pam pam
tak wiec siedzieli timmy, burton z steffi (swoja laska), james i on. najbardziej wkurwiony ze wszystkich. szybko wypili piwko na ktore jedynie bylo ich stac. kilka drobnych nie wystarczylo na pprawienie humoru. nienawem timmy zniknal gdzie w tlumie w poszukiwaniu jaies ostrej laseczki.nicky wyszedl na zewnatrz. owinalego zimne listopadowe powietrze. podszedl do kamiennej promenady wzdluz nadbrzeza. dolem plynela ta sama brudna rzeka. gdzies tam dalej w lewo bylo feralne miejsce gdzie kiedys mieszkala. teraz zostalo po niej puste i zarobaczone mieszkanie.
-czas sie najebac i rozweselic ten nudny wieczor-powiedzial sam do siebie. na dnie kieszeni odnalazl jeszcze ilka drobniakow. w klubie nic za to nie dostanie ale niedaleko postanowil sie wybrac calodoobwego. zolte snopy swiatla rzucane przez latarnie, zimne powietrze i wielki smutek po stracie jej powodwaly e szybciej trzezwial. nie chail powrocic do rzeczywistosci bal sie jej i rownie mocno nienawidzil. pod sklepem zauwazyl kilku rokersow. mierzylo sie z banda lysych ale nikt sie nie lal. kazdy glosno krzyknal co sadzi o matce i rodzinie drugiego ale nic sie nie stalo. kiedy nicky chwiejnym krokiem wyszedl ze sklepu niebylo anie jednych ani drugich. nie bvylo tez sladow bojki co bardoz zdzwilo nickego ale to co zobaczyl chwile potem wyjasnilo cala sytuacje az nadto. nie bylo czasu na dzialanie czy myslenie. szybko wyszarnal lancuch z zapaska i pobiegl zpowrotem do klubu. wiedizal co to znaczy. kilka tygodni temu ktos wrzucil do dirty rockers’ club koktajl molotoqwa. to cud ze niestety nikomu sie nic nie stalo. jedya strata jesli mozna mowic o stratach bylo spalenie ulubionej miejscowki bandy cuchnacych rokersow. nie to ze nicky sie tym przejmowal. w powietrzu bylo czuc od dawna duza niechec jednych i drugich ale nikt nie mowil o otwartej wojnie. ten atak kilka dni temu chyba wywolal rekacje. przynajmniej to wydawalo sie nickemu. a moze poprstu szykowla sie niezla rozurba pierwsza powazna od zakonczenia poprzednich wakacji. serce walilo mu mocno. niemogl sie doczekac az kogos napiedoli. wpadl szybko do klubu minal brmakarza i zoabczyl cala ekipe przy stoliku.
-chlopaki zbierajcie sie zachwile bedzie tu banda leszczy…..dalsze jego slowa zagloszyl ryk silnikow motoru.w klubie odrazu widac bylo co sie kroi. i kto jest tylko sezonowym dzieciakiem a kto jest gotowy poswiecic swoje zeby piesci krew i dume za sprawe. honor zawsze byl wazny. tlum szybko sie wylal na bruk przed klubem. stoliki i kilka krzesel napewno pomoze nabic kilka guzow. przed klubem stal tlum rokersow ktorzy byli przekonani o swojej przewadze. chcieli sie zemscic za klub. ale kazdy wiedzial ze moze chodzic o rozne rzeczy ale nie ma nic lepsego w pewnym wieku niz bojka.
-popatrz tyle smierdzacych brudasow wyladuje dzis w szpitalu-rozesmial sie timmy do nickiego wymachujac w powietrzu noga od stolu. kazdy po jednej i drugiej stronie czul jakies pierwotny insykt checi dokopania innym. chwile potem 2 grupy ruszyly na siebie i wymieszaly sie w dzikim szale jedni lali drugich gdzie niegdzie sluchac bylo jak cos sie lamie. zeby lataly po bruku. ale chlopaki nie dawali za wygrana. nicky nie abrdzo wiedzial co sie dizeje ruszyl dporzdu tak szybko ze po pstrdaniu kilku strzalow na boki znalal sie otoczony brudasami. rozdawal ciosy na oslep ale po pewnym czasie kiedy zaczal dozwyskiwac klotrole nadtym co robil zauwazyl ze chyba rokersi dzis dostana znowu. chwile potem bylo po krzku chlopaki jeden po drugim zacyznali zwiewac. gdzie niegdzie pojawily sie skinetki ucieszone ze „swoich bohaterow”. nicky ledwo stal na nogach. dotal tak mocno lancuchem po zebrach ze czul jak cos w srodku gruvhnelo. w glowie mu szumialo ale chcial tego wszystkiego przeciez oto chodzilo chcial zapomniec i zapomnial o wszystkim co bylo dookola niego zle. nic nie dawalo mu w zyciu takiej satysfakcji. podszedl dniego burton -jak tam wszystko w porzadku mlody ?
-tak tak porzadze sobie..jakis browarek by sie przydal-usmiechnal sie- mam na dzis dosyc lania sie zrobilbym cos innego.
- co tylko chcesz ..nasze sa ulice- rzekl burton powaznie. -steffi chodz tutaj. chwile pozniej zwieli od klubu. koncertu i tak by niebylo banda rozreconych lysych roawalila by knajpe. zapewne teraz na dziedzincu pod lost soul club bylo pelno glin moze jakies nawiedzone pismaki szukaly sensacji. na bruku zostalo troche przypadkowych szmat zebow i kilka wiekszych plam krwi. niektorzy sie zaszybko nie podnosili a krwi bylo wiecej niz zwykle. za duzo osob sie bawilo nozami…ale coz. oni mieli to gdzies. w ciemnosci w parku czuli sie bezpieczni. powoli dobiegala polnoc a kazdy mial w sobie niesamowita ochote coz rozwalic.nocne lowy znowu sie zaczely. byli w nie swojej czesci miasta. park przede wszytkim byl schludny a alejki rowne i zadbane.bylo zimno ale nie mrozno.z ust wydostala sie para ale nikt nie narzekal na zimno. poprzewracane kosze znaczyly slad ich przejscia. nikt nie bardzo wiedzial do kad zmierzali. chcieli zdobyc jeszcze troceh kasy bo alkohol zaczynal przestawac dzialac a noc byla przednimi bardzo dluga. dzielnica w ktorej ie znajdowali miala szerokie i czyste ulice. wszystkie latarnie sie swiecily, rzadko rpzejezdzal jaki kolwiek samochod. nie bylo