skinhead blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

Najdluzsze tournee po kraju od X lat. the drums na full i ludzie ktorych kocham !!!

czasami sie czuje jak bohaterowie Losta w 6 sezonie – wspaniale zycie. Jest druga w nocy, jestem zdrowy pijany i bardzo szczesliwy.

Brak komentarzy

milion mil stad ktos sie zalapie na Teahupoo. Pewnego dnia to bede Ja.

live and…

4 komentarzy

STILL ALIVE
STILL KICKING
NOW MARRIED :D

pam pam

masz sliczne wroclawskie oczy. te oczy obserwuja swit slonca nad wielkimi blokami, kiedy budzisz sie rano. te oczy ogladaja samoloty ktore przecinaja bezchmurne niebo w letnie gorace wieczory, gdzie slonce zachodzi. nie jestes jednak taka jak oni do konca. miejskie wszy, uliczne karaluchy, pasozyty rozdzierajace i trawice nasze miasto. kiedys znow wyjdziemy na ulice i pokazemy im czym byl stary porzadek. nie teraz, o nie. teraz jestesmy starzy i zimni jak groby na zapomnianym cmentarzu. najpierw sie przeychlamy, potem zapadamy a potem zderzamy ze soba. razem pod katem wygladamy jakbysmy sie przytulali do siebie. obrastamy jednym mchem. dni,tygodnie mijaja. cale sezony w otwiecznym kregu zycia kraza coraz szybciej i szybciej – a my ciagle zapadamy sie w siebie.gdybym mial rece objal bym ciebie nimi i wyciagnal z bagna. a moze wpadlas bys po sama szyje w moim ?
tak czy inaczej nie bedziemy razem. wiem otym widze to w twoich oczach. znowu pytasz „czemu?” – widzisz ciagle szukasz jednego chlopaka. jeden archetyp. spotykalas sie z wieloma, wielu kochalas, lecz za kazdym razem ktos cie zawodzil. wyrzucalas go ze swojego zycia. zapominalas o nim. obiecywalas sobie ze ten bedzie ostatni. nastepny mial byc porzadnym ojcem twoich pieknych dzieci.za jakis czas w knajpie poznawalas kogos takiego samemgo. mozna by powiedziec ze dawalas szanse za kazdym razem temu samemu facetowi, mimo ze spotykalas sie z innym – dawalas szanse swojemu archetypowi. ale dzis bedzie inaczej. dzis , tutaj, teraz w tej jebanej spelunie przy tym barze stoi twoj On. ARchetyp. na poczatku wydawalo ci sie ze uslyszysz niezla bajere. moze ktos ci cos wkreci niezlego. przychodze do twojego baru od kilku tygodni. kilka tygodni bo od tylu jestem w tym miescie. wczesniej bylo inne miasto, inny bar. inna Ty. te same problemy ta sama wodka z tych samych kieliszkow, ten sam kac. bo widzisz tak sie niestety sklada ze ty tez jestes czyms archetypem – moim. ile razy juz widzialem ten sam blysk oka, blask wlosow, zapach – tak, wspanialy zapach ostrej laski.
zrobil przerwe na chwile. zapalil papierosa, poczym wypil stojaca przed nim lufe.na jego twarzy poajwil sie grymas- przez jego twarz przaebiegl cien. popatrzyl na nia swoimi smutnymi oczami.
- i tutaj jest ta smutna czesc historii, bo wtym jebanym miescie, w tym jebanym miescie – powtorzyl, zbierajac jakby mysli- tutaj sie nie dzieje nic dobrego. miasta sa ciagle nowe, nowe dworce nowe tanie hoteliki ale tak naprawde one tez sie powtarzaja. powielaja w nieskonczonych rownoleglych swiatach, miasto ciagle jest takie samo – jedno takie samo.niekonczaca sie dzungla asfaltowych ulic i alei, przecinajacych sie po katem 90 stopni.nasze zycia wyglada ciagle tak samo-chrzaknal, alkohol coraz bardziej uderzal w glowe- choc dzis jest szansa wydostac sie z bagna. wielki waz ktory porzera swoj wlasny ogon moze zostac przeciety a my wyjdziemy z tego cholernego zakletego kregu.
