skinhead blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

pam pam
zeby juz nigdy nie robic glupot
zeby juz nigdy nie isc do wiezienia
zeby juz nigdy nie dac komus wpysk bez powodu
zeby znalezc robote do konca zycia
zeby juz nigdy nie pic tyle
zeby juz nigdy nie cpac tyle
zeby zerwac z tym wszsytkim…
zycze wszsytkim.

pam pam
kubek kawy wylecial jej z reki.podskoczyla niemal w mijescu. spojrzala na zegar na scianie. kwadrans po 3.
-kurwa to tu postawil te toboly.. hej lilly jestes tam ?- krzyknal glosno. znala ten glos. bala sie go. kiedys podobala sie jej ta wladcza nuta w jego glosie. dzis pozostal cien strachu jaki odczuwala za kazdym razem kiedy ja bil. a bil ja tylko wtedy kiedy byl pijany. a pil czesto. kiedys podziwiala jego tatuaze pokrywajace zdrowe silne cialo. kiedys lubila kiedy wyciagal jego silne rece w jej kierunku. teraz kiedy to robil wiedziala ze na drugi dzien bedzie czula nieprzyjemny bol pod okiem. z czasem jego mlodziencza fantazja stala sie oznaka dziecinnosci i glupoty. kochala go dlugo tak dlugo jak tylko on byl nia zainteresowany,
-Lilly kurwa kiedy to posprzatasz ??-wrzasnal-co robia tutaj te 2 torby…kurwa ale mialem dzien..wiesz co
nie poruszyla sie od momnetu kiedy wsedl do domu. byla przerazona. lod przeszywal kazdy centymetr jej ciala. zobaczyla go jak zrzuca z siebie ciuchy i idzie sie kompac. codziennie po pracy ten sam rytual. buty, koszula w kat, potem wejscie do brudnej malej lazienki i prysznic. musial zmyc z siebie pyl.kiedys lubila ten zapach – przywodzil jej na mysl .. wsumie nigdy nie wieidzla co. ale lubila go. teraz miala juz dosyc. kazda sekunda jej zycia wydawala sie pusta. az do wczoraj. w dziurze pod kalfekami w lazience znalazla cos w istnienie czego nie mogla uwierzyc. pod wanna znajdowala sie metalowa skrzynka. w sordku byl pistoler.i cos jeszcze. w materiale podspodem znalazla …………………..przez caly dzien wczoraj obmyslala plan.
Jego glos zagluszaly strugi wody. slyszala wszystko.
-wyobraz sobie czlowiek zapierdala dla tych skurwysynow 12 lat. kumasz lilly ?12 jebanych lat. jak zaczynalem tam pracowac kiedy sie tutaj wprowadzilismy. do ojca. to on mi zaltwil to cholerna robote nie ? dzis kurwa 5 minut przed przerwa obiada przed jebana przerwa obiadowa.. rozumiesz to lilly ten skurwysyn podchodzi i sie usmiecha do mnie. ja rozumiesz tez mu serwuje moj firmowy usmiech a on do mnie wypala McCoy nie przychodz jutro. ani pojutrze. ani kurwa nigdy. myslalem ze mi maszyna wciagnie cala reke….dlatgo kurwa dzis wczesniej przychodze. kumasz kotku ? skonczyl sie kompac. zakrecil wode. uslyszala jakies trzaski w lazience. teraz albo nigdy. powoli ruszyla wstrone drzwi od lazienki. czula jakby za kazdym razem kiedy jej stopa dotykala ziemi tysiace szpilek wbijalo sie w jej stopy.odchylila lekko drzwi.chiala obserwowac co siedzieje w srodku przez waska szczeline miedzy futryna a drzwiami.cisza.nikogo.niczego nie bylo. nagle przed szczelina zobaczyla wsciekle wykrzywiona twarz Granta. w nastepnym ulamku sekundy poleciala do tylu. razem z otwierajcaymi sie drzwiami.
stal na progu. z tylu widziala gorace powietrze i wilgoc zbierajaca sie na peknietym szkle. stal. przed nia. goly. z jego ciala ciagle splywaly male kropelki wody. w rece trzymal pistolet.celowal w jej glowe. nigdy kiedy byl wsicekly nie udawalo mu sie powstrzymac tego rodzaju emocji…tym razem jednak odezwal sie spokojnym glosem…
- wiesz co ojciec zawsze mowil ? zebym nie ruszal tego co jest pod wanna jesli to nie bedzie ostateczne rozwiazanie…mowil ze pewnego dnia do naszego kraju moga wrocic skurwysyny wiec kurwa pistolet jest po to zeby ich odpowiednio przywitac. ta druga – na chwile sie zawachal- ta druga rzecz miala mi..nam pomoc w ciezkich czasach…i wiesz co widze ze kurwa jedno i drugie sie wydarzylo wlasnie dzis. kurwa mamy ciezkie czasy rozejrzyj sie po chalupie – niestac nas nawet na utrzymanie dzieciaka dlatego go nie mamy-podniosl bron- i mamy skurwysyna.
patrzyl jej w oczy. widziala w nich ogien. straszliwa wscieklosc. pomyslala o tym co mowil Tommy.
- Spokojnie pomoge ci. ja nie moge patrzec na to jak on cie katuje…znamy sie tyle lat i nikt z gangu nigdy nic mu nie powiedzial…-w jego zielonych oczach dostrzegla smutek.
-Tommy co ja mam kurwa zrobic?
-Cicho juz. jutro o 3.20 bede czekac w tylniej ulicy.wez ta sztabke zlota z tej skrzynki..kurwa to bedzie calkiem sporo.wezmiemy taryfe na dworzec. o 4 kupimy bilet do K. stamtad promem za granice. a potem…..
pocalowal ja w czolo. -zawsze to chcialem zrobic, tylko tez sie go balem…kurwa tyle lat…a jak bedzie ta kasa
znowu ja pocalowal. tym razem widziala zupelnie cos innego w jego oczach.
- dziwko zapierdole cie tutaj- wrzasnal GRant- co tam mowisz pod nosem? Co?
Spojrzala na niego bez strachu. teraz juz wiedziala co robic. nie bylo w niej odwagi ani pychy, nie czula nic. jelsi bys psojrzal ja nia mozna by nawet powiedizec ze byla zaklopotana.-przepraszam- wyszeptala.
-myslisz ze to wystarczy glupia suko ?- wkrzasnal jeszcze glosniej.
nacisnal na spust. klik. nie bylo naboju. jego oczy wipelnil strach. runela na niego z wielka szybkoscia. w jej rece poajwil sie wielki noz kuchenny ktory wbila mu w podbrzusze mijajac bez strachu jego reke z bronia.
-przeprszam -wyszeptala mu do ucha kiedy przekrecala ostrze i pociagnela je do gory.Grant osunal sie na podloge. nie wiedizal co sie stalo. nie rozumial.zreszta nie mialo to zadnego sensu. wyciagnela noz. sciagnela rekawiczke….

