skinhead blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

wolny juz…

13 komentarzy

pam pam
szczury i pajaki siedza w mojej glowie…

…..z dnia na dzien robilo sie coraz zimniej. za kazdym razem jak wychodzil z roboty bylo coraz ciemniej.. ale nie tylko. praca nie dawala mu tyle radosci co kiedys. piwo tez nie smakowalo tak jakby chcial. gdzies z dna szafy trzabylo wyciagnac starego donkeya.wszystko przez to spotkanie z nia. ciagle w pamieci mial ta niezapomniana noc. byla szalona, niesamowita ..do zapamietania na cale zycie. ale co zrobic. nie wiedzial ze byla chora. psychicznie. tak bardzo. kilka dni pozniej kiedy postanowil ja odwiedzic spotkala go brzydka niespodzianka. byl przygotowany na wszystko. flaszka schowana pod kurtka i kwiaty sciete w nocy z ogrodu pewnej grubej baby o piskliwym glosie…karetka i policja. gestniejacy tlum pod jej brama. wszyscy dookola pchali sie do srodka.co jest grane – pomyslal nicky. przedral sie przez tlum. policjantowi powiedzial ze tu mieszka. przeszedl pod zolta tasma. chwiejnym krokiem zaczal isc w gore. przed oczami tanczyly mu czarne plamy a cialo przebiegaly dreszcze. nic nie slyszal. dwoch lekarzy ktorzyszli za nim mowili cos o chorobach psychicznych.odrapana klatka schodowa straej kamienicy. otwarte drzwi od jej mieszkania. sasiadki w szlafrokach gadajace ze soba. kilku policjantow. 2 sanitariuszy wynosi nosze z cialem. ktos robi zdjecia w srodku. z pod przesciaradla wysuwa sie martw reka z licznymi przecieciami…….
nie bardzo pamietal co sie stalo pozniej. chyba upuscil kwiaty i gdzies zaczal biec. biegl nabrzezem. szara brudna rzeka ktora przecinala na pol stare i miasto. ciagle gdzies ja widzial. albo mijal ja w tlumie albo siedziala na lawce…czul ze ciagle ktos na niego patrzy.mial nadzieje ze to ona. ale ona byla martwa i sztywna. byl pewnien ze chce cos zrobic. cos powiedziec. zrobic. tak bardzo waznego. zreszta wsystko teraz nie mialo znaczenia.zwolnil..przysiadl na lwace tuz przy w oddali bylo widac wielki most i kursujace nim pociagi. dalej rozciagala sie jego dzielnica. rozpieta miedzy 6 wielkimi skupiskami kominow i dymu. przez chwiel chcial wyjechac gdzies. wszystko co widzial przypominalo mu ja. ulice ktore teraz byly dla niego puste,krzywe plyty chodnikowe. powoli zaczynalo go ogarniac zmieczneie. i migrena. ech. splunal i dyszac wyciagnal nowa paczke fajek w srebrnym pudelku z kieszeni kurtki. coz…wrocil na swoja ulice. nienawidzil wszystkiego. wsystko go wkurwialo. w bramie spotkal tesame co zawsze mordy. byli tak odkad pamietal. zawsze stali za nim a on za nimi.wiedzial ze moze im powiedziec. potem kurs do parku. nastroj nickego zaczal sie wszystkim udzielac.pusta flaszka, rozjebane kosza i zbita lampa nie pomogla. czul wsobie nieawisc do calego swiata. kazdy poza jego banda byl wrogiem. krzywe spojrzenie, stroj, wszystko moglo byc zapalnikiem ktory uruchomilby tykajaca bombe. usiedli w ciszy na lwace w parku. dzis wieczor miaL odbyc sie koncert w lost soul club. ostatnie drobne poszly na flaszke z meliny i zapite. plan byl prosty skroic jakiegos zbuntowanego prawiczka i wbic do klubu. potem o zadyme bedzie latwo. kazdy przeciez przychodzi sie wyzyc. okazja nadarzyla sie szybicej niz przypuszczali. chwile pozniej byli tuz przy zaulku. w ciemnym korytarzu bramy stalo kilku modsow. w ciemnosci nie bylo widac ilu ich bylo. glosno sie smiali popijali piwko i sluchali muzyki z malego skladanego radyjka….
-czas zaczac zabawe-nicky wyciagnal lancuch. podbiegl do lsniacego na chodlniku skutera i szybkim kopem przewrucil go. reakcja byla natych miastowa. z bramy wylecialo kilka postaci w dlugich plasczach i bialych spodniach. przez mysl nickiemu przeszlo ze szkoda tych bialych spodni. nie byli przygotwani do walki. jeden z nich naprwde dawal sobie rade z franzem. ale reszta dostala ostre baty. nicky rzucil sie na pierwszego kolesia sybki sierpowy, kopniak w udo ktory zgial kolesia. potem juz poszlo latwo. mial ochote kopac go dalej. kiedy mods osunal sie na ziemie zaczal go dalej kopac.
-ej..-ktos go wchwycil za reke.chcial sie odwinac ale przez chwile sie zawachal. – bierz kase i spierdalamy.- to byl timmy.
szybkie przeszukanie kieszeni i z kilkoma drobniakami wiecej szybko zwiali . lost soul club miescil sie kilka ddzielnic dalej przy nadbrzezu. bylo to miejsce gdzie zawsze mozna bylo znalezc chetnych do napierdalania sie kolesi, fajniutkie skinetki i dobre piwo. dzis – w dodatku koncert.weszli do srodka.zajeli stolik i zaczeli sie rozgladac za jakims frajerami ktorzy szukali guza. nicky nagle zobaczyl kolesia ktorego nienawidzil od kad pamietal. rzadko przychodzil na koncerty…prawie nigdy go nie spotkal na ulicy…moze nawet to dobrze bo za kazdym razem mial ochote go zabic. odbil mu jego pierwsza laske. -jebany cherry kid, jebany pierdolony rokendrolowiec…..

