skinhead blog

Twój nowy blog

pam pam
SupportDenmark3PL.png

pam pam
zeby juz nigdy nie robic glupot
zeby juz nigdy nie isc do wiezienia
zeby juz nigdy nie dac komus wpysk bez powodu
zeby znalezc robote do konca zycia
zeby juz nigdy nie pic tyle
zeby juz nigdy nie cpac tyle
zeby zerwac z tym wszsytkim…
zycze wszsytkim.

pam pam
kubek kawy wylecial jej z reki.podskoczyla niemal w mijescu. spojrzala na zegar na scianie. kwadrans po 3.
-kurwa to tu postawil te toboly.. hej lilly jestes tam ?- krzyknal glosno. znala ten glos. bala sie go. kiedys podobala sie jej ta wladcza nuta w jego glosie. dzis pozostal cien strachu jaki odczuwala za kazdym razem kiedy ja bil. a bil ja tylko wtedy kiedy byl pijany. a pil czesto. kiedys podziwiala jego tatuaze pokrywajace zdrowe silne cialo. kiedys lubila kiedy wyciagal jego silne rece w jej kierunku. teraz kiedy to robil wiedziala ze na drugi dzien bedzie czula nieprzyjemny bol pod okiem. z czasem jego mlodziencza fantazja stala sie oznaka dziecinnosci i glupoty. kochala go dlugo tak dlugo jak tylko on byl nia zainteresowany,
-Lilly kurwa kiedy to posprzatasz ??-wrzasnal-co robia tutaj te 2 torby…kurwa ale mialem dzien..wiesz co
nie poruszyla sie od momnetu kiedy wsedl do domu. byla przerazona. lod przeszywal kazdy centymetr jej ciala. zobaczyla go jak zrzuca z siebie ciuchy i idzie sie kompac. codziennie po pracy ten sam rytual. buty, koszula w kat, potem wejscie do brudnej malej lazienki i prysznic. musial zmyc z siebie pyl.kiedys lubila ten zapach – przywodzil jej na mysl .. wsumie nigdy nie wieidzla co. ale lubila go. teraz miala juz dosyc. kazda sekunda jej zycia wydawala sie pusta. az do wczoraj. w dziurze pod kalfekami w lazience znalazla cos w istnienie czego nie mogla uwierzyc. pod wanna znajdowala sie metalowa skrzynka. w sordku byl pistoler.i cos jeszcze. w materiale podspodem znalazla …………………..przez caly dzien wczoraj obmyslala plan.
Jego glos zagluszaly strugi wody. slyszala wszystko.
-wyobraz sobie czlowiek zapierdala dla tych skurwysynow 12 lat. kumasz lilly ?12 jebanych lat. jak zaczynalem tam pracowac kiedy sie tutaj wprowadzilismy. do ojca. to on mi zaltwil to cholerna robote nie ? dzis kurwa 5 minut przed przerwa obiada przed jebana przerwa obiadowa.. rozumiesz to lilly ten skurwysyn podchodzi i sie usmiecha do mnie. ja rozumiesz tez mu serwuje moj firmowy usmiech a on do mnie wypala McCoy nie przychodz jutro. ani pojutrze. ani kurwa nigdy. myslalem ze mi maszyna wciagnie cala reke….dlatgo kurwa dzis wczesniej przychodze. kumasz kotku ? skonczyl sie kompac. zakrecil wode. uslyszala jakies trzaski w lazience. teraz albo nigdy. powoli ruszyla wstrone drzwi od lazienki. czula jakby za kazdym razem kiedy jej stopa dotykala ziemi tysiace szpilek wbijalo sie w jej stopy.odchylila lekko drzwi.chiala obserwowac co siedzieje w srodku przez waska szczeline miedzy futryna a drzwiami.cisza.nikogo.niczego nie bylo. nagle przed szczelina zobaczyla wsciekle wykrzywiona twarz Granta. w nastepnym ulamku sekundy poleciala do tylu. razem z otwierajcaymi sie drzwiami.