potem ona cos powiedziala. wiedzial ze musiala cos powiedziec, widzial ze otwierala usta. obraz powoli sie rozmyl.pomyslal ze jest pijany- probowal sie mocniej skoncentrowac jednak kiedy pochylal sie do przodu. wszystkie lementy skladanki powoli sie roapdaly. rozgladal sie jak swiat dookola niego powoli rozpada sie na puzzle. czern i pustka pochlaniala wszystko dookola. kamienice, cale ulice dzielnice az w koncu pochlonela kawalek po kawalku nawet bar w ktorym siedzial. na koncu zniknela ona rozblyskujac lekko .
otworzyl oczy, poczym zamknal je od razu. nic nie pamietal. kolejny stracony wieczor. z bolem pomyslal o zmuszaniu sie do pojscia do pracy. wtedy wlasnie poczul ze wcale nie przekreca sie swojej zmietej poscieli, lecz w czym co najwidoczniej sie zmienilo.czyli jednak sie wyrwal. jednak jest tutaj z nia. mimo ze nic juz nie pamieta co zzdazylo sie poprzedniego wieczora, w ktorym barze wyladowal. poznal kogos? gdzie ja bylem – probowal przypomniec sobie ale w penym momencie doszedl do wniosku ze to nie ma sensu. byl w niebie przynajmniej sie tak czul. niechcial otwierac oczu. mial nadzieje ze wlasnie piewsze promienie wstajacego slonca muskaja jego zmieta twarz. z radoscia pomyslal o tmy ze otworzy oczy w zupelnie nowym dziwnym mieszkaniu ktorym bedzie cieplo , w ktorym bedzie ona.
oby to byla ta ostatnia. nie bedzie juz kolejnej – ta bedzie ostatnia. byla wielu – teraz bedzie jego. tak bardzo jej pragnal, byla tak nieosiagalna. czul jej obecnosc.podniosl leniwie jedna powieke apotem druga. lezala obok niego. wszystko bylo jak w najpiekniejszym snie. widzial ja teraz dokladnie- lezala na plecach przykryta koldra od pasa w dol. wypatrywal sie w nia jak uzeczony. wiele razy gdy tylko sie obudzil pierwszy ubieral sie pospiesznie zostawiaajc czasem ,jesli cos akurat mial, jakas kase na szafce nocnej. po tym manewrze zadna wiecej nie chciala od niego juz nic. nawet jesli czasem ich scieszki przeciely sie na tej samej ulicy – wiedzial ze jest skurwysynem. twardym hujem ktorego nic nie ruszy. moze tka nie bylo – moze tak bylo. w sordku w czlowieku dzialy sie inne rzeczy niz bylo je mozna zobaczyc na zewnatrz. dzieki temu byl tam gdzie byl, dzieki temu ze jego wewnetrzny swiat zyl swoim zyciem nie zginal jeszcze.
byla idealna.Byla. nie wiedzial jak im sie ulozy, lecz wiedzial ze to napewno byla ona.gdyby tylko wiedziala…kim byl kiedys…zreszta moze sie dowie i ciagle bedzie ze mna.- przeszlosc pozostanie przeszloscia , nie zmienie tego- pomyslal, obserwujac jej powoli spokojny oddech. nie byla sie jego- mial taka nadzieje. ze nie byla pijana ze nie zerwie sie z krzykiem kiedy go zobaczy. choc coz z checia zobaczyl by jak jej piersi podskuja.jak odrzuca do tylu grzywke, a w jej oczach blysk. pomyslal ze chcialby zoabczyc jej oczy.z drugiej strony niechcialby by jej budzic….odwrocil sie szukajac fajek. wstal i przeszedl do kolejnego popieszczenia. malej ciasnej kuchni. na stole lezaly papierosy. usiadl na zimnym blacie i zapalil. kac powoli mijal. wypelnialo go szczescie. byl nim przesiakniety. do ….szpiku jego najbardziej skurwysynskiej kosci.

