pam pam
robilo sie coraz zimniej. rece wcisniete gleboko w kieszenie dygotaly szybciej. nawet ostatnia faja palona na spolke z pijanym jimmy’em. wyszli na jakas szeroka ulice. ladne schludne lampy, szerokie ulice oraz wszechobacna cisza i spokoj. co kawalek stal jakis wielki dom z ogrodem. rezydencja oswietlona tymi dziwnymi lampami w ktorych mieszkaja zawsze powazni i bogaci ludzie, prowadzacy to swoje zycie tak aby bylo zawsze kolorowe i udane.
- wsrodku jest pewnie pelno drogich obrazow i te buce maja pewnie pelno sluzby- powiedzial nicky.
- jak bylam mala zawsze mazylasm o takim domu-westchnela steffi.
-no co ty-obruszzyl sie burton- nigdy w zyciu !!
-ej przeciez to tylko marzenia…macie jeszcze jakiegos szluga?nie ? spoko spytam tego kolesia.- powiedziala i przebiegla przez ulice steffi. faktycznie po drogiej stronie ulicy szedl jakis czlowiek.a konkretnie jakis buc. buc, gdyz byl to jakis podstarzaly urzednik ubrany we frak. niestety zapewnie ilosc alkoholu sprawila ze nie trzymal fasonu. z zapasa wychodzila mu biala koszula odslaniajac faldy tluszczu na brzuchu, krawat juz dawno gdzies pewnie lezal na jakims chodniku a koszula mocno pognieciona wskazywala ze zygal dzis juz nie raz. chwila rozmowy, ktorej burton sie przygladal bacznie i chwile potem grubas oddal jej butelke o raz prawie nie ruszona paczke fajek. kiedy sie schylal chyba zeby ja pocalowac dostal kopniaka w jaja.steffi zaczela uciekac ze zdobycza. chlopaki za nia. urzadas nawet nie biegl za nimi tylko krzyknal cos o nich i o policji ale jego zapijaczony glos bardziej ich smieszyl niz przerazal.mimo wszyskto musili uwazac- nie byli usiebie. wiedzieli ze policja z tej strony miasta pojawia sie czesto tylko poto aby zaprowadzic porzdadek. przyedli na eleganckim skwerku. byl to nie wielki parkczek ze starymi drzewami. wsrodku byla pokrywajaca sie lodem mala sadzawka do ktorej wszyscy sie odlali. bylo cicho i spokojnie. moze nie dokonca cicho ale o tym pozniej. o tej porze wszyscy powinni tutaj spac. usiedli na lawce i chcieli podzielic sie tym co zdobyla steffi. teoretyczna zamiana polowy jakiegos wina i paczki fajek za buziaka skonczyla sie dla oblesnego grubasa bolem jajek. ale to dobrze- powiedziala steffi-niech sie nauczy zeby nie pic tyle ..pewnie ma zone…
-zone, zone ech ale ty kobieto marudzisz dobre ze mu przyjebalas. powinien ci to oddac za darmo ! – dorzucil burton.nicky siedzial cicho na rogu lawki. patrzyl na stawek. bylo czuc wyraznei wilgoc. glosy i rozmowy ktore sie toczyly miedzy klucacymi sie zawsze steffi i burtonem nie dochodzily do niego. tak samo nie chacialo musie tez pilnowac jimma ktory wlasnie kleczal na brzegu stawu caly ujebany w blocie i zygal do wody. nagle uslyszal cos co powiedziala steffi:
-…no i on powiedzial ze wraca z imprezy niedaleko.
-niedaleko ?-nicky podchwycil-moze bysmy sie wybili tam co ? zawsze marzylem aby znalezc sie na takiej bibe. pewnie maja full zarcia z a darmo i alkohol leje sie strumieniami.wiecie wszyscy tam tancza w tych sukienkach ze swiecidalkami i wogole…
- no coty…po huj ?
- ej mowie…taki dom musi byc bardoz duzy.. wejdzie sie od kuchni. pewnie tam maja jakies takie dania przygotowane. wpieprzymy jakims 2-3 kolesiom ze sluzby chociaz pewnie sie beda chcieli znami lac tylko machna reka…tez nie lubia tych grubych…..
-kurwa pojebalo cieeeee- wrzasnela steffi-zaraz sie zwala gliny beidze presrane.
nicky kontynuowal : nikt nas nie zauwazy mowie wam. zreszta nie ma kasy na alko a ja juz trzezwieje.gdzie jest ta biba?