stal na progu. z tylu widziala gorace powietrze i wilgoc zbierajaca sie na peknietym szkle. stal. przed nia. goly. z jego ciala ciagle splywaly male kropelki wody. w rece trzymal pistolet.celowal w jej glowe. nigdy kiedy byl wsicekly nie udawalo mu sie powstrzymac tego rodzaju emocji…tym razem jednak odezwal sie spokojnym glosem…
- wiesz co ojciec zawsze mowil ? zebym nie ruszal tego co jest pod wanna jesli to nie bedzie ostateczne rozwiazanie…mowil ze pewnego dnia do naszego kraju moga wrocic skurwysyny wiec kurwa pistolet jest po to zeby ich odpowiednio przywitac. ta druga – na chwile sie zawachal- ta druga rzecz miala mi..nam pomoc w ciezkich czasach…i wiesz co widze ze kurwa jedno i drugie sie wydarzylo wlasnie dzis. kurwa mamy ciezkie czasy rozejrzyj sie po chalupie – niestac nas nawet na utrzymanie dzieciaka dlatego go nie mamy-podniosl bron- i mamy skurwysyna.
patrzyl jej w oczy. widziala w nich ogien. straszliwa wscieklosc. pomyslala o tym co mowil Tommy.
- Spokojnie pomoge ci. ja nie moge patrzec na to jak on cie katuje…znamy sie tyle lat i nikt z gangu nigdy nic mu nie powiedzial…-w jego zielonych oczach dostrzegla smutek.
-Tommy co ja mam kurwa zrobic?
-Cicho juz. jutro o 3.20 bede czekac w tylniej ulicy.wez ta sztabke zlota z tej skrzynki..kurwa to bedzie calkiem sporo.wezmiemy taryfe na dworzec. o 4 kupimy bilet do K. stamtad promem za granice. a potem…..
pocalowal ja w czolo. -zawsze to chcialem zrobic, tylko tez sie go balem…kurwa tyle lat…a jak bedzie ta kasa
znowu ja pocalowal. tym razem widziala zupelnie cos innego w jego oczach.
- dziwko zapierdole cie tutaj- wrzasnal GRant- co tam mowisz pod nosem? Co?
Spojrzala na niego bez strachu. teraz juz wiedziala co robic. nie bylo w niej odwagi ani pychy, nie czula nic. jelsi bys psojrzal ja nia mozna by nawet powiedizec ze byla zaklopotana.-przepraszam- wyszeptala.
-myslisz ze to wystarczy glupia suko ?- wkrzasnal jeszcze glosniej.
nacisnal na spust. klik. nie bylo naboju. jego oczy wipelnil strach. runela na niego z wielka szybkoscia. w jej rece poajwil sie wielki noz kuchenny ktory wbila mu w podbrzusze mijajac bez strachu jego reke z bronia.
-przeprszam -wyszeptala mu do ucha kiedy przekrecala ostrze i pociagnela je do gory.Grant osunal sie na podloge. nie wiedizal co sie stalo. nie rozumial.zreszta nie mialo to zadnego sensu. wyciagnela noz. sciagnela rekawiczke….

Stal. udawal. cale jego cialo wychodzilo z siebie. juz za chwile to sie zdarzy. zachwile pojaiw sie lilly ze szmalem. zostawiaja tego pojebanego swira Granta. moze nie dokonca, ale to inna historia…-pomyslal Tommy. zobaczyl ja szla szybko . podpachami miala torby.
-masz?
-co ?
- a co kura no kase
-jasne…
-chodz szybko na rogu czeka juz na nas taryfa.
- gdzie masz zloto ?
-tutaj otworz zoabcz.TOmmy wizal do reki torbe i namacal ksztalt sztabki. kurwa musi byc warta fortune- pomyslal.
wsiedli do taryfy. tommy wskoczyl do przodu. wrzasnal do kierowcy.