pam pam….
nigdy nie miewal snow. nie „nie mniewal”, poprsotu nie mial. nie bylo nigdy niczego na co by czekal. niektorzy wstaja w poniedzialek do pracy z mysla o ciagnacym sie tygodniu ktory zwieczy szaenstwo weekendowe. czasem przypomina to zachowanie malych dzieci

pam pam
po wcozrajszym to wstyd sie robocie pokazac..angole beda darli lacha …

pam pam
ciasny i duszny pokoj pelen dymu z papierosow. male okno z ktorego jesli tylko bedizesz sie chciala wychylic zobaczysz brudne szaro zielone morze. fale unoszace tysiace smieci. zoabczysz tez tysiace lampionow, kolorowych swiatelek. budzik 6 rano. nicky dotargal sie do sciany na ktorej byla kuchenka. zapalil pierwszego papierosa i poczekal chwile na kawe. nie czul juz nic, mzeczenia ani bolu. zjadl szybko killka tostow z bekonem, popil kolejna kawa. zalozyl kurtke i stanal w zadumie. rozejzal sie po swoim krolestwie.cztery sciany z zabudowana lazienka. wszedzie ta sama tapeta i wyblakle kwiaty. dym z papierosow i zapach wody po goleniu dolce gabbana…poprawil wlosy i szybko wyszedl. przekrecil klucz w zamku. na drzwiach numer 14 albo czul ze to powinna byc 13. pechowa dla innych – jemu przynoszaca szczescie. ruszyl przed siebie waskim korytarzem wylozonym gestym brudnym dywanem ktory tlumil wszsytko. korytarz byl tak bardzo wastki jak dlugi i tak dlugi jak waski. nicky idac nim mijal tysiace podbnych drzwi do takich samych pokojow w ktorych mieszkali tacy sami marzyciele jak on. marzyciele – ……
dopiero na dole przypomnial sobie ze czegos nie wzial z gory..z reszta cale swoje zycie zyl z przeczuciciem ze wlasnie czegos zapomnial ze wczesniej czegos nie ma co powinno byc, ze oczyms powinien pamietac lecz nie pamieta. byc moze ciagle padajacy deszcz, spadajacy na jego glowe go otrzezwil. obrucil sie na piecie i ruszyl z powrotem ostrym waskim schodami na gore. minal kogos po drodze ale, juz dawno przestal zagladac ludziom w oczy – przestal kiedy przestali go zupelnie obchodzic. napewno to byla kobieta ale nie byl pewien niczego poza kolorem jej wlosow.przekrecil klucz z numrem 14 na breloczku i chwile sie zawachal. zaczal przekopywac miekszanie i dopiero na podlodze obok kanapy znalazl pelna paczke fajek. BH silver. znak starych czasow, smak mlodosci i metalicznego smaku w ustach. uslyszal cos na korytarzu. odwrocil glowe – klucz zostawil w zamku. jednym skokiem znalazl sie przy drzwiach. sekunde pozniej byl na korytarzu – sekunde za pozno. klaustrofobiczny korzytarz zrobil sie jeszcze dluzszy a sciany zblizyly sie do siebie jeszcze berdziej . kazdy fragment odchodacej tapety patrzyl na niego z politowaniem i z pogarda. w zamku nie bylo kluczy….

stay toon…

- fook it fook it ! – potworyzl glosniej. nie mial czasu jesli by sie nie pospieszyl moglby spedzic wiekszosc dnia na szukaniu kolejnej pracy. wyciagnal z pod lozka karton z forsa, zapas fajek. reszte mial w dupie…jak zwykle. trzasnal drzwiami i ruszyl na przystanek.