-obok parku nie daleko.tak mowil -powiedziala-ale ja wiem…..
burton sie usmiechal : kurwa ale bedzie rzeznia. idziemy ! dalej !ej jimmy przestan juz karmic rybki swoimi zygami ! idziemy pic dalej. szybko znalezli to miejsce. na poprzecznej ulicy stala wyjatkowa okazala rezydencja. wygladala na stara i powazna. brmaa byla otwarta a na placyku sprzedu nikogo nie bylo. z tylu widac bylo fragment preszklonego patio oraz bok pustego pbasenu…. ekipa niezauwazala na takich szczegolow. nicky szedl schylony wzdluz zywoplotu zanim burton i steffi. zanim wlukl sie nie bardzo rozumiejac co sie dzieje jimmy. juz dawno powinien wytrzwiec niestety on dalej potykal sie o wszystko i belkotal zataczajac sie.z przeciwnej strony bylo widac male wejscie kuchenne i kilka osob krzatajacych sie po kuchni. biale stroje bylo doskonale widac przez ogromne okna. ta czesc ogrodu nie byla dobrze oswietlona to tez banda spokojnie przedostaala niezauwazenie pod wejscie. nicky powoli wyjrzal przez okno. drzwiami wlasnie wyszly 3 osoby latajac dookola wielkiego wozka na kolkach wyladowanego kolorowym zarciem.zostal tlyko jeden koles ktory wlasnie cos zaciekle kroil i siekal stojac tylem do drzwi…-zaryzykujemy czekajcie az powiem juz- nicky szepnal do czajacej sie grupy. podkradl sie do drzwi i je otworzyl. klamka powili sie obuscila….nie byly zamkniete. otworzyl na nie wielka szerokosci wslizgnal sie do srodka.zaknal powoli drzwi. zaczal sie podkradac do kucharza . plan byl prosty. obezwalnic samotnego kucharza , zawolac gang zabrac ile sie da i spierdalac szczeliwym jak najszbciej jak najdalej. coz…takie bylo zalozenie . wchodzil po cichu slyszal jak jego glany skrzywiona na podlodze ale tamten go nieslyszal wogole. nicky zlapal za wielka patelnie ktora wyciagnal z otwartej szafy. byl juz blizutko kiedy nagle uslszal trzaskal pekajacego szkla. odruchowo odwrucil glowe i zobaczyl wskakuajcego jimmyego. kurwa mac taki super plan- pomyslal nicky. szybko sie podniosl i zobaczyl wytrzeszone oczy kucharza poatrzego na duza posture jimmego. calego zakrwaionego z kawalkami szkla. nicky nie tracil czasu. przyperdolenie wielka patelnia pomoglo. gluchy brzek i ten sunal sie na ziemie.
-kurwa mac -syknal- co ty do huja zrobiles.
-eee no ten myslalem ze tak bedzie lepiej.
-jaasne jest lepiej rozjebalismy im okno a ty masz lape cala we krwi.
oby reszta sluzby za szybko tu nie wrocila. sluchaj zawolaj reszte bierzemy te zarcie a jak zobacze co jet w tym pomieszczeniu musza gdzie trzymac alkohol.wszedl do ciemnej nyzy. hehe ! bingo poczul sie jak male dziecko w zakniete na noc w cukierni. wygladalo to jak magazyn dobrze wyposarzonego sklepu monopolowego. widac ze dzis byla wielka impreza. zrezta huj z tym sluszal jak reszta steffi z burtonem sie kluca pocichu co wziac. chwile pozniej burton wpadl do nyzy wziac 2 pierwsze z brzgu skrzynki z wodka i powiedzial: dawaj bierza to wode! bedzie na tydzien chlania. niewiedizec czemu nicky zaczal szukac czegos. chcial wziac cos innego burton ponagla go i juz slyszal jak wychodzi radosnie podspiewujac. nagle gdzie tamdaleko uslyszal czyjes kroki. zerwal sie do biegu ale bylo juz zapozno. nie mogl wybiec bo sicagnal by na reszte grupy poscig a szkoda bylo i wywalac tyle prowiantu. powoli przymknal drzwi. mial do wyboru drugie drzwi. na koncu nyzy. prowadzily w glob budynku ale trudno. uslyszal krzyk : boze swiety.. thomas kto ci to zrobil !
-kurwa ale szkopskie imie..jak sie mozna nazywac thomas !-pomyslal nicky. co teraz sie stanie ?czy nicky zostanie zlapany? czy spotka sie z banda? stay tuned…..