-szybko kurwa na dworzec zachwile mamy jebany pociag i jak sie spoznimy to nie dostaniesz ani grosza, rozumiesz?
-spoko spoko.
kierowca burknal cos.
Lilly nic nie slyszala. czula jakby plynela w mleku. jakby czas zatrzymal sie w miejscu a oni plyneli na dworzec. dworzec.
wysiedli. biegli. szybko do kasy. kolejka.
-kurwa jego mac..widac bylo ze tommy’ego ponosza emocje. emocje.
-Uspokoj sie kurwa musze isc do kibla…rozumiesz?
- teraz kurwa pojeblao cie?zostaw mi kase.
-okej, popatrzyla mu w oczy. tommy na niego zawsze mogla liczyc.
weszla do brudnej odrapanej toalety dworcowej. spojrzala w lustro. nie czula nic. patrzyla na siebie ale nie widziala siebie. patrzyla na kogos obcego. zabila go…pochylila sie nad kranem i umyla twarz. oplukala ja dokladnie zimna woda.
przypomniala sobie wszystko krok po kroku. kazda sekunde kadzy ulamek sekundy kiedy wydawalo sie jej ze czas stoi w miejscu. kiedy przekladala zloto do drugiej torby. kiedy dzwonila na policje…
- dzien dobry tutja posterunek policji okregu 9 przy B…. street czym moge sluzyc?
- dzien dobry..-chwile sie zawachala- chcialam zglosic to znaczy ..przy w kamienicy nr 2/a doszlo do morderstwa. spraca jest teraz na dworcu Hall Town. Nazywa sie Tom Kerry. jest lysy, postawny, lat 31, jest ubrany w zielonego fleka i czarne dzinsy. bedzie probowac wsiac do pociagu go G. o 15.50 acha ..w torbie ktora bedzie mial ze soba znajdziecie noz ktorym to zrobil..
powodzenia.
policjantka uslyszala dlugi sygnal w sluchawce. przez chwile sie wahala czy to wszystko co przed chwila uslyszala to byla prawda.
Tommy spojrzal jak watla postac Lilly ginie w tlumie ludzi. rozjerzal sie nerwowo.
-teraz albo nigdy-pomyslal. spojrzal na rozklad pociagow najblizszy pociag odjezdzal do G. z peronu 4. rzucil sie w tam tym kierunku. mial 2 minuty. dobiegl na peron pociag wlasnie ruszal. biegl jak szalony wzdluz rozpedzjacego sie pociagu. chwicila sie barierki od wejscia. -jebac ta jebana mala dziwke Lilly-usmiehcnal sie do siebie. teraz zacznie wszsytko od nowa.
stnal w przejsciu miedzy wagonami. sciskajac w rece najwiekszy skarb jaki kiedykolwiek mial. nagle pociag zaczal zwalniac. poczuym stanal. chwile potem zobaczyl 2 policjantow przechodzacych wzdluz pociagu…ja to mam pech -powiedzial cicho.
staneli przed nim. jeden z nich usmiechnal sie do niego podkrecajac was. Tommy nic nierozumial. dlugo nic nie rozumial dopoki nie dowiedzial sie ze noz ktory mial w torbie zamiast zlota to narzedzie ktorym zabito GRanta MacCoya…
Lilly zapadla sie gdzies pod ziemie..

pam pam
- masz takie sliczne oczy-wyszeptal, poprawiajac swoja grzywke ktora spadla mu na oczy. objal ja mocniej ramieniem i przytulil.ona polozyla glowe na jego piersi.