Stal. udawal. cale jego cialo wychodzilo z siebie. juz za chwile to sie zdarzy. zachwile pojaiw sie lilly ze szmalem. zostawiaja tego pojebanego swira Granta. moze nie dokonca, ale to inna historia…-pomyslal Tommy. zobaczyl ja szla szybko . podpachami miala torby.
-masz?
-co ?
- a co kura no kase
-jasne…
-chodz szybko na rogu czeka juz na nas taryfa.
- gdzie masz zloto ?
-tutaj otworz zoabcz.TOmmy wizal do reki torbe i namacal ksztalt sztabki. kurwa musi byc warta fortune- pomyslal.
wsiedli do taryfy. tommy wskoczyl do przodu. wrzasnal do kierowcy.
-szybko kurwa na dworzec zachwile mamy jebany pociag i jak sie spoznimy to nie dostaniesz ani grosza, rozumiesz?
-spoko spoko.
kierowca burknal cos.
Lilly nic nie slyszala. czula jakby plynela w mleku. jakby czas zatrzymal sie w miejscu a oni plyneli na dworzec. dworzec.
wysiedli. biegli. szybko do kasy. kolejka.
-kurwa jego mac..widac bylo ze tommy’ego ponosza emocje. emocje.
-Uspokoj sie kurwa musze isc do kibla…rozumiesz?
- teraz kurwa pojeblao cie?zostaw mi kase.
-okej, popatrzyla mu w oczy. tommy na niego zawsze mogla liczyc.
weszla do brudnej odrapanej toalety dworcowej. spojrzala w lustro. nie czula nic. patrzyla na siebie ale nie widziala siebie. patrzyla na kogos obcego. zabila go…pochylila sie nad kranem i umyla twarz. oplukala ja dokladnie zimna woda.
przypomniala sobie wszystko krok po kroku. kazda sekunde kadzy ulamek sekundy kiedy wydawalo sie jej ze czas stoi w miejscu. kiedy przekladala zloto do drugiej torby. kiedy dzwonila na policje…
- dzien dobry tutja posterunek policji okregu 9 przy B…. street czym moge sluzyc?
- dzien dobry..-chwile sie zawachala- chcialam zglosic to znaczy ..przy w kamienicy nr 2/a doszlo do morderstwa. spraca jest teraz na dworcu Hall Town. Nazywa sie Tom Kerry. jest lysy, postawny, lat 31, jest ubrany w zielonego fleka i czarne dzinsy. bedzie probowac wsiac do pociagu go G. o 15.50 acha ..w torbie ktora bedzie mial ze soba znajdziecie noz ktorym to zrobil..
powodzenia.
policjantka uslyszala dlugi sygnal w sluchawce. przez chwile sie wahala czy to wszystko co przed chwila uslyszala to byla prawda.
Tommy spojrzal jak watla postac Lilly ginie w tlumie ludzi. rozjerzal sie nerwowo.
-teraz albo nigdy-pomyslal. spojrzal na rozklad pociagow najblizszy pociag odjezdzal do G. z peronu 4. rzucil sie w tam tym kierunku. mial 2 minuty. dobiegl na peron pociag wlasnie ruszal. biegl jak szalony wzdluz rozpedzjacego sie pociagu. chwicila sie barierki od wejscia. -jebac ta jebana mala dziwke Lilly-usmiehcnal sie do siebie. teraz zacznie wszsytko od nowa.
stnal w przejsciu miedzy wagonami. sciskajac w rece najwiekszy skarb jaki kiedykolwiek mial. nagle pociag zaczal zwalniac. poczuym stanal. chwile potem zobaczyl 2 policjantow przechodzacych wzdluz pociagu…ja to mam pech -powiedzial cicho.
staneli przed nim. jeden z nich usmiechnal sie do niego podkrecajac was. Tommy nic nierozumial. dlugo nic nie rozumial dopoki nie dowiedzial sie ze noz ktory mial w torbie zamiast zlota to narzedzie ktorym zabito GRanta MacCoya…
Lilly zapadla sie gdzies pod ziemie..


  • RSS