***
kilka minut przed 9 byl na hali. maszyny cicho wyly. dla niektorych to juz moglo by byc za duzo. nicky wiedzial ze to cisza przed burza. wlozyl zatyczki do uszu i czekal kiedy caly budynek zacznie grac dzika muzyka pelna swojego uporzadkowanego rytmu, z niespotykana nigdzie innej sila. nienawidzil tego coraz bardziej ale im bardziej tego nie nawidzil tym bardziej chcial to robic – nie wiedzial czemu… kilka minut po 6 palil papierosa na przystanku. stal jak zwykle w ostatni w kolejce do autobusu – ludzie wychodzacy z rpacy spieszyli sie do domu wiedzieli ze tam gdzies za brama czeka ich to na co ciezko zarabiali kazdego pensa. nicky zawsze wychodzil z szatni ostatni jemu si enigdzie nie spieszylo i niczego juz nie chcial… im wiecej marzen mial tym mniej sie z nich spelnialo – teraz znalazl sposob nie oczekiwal niczego…ludzie w napieciu czekali na przyjazd autobusu – nicky nie wiedzial nawet do ktorego wsiasc. jednak cos mu podpowiedzialo zeby wrocic na promenade. niebo sie zachmurzylo i zaczal padac deszcz. kiedy wysiadl na swoim przystanku ze zdzwiniem zauwazyl ze nie zmoknie bo odziwo slonce wychylilo sie z za chmur i oswietlilo ulice. mokry asfalt odbijal slonce. waska boczna uliczka odchodzaca od morza rozswietlila sie milionem odcieni czerownozmiemistego ciezkiego koloru cegiel. frontowe drzwi byly otwarte. szedl na gore. mial nadzieje ze cos sie zdarzy…stanal przed drzwiami a 14 usmiehcala sie do niego. nacisnal na klamke. drzwi lekko otworzyly sie…spodziewal sie ze zobaczy spladrowany pokoj poprzerwcane meble i wszystko co jest mozliwie wywalone na druga strone… nie nie zoabczyl tego. owszem ktos grzebal w jego rzeczach ale to nie bylo to. szafa byla pelna poukladach rzeczy, naczynia pomyte, kurze wytarte a przez okno wpadala nie wielka smug aswiatla ktora padala na stolik an ktorym mienily sie klucze. obok w wyczyszczonej popielniczce lezal jeden zgaszony papieros ze szminka na koncu filtra…