- musisz koniecznie poslychac tej plyty, moim zdaniem jest najlepsza… wiesz te smutne teksty, takie prawidziwe ..wiesz i te jego aranzac…
- stul pysk kurwa ciulu albo ci przyjebie – nicky nie wytrzymal. jedyna rzecz o jakiej marzyl to cisza i spokoj. spokoj i cisza. wlasnie skonczyl kolejna 12 godzinna zmiane w fabryce. ostatkiem sil dotarl do przystanku autobusowego przed fabryka. z trudem powstrzymywal oczy przed zamknieciem. nie przeszkadzal mu padajacy deszcz. nie przeszkadzalo mu to ze znowu pracowal za 2 pracownikow. nic mu nie rpzeszkadzalo. cisza i spokoj. autobus przyjechal lekko spozniony ale to tez nie bylo juz wazne. rzucil monety kierowcy i wszedl na pietro autobusu i lozyl sie wygodnie w fotelu i probowal zasnac. jechal ta linia codziennie az do petli wiec nie bal sie o nic. az do mementu gdy usiadla kilka przystanku dalej para brudnych smierdzacych hipisow. rozlozyli sie przed nim w swoich brudnych smierdzacych swetrach i zaczeli halasowac.gadac.byc.cisza przerwalo spaniecie autobusu,z poloczone lekkim szarpnieciem spowodowanym hamowaniem.
- lytham square, oxford road – kierowca krzyknal nazwe przystanku.
-zdaje sie ze to wasz przystanek , mlody- nicky zaserwowal swoj najwredniejszy usmiech. zamknal oczy ulamek sekundy pozniej uslyszal na schodach autobusu szlest miekkich butow.zamknal oczy i zasnal. …zerwal sie polgodziny poznej kiedy autobus zakrecalna petli.na pietrzse byl sam . chcociaz chwile pozniej zobaczyl 3 mlodych lepkow ciegla patrzacych sie na niego. mial przeczucie.wysiedli przed nim pierwsi. jeden wszedl do sklepu na rogu 2 zostalo na zewnatrz. minal ich. spokojnym zmeczonym krokiem. 5 minut jeszcze i do domu. dom. nagle przypomnial sobie towarzystwie z autobusu. z powoli zapadajacym zmroku dojrzal jednego znich jak idzie rownolegla ulica… nicky nie wachal sie dlugo skrecil szybko w tylnia uliczke. wszystko szlo zgodnie z planem- tka pewnie sadzili jego przeciwnicy. jeden znich byl juz na koncu ulicy. szedlw jego kieruhnku. nicky podejrzewal ze 2 jego koelgow bylo ztylo..wszystko sie zgadza. przyspieszyl kroku i wlozyl rece mocniej w kieszenie. zaraz sie znim zobaczy. 15 metrow….10…metrow juz widzial jego oczy..pewne…zle.5 metrow.
krok w bok zastopil mu droge. w ciemnosci blysnelo ostrze.
- wyskakuj z kurtki hu..-nie zdoarzylo d konczyc. powietrze wyszlo0 zniego. nicky wyprzecil przeciwnika zrobil szybki wypad do przodu, zchylil sie i przyjebal kastetem w slot. przeciwnik zlapal sie i polecial do tylu nie przygotowany na zaden atak. nicky szybko poprawil kopniakiem podcinajac go. nastepny kop byl w glowe. uslyszal dzwiek w jaki odbija sie glowa od bruku. szybko sie odwrocil nie bylo juz 2 kolezkow. poprawil sie i usmiechnal.-w tym sezonie aprki znowu w modzie – pomyslil. szybko przeszedl kilka uliczek i wszedl do domu. pod drzwiami lezaly 2 koperty.w jedna byla pusta

zaszybko

pam pam