co bedzie dalej ? stay tooned to nastepnego odcinka.

pam pam
?…kto będzie następny? Ona czy jej siostra. Może to będziesz ty…?. Z głośników wydobywał się głos Lesława z Partii.
Uwielbiała tą piosenkę. Może dlatego, że była to piosenka o niej samej. Tylko, że ona była sama wśród ludzi. Nie miała siostry.
Wsłuchując się w słowa piosenki powoli usiadła w miękkim fotelu. Na stoliku obok leżały dwie żyletki i skalpel, obok stała szklanka z alkoholem. Na podłodze porozrzucane agrafki, stare butelki od wina i piwa. W rogu pokoju nie zaścielone łóżko. Po drugiej stronie małe biurko, wieża oraz stos płyt i kaset. Nic więcej do szczęścia nie było jej potrzebne. Zresztą w takich ciężkich chwilach jak ta wystarczało ostrze noża kuchennego aby na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Nie miała już siły się wykłócać. Nie miała siły aby tracić bliskie osoby. Nie potrafiła więcej patrzeć na to co wyrabia się wokół niej.
Najpierw głębokie westchnienie zaraz po tym łyk magicznego płynu. Pod swoimi palcami poczuła coś ostrego. Żyletka. Jeszcze czysta ale wcale nie chciała jej dotknąć. A teraz … wcale nie chciała jej puścić. Robiła to już tyle razy. Dlaczego nigdy nie dokończyła? Wspomnienia zakrwawionych rąk i skalpeli coraz bardziej ja dręczyły. Przed oczami stanął jej widok kiedy to usiadła pod biurkiem i z desperacją próbowała zatamować krew. Bezsilna ze łzami na policzkach. Zaczynała ją wtedy zlizywać. Była słodka jak wszystko czego ona sama nie osiągnęła . potem tygodniami ukrywała rany i blizny na rękach.
Teraz miała szansę. W domu nikogo nie było.
Za oknem zaczęło się ściemniać.
Po cichu usiadła w pustym rogu pokoju. W myślach powtarzała sobie: ?nie będzie już więcej cięcia, nie będzie okaleczania się, nie będzie blizn. To już ostatni raz.? Wolno przeciągnęła żyletką nad nadgarstkiem potem nad drugim. Krew wielkimi kroplami kapała na wykładzinę i jej skarpetki. Zapatrzyła się na kałużę, która zaczęła się właśnie robić. Po pewnym czasie przez jej głowę przebiegła malutka myśl: ?przecież mam jeszcze dla kogo żyć, przecież mam jeszcze marzenia?. Z trudem podniosła się na nogi, lecz one były już zbyt słabe żeby ją dłużej utrzymywać. Oparta o ścianę próbowała się czegoś złapać, ale na ścianie nic nie było. Nagle przed oczami zrobiło jej się ciemno. Upadła na podłogę nic już nie czując. Zbyt późno się ocknęła, zbyt późno podniosła. Teraz zostały tylko dwie wielkie czerwone plamy na ścianie od rąk, które nie zdołały już się uratować a na podłodze ona. Brudna od krwi i już nieżywa.


  • RSS