heh kto towie gdzie ja bede mieszkac…

pam pam
dzień nie wskazywał że cokolwiek Sie wydarzy. właściwie pomijając milion innych spraw jakiś innych ludzi które zupełnie nie dotyczyły jego to nie działo Sie nic. Czas tego dnia płyną powoli acz nerwowo. nicky z utęsknieniem czekał na odpowiednia chwila. był juz w mieście. wrócił. nie wiedział na jak długo. ale to właśnie dziś miał Sie znia spotkać. kiedyś należeli do jednej bandy. potem sie sprawy pogmatwały. potem jeszcze bardziej zaczęły sie gmatwać kiedy jego tutaj nie było. potem byla smierc jej siostry blizniaczki. i smutny pogrzeb na ktorym go nie bylo.
p i d byly nie rozroznialne. z wygladu. ta sama burza brazowych falujacych wszedzie wlosow. te same oczy -ogniki. i ta sama fala na grzywce ktora nadawal im zawadiacki wyglad.roznil je charakter. i temperament. LAMUS. punkt 6. to byl knajpa ich mlodosci. sa rozne miasta, ale kazde z nich mniej wiecej w samym swoim sercu dworzec kolejowy. male serce poloczone zylami z innymi sercami za pomoca aort, zyl i tetnic pociagow pelnych ludzi. niekiedy zyly zeby wydostac sie z gestej tkanki miasta sa schowane gleboko pod ziemia innnym razem sa
to wysokie nasypy dzielace miasto na dzielnice w ktorych ciagle trwa wojna pomiedzy zlymi a jeszcze gorszymi. pod takim wlasnie nasypem miescil sie lamus. w ciagu roznych pomieszczen gospodarczych, ktorych jedynym celem bylo podtrzymywane na swoich plecach pedzacych pociagow, znajdowalo sie miejsce ich spotkania. dawnego lamusa. nicky przyszedł o czasie. na rogu ciagle znajdowal sie burdel. choc mozna by sie zalozyc ze panienki byly wymienione ze 3 razy odkad byl w tamtej okolicy.uliczka byla waska, wybrukowana starych jak swiat niemieckim brukiem. szedl powoli wsrod aut za parokowanych pod kolejnymi arkadami. z przeciwnej strony szla ona. zawsze podziwial ja za to w jaki sposb sie ubierala i wiedziala jak sie ubrac zeby meszczyzni dlugo po jej przejsciu ulica pamietali o jej ksztaltach.staneli pred wejsciem. otworzyl jej drzwi. weszla bez slowa.
wyglad knajpy nie zmienil sie przez te wszystkie lata. bylo to male miesjce poniewaz nasyp dosyc waski a przesla podtrzymujace tory byly bocznymi scianami. na stoliku obok okna kimal jakis podrozny z czarna skorzana torba.osiedli tam gidzei zawsze siadala i ch banda w koncie po lewej. rozjerzeli sie.
- to miejsce wyglada zuplenie inaczej.szkoda- rzucila wkoncu zeby przerwac milczenie.
zapalila. chciala go poczastowac. chwile potem pojawilo sie piwo.
- wiec …co slychac?- zagadnal w koncu.- troche zmienialas sie.
= daj spokoj ostanti raz widzelismy sie kiedy bylismy dziecmi. a przychodzilismy tutaj bo stary B sprzedawal nam piwo, nie robil problemow z tego powodu…pewnie dlatego ze nikt i tak do niego nie przychodzil.
- no fakt. jesli juz byla tutaj policja to tylko zeby zwinac dziwki z burdelu na koncu ulicy.
znowu cisza. teraz widzial ja z bliska. zmienila sie przez tych kilka lat. jesli bys chcial powiedziec ze wydoroslala to bylo zle slowo. dalej byla ta sama dziewczyna z proca. tylko ze teraz wygladala jakby sie zestarzala. nie bylo w niej doroslosci. zmeczone dziecko. kilka zmarszczek pod oczami. powazniejszy wzrok i ostrzejsze zeby.nie wytryzmala.
-dlaczego kurwa cie nie bylo wtedy kiedy byles potrzebny ?-oblizala wargi.- nic nigdy dobrego nie wyniklo z towich debilnych pomyslow, a w tedy kiedy mogles sie na cos w koncu nam przydac to musiales wyjechac.nie wiedizal co powiedziec.
-musialem………tak wyszlo -dodal ciszej.
-kurwa nicky kiedy zaczely sie problemy z dragami. kiedy zaczelismy kurwa zchodzic na samo dno ciebie tutaj nie bylo. spuszczajac wzrok zoabaczyl jej rece pokryte dawnymi bliznami.
-moja siostra byla najslabasza z nas wszystkich. kurwa ja zwasze wolalam timmyego…a wiesz ze ona by poszla za toba do piekla. tylko ty mogles jej przemowic do rozumu. jesliwtedy bys przyjechal,jesli bys wtedy byl moze by nie skoczyla. lyk piwa. kolejne piwo.
-a pogrzeb? kurwa nie mogles sie na nim pojawic co ? kurwa wiedziales. mowiles ze to duzo dla ciebie znaczy i huj nie bylo cie. zreszta to byla chyba jedyna taka okazja bo wiekszosc osob co byl awtedy juz tez nie zyje.
zywe trupy odprowadzaly trupa. niezle nie?
