pam pam
-ty ale panewno jutro ?
- tak mowie ci. Ja, ty reszta ekipy. Będzie git. Zupełnie jak w wakacje. Pamiętasz?
- no jak bym mogl zapomniec ….
- żeby zapomniec to najpierw trzeba pamiętać.. a nie pić tyle a potem rzucać puszkami w radiowóz…
Nicky i Timmy stali w zimnej bramie. Lato zbilżalo się coraz mocniej i coraz czesnij dawalo osobie znac. Najpierw pojawily się pojedyncze, samotne dni i noce.z czasem było ich wieecj i wiecej. Plan był taki żeby kupic tyle browarow ile zdola się unieść, zorganizowac tyle osob ile się da, wsiąść do podmiejskiej kolejki i pojechac nad deep lake za miasto. Petla kolejki była na rumb end. Dalej już tylko była stara glinianka. Była gleboka i rzadko odwiedziana przez normalnych ludzi. Przyciągała za to roznych pomyleńców z całego miasta którzy chcieli uciec przed miejskim skwarem, przy okazji popic i robic rozne inne rzeczy. Skakanie na glowe z kilkunastu metrow lub w roznych dziwnych pozach, dreszcz emocji kiedy przez chwile zastygalo się w powietrzu żeby ronac w dol był naprawde porzazajacy. Nicky rozmazy się . może znowu uda mu się spotkac panny z południowej części miasta. Nie wiedział dokladnie gdzie mieszkaly te bliźniaczki ale gdyby przyszlo co do czego …….
Pamiętaj na bądź na pętli tam koło 10. wrócił do domu zmeczony. Caly dzien który spędził przed taśmą –w efekcie słaniał się ze zmeczenia. Nogi miał jak z waty a jedyna rzecz o jakiej marzyl to zatonąć w poscieli. Jeszcze kolacja, jeszcze kapiel goraca ….puścil pierwsza lepsza plyte i położył się na lozku. Zawsze przed snem przychodził ten moment zadumy. Nad soba samym, nad wlasnym losem…
- kurwa znowu te smety przez które normalny człowiek nie może się wyspac- powiedział sam do siebie. Przekręcił się na drugi bok i próbował wsłuchać się w muzyke która saczyla się z głośników. Nie obchodzilo go to, że jutro prawdopodobnie znowu zacznie się sezon wielkich malych imprezek nad jeziorem. Nic, pustka która wyżerała go od srodka powoli zamknął oczy, jakby z wysilkiem. Czego mu brakowalo? Czego tak pragnął? Ciagle snil mu się jeden sen. Ciagle w kolko ten sam. Był w nim szczesliwy. To pamiętał, ale nic poza tym że za każdym razem kiedy otwieral oczy był zawiedziony, że to już koniec. Powrot do szarej rzeczywistości. Praca, knajpa, czasem jakas panna….nie pamiętał kiedy zasnął. Obudzil się jak zwykle zrywając się szybko. Zimny pot na czole. W lustrze w lazience ciagle ta sama smutna twarz. Ciagle te same karaluchy gnieżdżące się pod wanna. Poprzetrzyl na zegarek …iii….to już tak pozno..?
-kurwa- pomyślał nicky. Szybko rzucil się do kartonika pod lozkiem. Wciągnął stare pudelko w którym zawsze trzymał reszte niewydanej wyplaty. Wybral kilka zmiętych banknotow, włożył spowortem pod obluzowana deske w podłodze i wybiegl z mieszkania. Dopiero 2 pietra niż przypomniał sobie ze zostawil je otwarte. Bieg na gore….tracil cenny czas…jeśli teraz się spozni na kolejke pod skwerem naetepna przyjedzie za godzine albo poł. Kazda sekunda była na wage zlota. Biegl szybko. Był silny, nie czul zmeczenia. Ludzie spierdalali mu na boki. Biegnący lysy nie wróżył nigdy nic dobrego – znaczylo to ze albo kogos goni albo jego gonia. W obu przypadkach wszystko się kończyło jakims kotlem którego każdy chail uniknąć. W tym wypadku Nicky po prostu był spóźniony…widział poszczególne pyty jak znikaja pod jego butami. Szybciej, szybciej….przebiegl przez srodek skrzyżowania. Nie było dużego ruchu ale usłyszał za soba pisk opon , klakson i charakterystyczne „ jebany skurw…”jeszcze tylko kilka uliczek, zakret, już widac park, i……………wlasnie odjezdajacaca kolejke…zasapany dobiegl do pustej stacji. Kurwa on sam – tutaj. Impreza zacznie się bez niego. Teraz miał godzine dla siebie. Nastepny odjazd był dokladnie o 11.15 Skoczyl za rog i ze straganu ukradl kilka jabłek. Kupil lemoniade i usiadl w parku. Był piekny majowy poranek. W wolny dzien normalni ludzi dłużej się wyleguja w swoich wielkich lozkach. Dlatego w parku było cicho i spokojnie. Czas płynął leniwie i powoli. Ustawiczne zerkanie na zegarek wcale nie pomagalo. Zrobil drugi kurs do sklepu i kupil szesciopak. Wrucil na swoja lawke. Raczej chciał. Ktos już jednak na niej siedział. Hym…na nieogolonym ryju pojaiwl się uśmiech. Przynajmniej ktos mu będzie towarzyszyc w drodze do rumb. Usiald obok . przez obok i zaczal się przyglądać. Moglby przysiac ze gdzies już kiedys ja widział. Nie była to na pewno jego znajoma jednak czul ze ona tez chyba go zna….. ;) i kurwa zero weny.