pam pam
nicky przymknal po cichu drzwi i otworzyl kolejne. Znalazl sie w wielkim holu. Tak jak przypuszczal z wielkim czerwonym dywanem i szerokimi schodami.zupelnie jak na filmach – pomysl. niewiele mial czasu na myslenie… z tylu ktos majstrowal przy zamku. szybko zamknal drzwi prowadzace do holu.Mial szczescie- ktos przez przypadek zostawil klucz w zamku.chwila zastanowienia…z tylu dochodzilu jakies krzyki..na koncu holu widac bylo przeszklona sale pelna kolorowych swiatel i gwar cichych rozmow.WIdzial po drugiej stronie nieregularne sylwetki- zupelnie inny swiat, tak daleki od jego zycia i problemow. jedyne wyjscie na gore po schodach. biegl szybko przeskakujac po kilka stopni do gory. kiedy byl na samej gorze ktos wylamal drzwi zanim. nicky wbiegl w korytarz. -kurwa zeby bylo jakies okno przez ktore bede mogl spiedolic, tlyko zeby nie bylo za wysoko…-goraczkowa przebiegaly mysli przez jego glowe. po obu stronach korytarza mial drzwi. na niektorych klamkach zawisl ale okazywaly sie zamkniete. korytarz konczyl sie oknem. ostatnie drzwi po jednej stornie byly otwarte i padalo swiatlo z nich na ciemny korytarz. nicky dobiegl do okna i spojrzal a w dol. nie mial wyjscia. slyszal jak ktos biegl za nim w koncu ciezkie latwo bylo uslyszec nawet na tak miekkim dywanie. mogl skoczyc….oczywsicei ale ladowanie w pustym basenie z wysokosci pierwsego pietra skonczylo by sie polamaniem obu nog.otworzyl okno…poczym wpadl do otwartego pokoju. jego oczom ukazal sie elegnacki kolorowy pokoj.pierwsze co rzucilo mu sie w oczy to lozko z baldachimem. zaraz potem jakas mloda dziewczyna ktora siedzila przed lustrem czesac wlosy. byla tak zaskoczona jego widokiem ze ciagle patrzyla na niego z otwarta buzia. nicky usmiechnal sie do niej polozyl palecem na ustach karzac byc cicho, poczym wskoczyl do wielkiej szafy i zasynac drzwi odniej. przez szpare widizal tylko niewielki wycinek pokoju. chwil.e potem uslyszal rumor na korytarzu. widzial jak dziewczyna wstala i wyszla na korytarz. mial cicha nadzieje ze nikomu nic nie powie… chwile potem byl juz tego powien. uslyszal urywki rozmowy z korytarza w ktorej mloda darla ryja na kogos…..ty skurwysynu ! nie masz prawa zaklucac …….dalej juz nic nie slyszal. heh niezle sie rozprawiala ze sluzba. pewnie miala pojebane pod sufitem, nieszanowala ludzi i zyla pod kloszem non stop.uslyszal trzasniecie drzwiami jakiego niepowstydzilby sie jego sasiad z kamienicy gdy po pijaku sie kluci z zona. wyciagnal glowe z szafy. na srodku pokoju stala lekko chwiejac sie na nogach. rece skrzyzowala na piersi , a na twarzy pojawil sie grymas zamyslenia.
-kim ty jestes? co ty tu kurwa robisz?- po chwili ciszy wyrzucila z siebie. nicky wyczul ze jest niezle najebana..albo nacpana.nie wiedizal dokoladnie. sprawiala wrazenie jakby miala slaby konktat z rzeczywsitoscia.
- jak to co ? jestem wlamywaczem ! zaraz mnie tu nie bedzie….
wyszedl z szafy. wyglada troche jak mala lalka.miala delikatne rysy …bardzo delikatne. jasna cera, lekkie blond wlosy i biala poplamiona sukienka balowa….wygladala troche jak zjawa. jedynym ciemnym elementem byly bardzo male usteczka.
- juz stad idziesz? mialam nadzieje ze chociaz chwile pogadamy..nie bede przeciez pila sama.podaj mi butelke z pod lustra.
- ocipialas? kurwa nie jestem twoja sluzba zeby ci podac co tylko chcesz zreszta mnie juz tutaj nie ma…
spojrzlaa nia nie go z wyzszoscia. jedno moje slowo i tej jebany grubas z kuchni zaraz sie u zwali. zanim kilku innych. na dole wsrodku gosci weselnych jest jakis naczelnik policji….nieradze..
nicky bez slowa sie odwrucil i ruszyl po butelke.Nikt nigdy w zyciu nie odwazyl by sie go ustwaiac po katach. nie widzial takiego alkoholu ale pociagnal z gwinta..niezle. usiadl obok niej na lozku i podal jej butelke.
-no wiec czego chcesz…
- mow mi Lu.
-czego chesz Lu ?
-zjebac tej szmacie wesele.
-komu?-nicky zstanawial sie wlasnie jak stad psierdolic mial cicha nadizeje ze gang dawno spierdolil i wszysc czekaja w parku przy sadzawce.
- no dobra sluchaj musze..ten leciec..
- czekaj ide z toba..
nicky spojrzal jej gloeboko w oczy. chcia powiedziec ze nigdzie z nia nie idzie. nie mial zamiaru ciagac jakies panienki po ulicach zwlaszcza ze przed oczyma mial obrazek wynoszonych zwlok…z drugiej jednak strony w tych malych oczkach palil sie jakis wredny ognik ktory mowil ze jesli sie niezgodzi za chwile ktos go zgarnie. zaszantazowany przyparty do muru nie wiedzial co zrobic.
- no dobra chodz…
-naprawde? na jej twarzy widac bolo radosc i wrednosc zarazem. wiedizala ze nie mial wyboru i daltego podobalo sie jej to jeszce bardziej.podeszla do szafy i zaczela grzebac w niej wyrzucajac z niej rozne rzeczy.wkoncu na wyjala pomieta sukienke balowa narzucila zaduze futro.
-fajnie nie ? – odbrucila sie dookola.- no powiedz ze fajne….
nikcy mial juz jej dosyc. huj go to obchodzilo. huj z nia. z tym futrem.
-taaaaaak fajnie…-odpowiedizal bez entuzjazmu, biorac wiekszy lyk butelki-czego tak naprawde odemnie oczekujesz bo nie rozumiem. chce stad spierdolic jak najszybciej. jestem w jakims wielkim domu , pije ile wlezie ale nie mgoe sie upic, gfdzies tma czeka na mnie ekipa a ja siedze w jakims pokoiku dla lalek i kurwa mam podziwiac jakies futro ?kurwa….
- widzisz kurwa…-podeszla do lustra. – co ty tu wagole robisz?
powiedziala patrzac na niego przez lustro.
- a widzisz krecilem sie po okolicy….wpadlem obejrzec czy cos sie nie marnuje na dole w kuchni…
- i ??
- i jakos tak wyszlo, ze komus sie niespodobalo..to.