nicky przymknal po cichu drzwi i otworzyl kolejne. Znalazl sie w wielkim holu. Tak jak przypuszczal z wielkim czerwonym dywanem i szerokimi schodami.zupelnie jak na filmach – pomysl. niewiele mial czasu na myslenie… z tylu ktos majstrowal przy zamku. szybko zamknal drzwi prowadzace do holu.Mial szczescie- ktos przez przypadek zostawil klucz w zamku.chwila zastanowienia…z tylu dochodzilu jakies krzyki..na koncu holu widac bylo przeszklona sale pelna kolorowych swiatel i gwar cichych rozmow.WIdzial po drugiej stronie nieregularne sylwetki- zupelnie inny swiat, tak daleki od jego zycia i problemow. jedyne wyjscie na gore po schodach. biegl szybko przeskakujac po kilka stopni do gory. kiedy byl na samej gorze ktos wylamal drzwi zanim. nicky wbiegl w korytarz. -kurwa zeby bylo jakies okno przez ktore bede mogl spiedolic, tlyko zeby nie bylo za wysoko…-goraczkowa przebiegaly mysli przez jego glowe. po obu stronach korytarza mial drzwi. na niektorych klamkach zawisl ale okazywaly sie zamkniete. korytarz konczyl sie oknem. ostatnie drzwi po jednej stornie byly otwarte i padalo swiatlo z nich na ciemny korytarz. nicky dobiegl do okna i spojrzal a w dol. nie mial wyjscia. slyszal jak ktos biegl za nim w koncu ciezkie latwo bylo uslyszec nawet na tak miekkim dywanie. mogl skoczyc….oczywsicei ale ladowanie w pustym basenie z wysokosci pierwsego pietra skonczylo by sie polamaniem obu nog.otworzyl okno…poczym wpadl do otwartego pokoju. jego oczom ukazal sie elegnacki kolorowy pokoj.pierwsze co rzucilo mu sie w oczy to lozko z baldachimem. zaraz potem jakas mloda dziewczyna ktora siedzila przed lustrem czesac wlosy. byla tak zaskoczona jego widokiem ze ciagle patrzyla na niego z otwarta buzia. nicky usmiechnal sie do niej polozyl palecem na ustach karzac byc cicho, poczym wskoczyl do wielkiej szafy i zasynac drzwi odniej. przez szpare widizal tylko niewielki wycinek pokoju. chwil.e potem uslyszal rumor na korytarzu. widzial jak dziewczyna wstala i wyszla na korytarz. mial cicha nadzieje ze nikomu nic nie powie… chwile potem byl juz tego powien. uslyszal urywki rozmowy z korytarza w ktorej mloda darla ryja na kogos…..ty skurwysynu ! nie masz prawa zaklucac …….dalej juz nic nie slyszal. heh niezle sie rozprawiala ze sluzba. pewnie miala pojebane pod sufitem, nieszanowala ludzi i zyla pod kloszem non stop.uslyszal trzasniecie drzwiami jakiego niepowstydzilby sie jego sasiad z kamienicy gdy po pijaku sie kluci z zona. wyciagnal glowe z szafy. na srodku pokoju stala lekko chwiejac sie na nogach. rece skrzyzowala na piersi , a na twarzy pojawil sie grymas zamyslenia.
-kim ty jestes? co ty tu kurwa robisz?- po chwili ciszy wyrzucila z siebie. nicky wyczul ze jest niezle najebana..albo nacpana.nie wiedizal dokoladnie. sprawiala wrazenie jakby miala slaby konktat z rzeczywsitoscia.
- jak to co ? jestem wlamywaczem ! zaraz mnie tu nie bedzie….
wyszedl z szafy. wyglada troche jak mala lalka.miala delikatne rysy …bardzo delikatne. jasna cera, lekkie blond wlosy i biala poplamiona sukienka balowa….wygladala troche jak zjawa. jedynym ciemnym elementem byly bardzo male usteczka.
- juz stad idziesz? mialam nadzieje ze chociaz chwile pogadamy..nie bede przeciez pila sama.podaj mi butelke z pod lustra.
- ocipialas? kurwa nie jestem twoja sluzba zeby ci podac co tylko chcesz zreszta mnie juz tutaj nie ma…
spojrzlaa nia nie go z wyzszoscia. jedno moje slowo i tej jebany grubas z kuchni zaraz sie u zwali. zanim kilku innych. na dole wsrodku gosci weselnych jest jakis naczelnik policji….nieradze..
nicky bez slowa sie odwrucil i ruszyl po butelke.Nikt nigdy w zyciu nie odwazyl by sie go ustwaiac po katach. nie widzial takiego alkoholu ale pociagnal z gwinta..niezle. usiadl obok niej na lozku i podal jej butelke.
