?wydawało się jej ze to było wczoraj. Przez chwile nawet widziała ze jakby całe życie trwało jeden dzień i właśnie przemknęło jej przed oczami. Męczyło ja to. Wzięła nóż i wybiegła szybko z domu. Biegła po schodach, szybko?..bardzo szybko?w szybie mignął jej żółty księżyc w pełni. Potknęła się i upadla na kolano. Syknęła?poczuła zimno i krew . nie zważając na to pobiegła dalej. Nagle odbiła się od czegoś. Ciemnej starej bramie ktoś stal. W ciemności wiedziała kobiece kształty. Błysnęło ostrze.
- ty kurwo.. jimmy jest mój rozumiesz to kurwa?
Zanim cokolwiek dotarło do rossie w dostała mocnego kopniaka w głowę. Nic nie czuła…szybko rzuciła się na rossie. Zaczęły się szamotać. brzytwa betty potoczyła się gdzieś obok .jedna i druga walczyła na śmierć i życie. Jednak to zaćpana rossie była szybsza. Wydostała Się z uścisku betty. Wyczołgała się i kopniakiem odsunęła rywalkę od siebie. Po omacku próbowała z naleźć swój nóż. Chciała ja zabić. Jak nic innego na świecie. Jej palce w końcu znalazły zimne ostrze. Szybko odwróciła Sie?..stchórzyła. uciekła?jebana dziwka ..kurwa musze ja dorwać. Sapiąc ze złości ze straszliwym bólem głowy rossie ruszyła na łowy. Chciała ją zabić. Powoli i boleśnie. Chciała zobaczyć jak prosi o to żeby ja dobić. chciała zobaczyć jak powoli dławi się ciepłą krwią a oczy zachodzą jej mgłą?.
Na podwórku było pusto. Obeszła wszystkie zakamarki kilka razy powoli oglądając wszystkie miejsca. Gdzie niegdzie jakieś dzieciaki lały się ze sobą. Czasem ktoś się zataczał pijany. Nigdzie nie było tej kurwy. Nagle ktoś położył rękę na jej ramieniu. Momentalnie odskoczyła i odwróciła się próbując wyciągnąć nóź.
- kurwa mac jimmy !! wystraszyłeś mnie?.patrzyła tempo chwile później mogła go zabić .przy wszystkich za nic na świecie nie chciała go stracić. myślałaby tylko o nim gdyby na świecie nie było betty. Ale była. Czuła ze gdzieś jest w pobliżu. czaiła się w którejś bramie. W jakism ciemnym zaułku. Była wszędzie. Na dachu. Patrzyła na nia z za szyby na 2 pietrze. Wszędzie. Każdy był betty. Poza nim. Zaproponował jej spacer. Była strasznie rozbudzona.
-czemu tak szybko chodzisz? Czemu tak dziwnie mówisz? Czemu masz takie szkliste oczy?.
Rossie oraz bardziej chciała kogoś zabić. Właśnie szli przez park. Była rozdarta. Z przerażeniem myślała ze może zabić kogoś takiego. Z drugiej wiedziała ze musi zabić kogoś tej nocy. Nie była by wstanie żyć. W oddali zauważyła charakterystyczne cienie policjantów w mundurach. Kurwa mac?usiedli na ławce. Noc była gorąca. Nikt nie myślał o znurzeniu spaniu. Nie słyszała co mówi do niej. Odpowiadała jakby nie słyszała go. Wiedziała ze jest fantastyczny. Wiedziała ze jest wyjątkowy. Wiedziała ze musi kogoś zabić. Musiała. Nagle jak z podziemi pojawiła się betty.
- ty szmato?zostaw jima !
jimmy był zdezorientowany.,
- oi betty co tu tu robisz? Nie wiedziałem ze tu będziesz.
-nie wytracaj się betty ty jebana kurwo. Rossie powiedziała powoli wyciągając nóż. Jej oczy płonęły nienawiścią. Zimny pot pojawił się na czole. Zobaczyła ze betty wyciąga swój nóż również?a wiec tu się rozstrzygnie kto będzie lepszy.
-ej dziewczyny, co wyrobicie? Oszalałyście?
-zamknij ryj jim. Wiesz kto zabija tych w wszystkich ludzi w nocy ? to ta mała ćpunka.
Teraz będzie musiała zabić ich oboje. ?.ręce powoli się trzęsły?betty mówiła dalej: zwabiła cie tu żeby cie zabić..nie ruzmiesz?
- to nie prawda jimmy nie słuchaj jej- rossie zaczęła się cala trząść. Była zdemaskowana. Przed nim. Tak jej na nim zależało.
-ale zapłacisz za to mała kurewko. Betty ścisnęła mocniej nóż niespodziewanie runęła na ?jima. Próbował wyciągnąć ostrze ale kilka następnych ciec powaliło go na ziemie? betty stała teraz przed przerażona rossie.
- i co powiesz teraz? Potrafię zabijać. Widzisz,?a teraz zabije ciebie?
rossie ciężko było się powstrzymać schowała jednak nóż. Cala trzęsła się, patrzyła jeszcze na ciało jima. Nic już dla niej się nie liczylo. chciała umrzeć.
-wygrałaś betty, ?.z trudności wybełkotała
-zawsze wygrywam?szybkim ruchem zamachnęła się ?gdy nagle rozległ się strzał z pistoletu .krew betty oblała urodzinowa polówkę rossie. betty zwaliła się na ziemie…jej oczy powoli zaczęły się zamykać ?próbowała cos powiedzieć ale ciepła gęsta krew wypłynęła z jej ust. Podeszło do niej 2 policjantów z bronią w ręku?.
-spokojnie malutka?teraz już ta morderczyni nie żyje??

Nagłówki gazet krzyczały o wielkim sukcesie policji. Pokazywały zdjęcia zabitej Betty Willigton i oraz młodszego sierżanta smitha który zabil brzytwiarke z rossestreet. wiele elementów układanki się nie zgadzało ale morderstwa skończyły się . niektóre morderstwa mialy miejsce pomimo nie którzy zeznali ze była wtedy gdzie zupełnie gdzie indziej. Narzędzie zbrodni nie zgadzało się również?ale gazety krzyczały głośno i przekonały wszystkich. Gdzieś na 8 stronie The east London news znalazła się nie wielka wzmianka o powieszeniu się dzień później pewnej 15latki..ktorej rodzice zginęli kilka lat wcześniej w pożarze?koniec..:) ale syf nie ?