pam pam
ciasny i duszny pokoj pelen dymu z papierosow. male okno z ktorego jesli tylko bedizesz sie chciala wychylic zobaczysz brudne szaro zielone morze. fale unoszace tysiace smieci. zoabczysz tez tysiace lampionow, kolorowych swiatelek. budzik 6 rano. nicky dotargal sie do sciany na ktorej byla kuchenka. zapalil pierwszego papierosa i poczekal chwile na kawe. nie czul juz nic, mzeczenia ani bolu. zjadl szybko killka tostow z bekonem, popil kolejna kawa. zalozyl kurtke i stanal w zadumie. rozejzal sie po swoim krolestwie.cztery sciany z zabudowana lazienka. wszedzie ta sama tapeta i wyblakle kwiaty. dym z papierosow i zapach wody po goleniu dolce gabbana…poprawil wlosy i szybko wyszedl. przekrecil klucz w zamku. na drzwiach numer 14 albo czul ze to powinna byc 13. pechowa dla innych – jemu przynoszaca szczescie. ruszyl przed siebie waskim korytarzem wylozonym gestym brudnym dywanem ktory tlumil wszsytko. korytarz byl tak bardzo wastki jak dlugi i tak dlugi jak waski. nicky idac nim mijal tysiace podbnych drzwi do takich samych pokojow w ktorych mieszkali tacy sami marzyciele jak on. marzyciele – ……
dopiero na dole przypomnial sobie ze czegos nie wzial z gory..z reszta cale swoje zycie zyl z przeczuciciem ze wlasnie czegos zapomnial ze wczesniej czegos nie ma co powinno byc, ze oczyms powinien pamietac lecz nie pamieta. byc moze ciagle padajacy deszcz, spadajacy na jego glowe go otrzezwil. obrucil sie na piecie i ruszyl z powrotem ostrym waskim schodami na gore. minal kogos po drodze ale, juz dawno przestal zagladac ludziom w oczy – przestal kiedy przestali go zupelnie obchodzic. napewno to byla kobieta ale nie byl pewien niczego poza kolorem jej wlosow.przekrecil klucz z numrem 14 na breloczku i chwile sie zawachal. zaczal przekopywac miekszanie i dopiero na podlodze obok kanapy znalazl pelna paczke fajek. BH silver. znak starych czasow, smak mlodosci i metalicznego smaku w ustach. uslyszal cos na korytarzu. odwrocil glowe – klucz zostawil w zamku. jednym skokiem znalazl sie przy drzwiach. sekunde pozniej byl na korytarzu – sekunde za pozno. klaustrofobiczny korzytarz zrobil sie jeszcze dluzszy a sciany zblizyly sie do siebie jeszcze berdziej . kazdy fragment odchodacej tapety patrzyl na niego z politowaniem i z pogarda. w zamku nie bylo kluczy….

stay toon…

- fook it fook it ! – potworyzl glosniej. nie mial czasu jesli by sie nie pospieszyl moglby spedzic wiekszosc dnia na szukaniu kolejnej pracy. wyciagnal z pod lozka karton z forsa, zapas fajek. reszte mial w dupie…jak zwykle. trzasnal drzwiami i ruszyl na przystanek.

***
kilka minut przed 9 byl na hali. maszyny cicho wyly. dla niektorych to juz moglo by byc za duzo. nicky wiedzial ze to cisza przed burza. wlozyl zatyczki do uszu i czekal kiedy caly budynek zacznie grac dzika muzyka pelna swojego uporzadkowanego rytmu, z niespotykana nigdzie innej sila. nienawidzil tego coraz bardziej ale im bardziej tego nie nawidzil tym bardziej chcial to robic – nie wiedzial czemu… kilka minut po 6 palil papierosa na przystanku. stal jak zwykle w ostatni w kolejce do autobusu – ludzie wychodzacy z rpacy spieszyli sie do domu wiedzieli ze tam gdzies za brama czeka ich to na co ciezko zarabiali kazdego pensa. nicky zawsze wychodzil z szatni ostatni jemu si enigdzie nie spieszylo i niczego juz nie chcial… im wiecej marzen mial tym mniej sie z nich spelnialo – teraz znalazl sposob nie oczekiwal niczego…ludzie w napieciu czekali na przyjazd autobusu – nicky nie wiedzial nawet do ktorego wsiasc. jednak cos mu podpowiedzialo zeby wrocic na promenade. niebo sie zachmurzylo i zaczal padac deszcz. kiedy wysiadl na swoim przystanku ze zdzwiniem zauwazyl ze nie zmoknie bo odziwo slonce wychylilo sie z za chmur i oswietlilo ulice. mokry asfalt odbijal slonce. waska boczna uliczka odchodzaca od morza rozswietlila sie milionem odcieni czerownozmiemistego ciezkiego koloru cegiel. frontowe drzwi byly otwarte. szedl na gore. mial nadzieje ze cos sie zdarzy…stanal przed drzwiami a 14 usmiehcala sie do niego. nacisnal na klamke. drzwi lekko otworzyly sie…spodziewal sie ze zobaczy spladrowany pokoj poprzerwcane meble i wszystko co jest mozliwie wywalone na druga strone… nie nie zoabczyl tego. owszem ktos grzebal w jego rzeczach ale to nie bylo to. szafa byla pelna poukladach rzeczy, naczynia pomyte, kurze wytarte a przez okno wpadala nie wielka smug aswiatla ktora padala na stolik an ktorym mienily sie klucze. obok w wyczyszczonej popielniczce lezal jeden zgaszony papieros ze szminka na koncu filtra…