przed knajpa z piskiem opon zachamowal stary mercedes c kombi. za parkowal pod dziwnym katem a z auta wytoczylo sie dwoch kolesi. ubrani byli w typowy dla okreslonej klasy gnagsterow sposob.jeden znich wyraznie sie zataczal. wyblekotal cos do kierowcy i wizal od niego kluczyki. nicky wychwycial jakby mowil „dla bezpieczenstwa”. oboje staneli w drzwaich i popatrzyli na nickego i jego przyajciolke. nagle nasypem przejechal jakis pociag. czas w knajpie nagle sie zatrzymal. w czenise kiedy ciezkie cielsko pociagu pokonywalo kolejne metry tory wszystko w knajpie sie trzeslo. kierowca wzedl chwiejnym krokiem do kibla. nicky preczywal ze beda klopoty. pijany usiadl przy ich stole na przeciw nickego. przez chwile patrzyl mu w oczy aby nagle chwycic za krawedz stolu i popchal go w strone nickego. nicky zablokowal stol noga. przeciwnik poczerwienial na twarzy i wysyszal zapijaczony:
- to nasz stol, spierdalaj mlody. jedynym problemem bylo to ze ciagle ise silowal ze stolem.nicky przesunal blad w jego strone.piwo wylalo sie na stol i przygwazdzil kolesia do lawy okalaujacej.
- kurwa chyba pomylies stoly.podniosl sie i jego piesc wystrzelila w szczeke gangstera. oprzyto,nial troche ale kolejny cios i pojawila sie krew na jego twarzy. nicky szybko odskoczyl aby zmiezyc sie z wlasnie wychodzacy z kibla kierowca. przywalil go 2 razy drzwiami a kiedy ten sie wytaczal podcial go.padajac uderzyl glowa w lawe i z jescze wiekszym hukiem walnal zemdlony o podloge. chwycil ja za reke -spadamy. juz byli przy drzwiach kiedy w glowie zaswitala mu mysl. podbiegl do pijanego gangstera i przywalil mu z buta w nos. kiedy sie osuwal na ziemie wlozyl mu reke do kieszeni i zabral kluczyki.
-mamy transport. chwile potem siedzieli w aucie. kiedy z knajpy wylecial pijany byli juz kilkanasice metrow za knajpa. przyspieszal pedzac pod prad waska uliczka. jesli z naprzeciwka wyjechalo by auto nie mial by szans jechac dalej. w lusterku widzial biegnacego i zataczajcego sie rywala. widzial z jaka desperacja pomimo jego stanu go goni. nagle sie zatryzmal i wyciagnal bron. bylo juz zapozno wlasnie wyjechal zwaskiej uliczki na kilka pasmowy tunel pod przejazdem kolejowym. uslzyseli glosni strzal odruchowo wtulili glowy w ramiona mi moze kula nie mogla ich siegnac. popatrzyla na niego i sie usmiechnela.
-kurwa…wiem ze powinnam cie nie nawidziec ale …
-nie rozklejaj sie, podaj mi fajke dawno nie palilem.
przejechal prosto kilka skrzyzowan.
-gdzie teraz uciekamy?spytala
- a czy ktos nas goni? czy wiemy przed czym tak uciekamy? zdjal noge z gazu. silnik chodzil sprawnie. auto
odpalilo od pierwsego razu. – gdize teraz? moze za miasto chcialbym zoabczyc czy to jezioro przy zwirowisku dalej jest…….
okazalo sie ze zwirowiska juz nie ma. zawrocili. kiedy jechali w kierunku miasta nicky zatrzymal auto na parkingu przy motelu.
-teraz pewnie nazwiesz mie strasznym skurwysynem i mysle ze masz racje.
- tak – pocalowala go namietnie. – brakowalo mi ciebie. wynajmijmy pokoj i zapomnijmy o tym wssytkim.
+++++++++++
patrzyl na jej nagie cialo kiedy przewalala wszsytkie rzeczy w poszukiwaniu papierosow. na dworze bylo ciemno. bardzo ciemno w szyby stukal deszcz.
-kurwa skonczyly sie fajki…
powinien wiedziec…
-kurwa jego mac zabila bym za fajke…
a moze wiedzial…rzucil jej kluczyki- sprawdz zaloze sie ze w schowku w aucie cos znajdziesz.
-ok.
Nawet nie zadazyl sie pozegnac…
to co pozniej sie wydarzylo jest troche skomplikowane. po pierwsze oboje wiedzieli ze weznie auto i pojedzie do miasta.nicky mogl to przewidziec. wiedzial tez ze musza sie trzymac razem. bo juz nie wielu z nich zostalo i predzej czy pozniej wroci do niego i byc moze uda im sie zostawic wszystko. zaczana od nowa wnowym miejscu. nicky nie mogl jednak wiedziec ze gangster ktory zanimi gonil nie strzelal do nich. przylozyl bron do swojej glowy. nie mogl wiedziec ze kierowce tej nocy w ktorej oni spali w motleu spotkala brzydka smierc z owodu utraty krwi i podtopienia poprzedzona dlugotrwalymi torturami. gdyby *** chciala naprawde zapalic to by zajrzala do schowka. wiedzialaby wtedy ze jedzie autem kurierow mafii. nie spotkala by ja tak szybko pewnie smierc ze strony gangsterow. w polswiatku szybko sie rozeszla informacja ze ktos ukradl auto z towarem mafii. szybko namierzyli auto….*** lezala z 2 kulami w brzuchu w aucie myslala o tym ze nie powinna zostawiac Nicky’ego. powinna odrazu znim jechac..przed oczyma tanczyly jej czarne plamy. nagle drzwi od auta sie otworzyly i ktos strzelil jescze 2 razy w glowe.


  • RSS