-no wiec czego chcesz…
- mow mi Lu.
-czego chesz Lu ?
-zjebac tej szmacie wesele.
-komu?-nicky zstanawial sie wlasnie jak stad psierdolic mial cicha nadizeje ze gang dawno spierdolil i wszysc czekaja w parku przy sadzawce.
- no dobra sluchaj musze..ten leciec..
- czekaj ide z toba..
nicky spojrzal jej gloeboko w oczy. chcia powiedziec ze nigdzie z nia nie idzie. nie mial zamiaru ciagac jakies panienki po ulicach zwlaszcza ze przed oczyma mial obrazek wynoszonych zwlok…z drugiej jednak strony w tych malych oczkach palil sie jakis wredny ognik ktory mowil ze jesli sie niezgodzi za chwile ktos go zgarnie. zaszantazowany przyparty do muru nie wiedzial co zrobic.
- no dobra chodz…
-naprawde? na jej twarzy widac bolo radosc i wrednosc zarazem. wiedizala ze nie mial wyboru i daltego podobalo sie jej to jeszce bardziej.podeszla do szafy i zaczela grzebac w niej wyrzucajac z niej rozne rzeczy.wkoncu na wyjala pomieta sukienke balowa narzucila zaduze futro.
-fajnie nie ? – odbrucila sie dookola.- no powiedz ze fajne….
nikcy mial juz jej dosyc. huj go to obchodzilo. huj z nia. z tym futrem.
-taaaaaak fajnie…-odpowiedizal bez entuzjazmu, biorac wiekszy lyk butelki-czego tak naprawde odemnie oczekujesz bo nie rozumiem. chce stad spierdolic jak najszybciej. jestem w jakims wielkim domu , pije ile wlezie ale nie mgoe sie upic, gfdzies tma czeka na mnie ekipa a ja siedze w jakims pokoiku dla lalek i kurwa mam podziwiac jakies futro ?kurwa….
- widzisz kurwa…-podeszla do lustra. – co ty tu wagole robisz?
powiedziala patrzac na niego przez lustro.
- a widzisz krecilem sie po okolicy….wpadlem obejrzec czy cos sie nie marnuje na dole w kuchni…
- i ??
- i jakos tak wyszlo, ze komus sie niespodobalo..to.

pam pam
robilo sie coraz zimniej. rece wcisniete gleboko w kieszenie dygotaly szybciej. nawet ostatnia faja palona na spolke z pijanym jimmy’em. wyszli na jakas szeroka ulice. ladne schludne lampy, szerokie ulice oraz wszechobacna cisza i spokoj. co kawalek stal jakis wielki dom z ogrodem. rezydencja oswietlona tymi dziwnymi lampami w ktorych mieszkaja zawsze powazni i bogaci ludzie, prowadzacy to swoje zycie tak aby bylo zawsze kolorowe i udane.
- wsrodku jest pewnie pelno drogich obrazow i te buce maja pewnie pelno sluzby- powiedzial nicky.
- jak bylam mala zawsze mazylasm o takim domu-westchnela steffi.
-no co ty-obruszzyl sie burton- nigdy w zyciu !!
-ej przeciez to tylko marzenia…macie jeszcze jakiegos szluga?nie ? spoko spytam tego kolesia.- powiedziala i przebiegla przez ulice steffi. faktycznie po drogiej stronie ulicy szedl jakis czlowiek.a konkretnie jakis buc. buc, gdyz byl to jakis podstarzaly urzednik ubrany we frak. niestety zapewnie ilosc alkoholu sprawila ze nie trzymal fasonu. z zapasa wychodzila mu biala koszula odslaniajac faldy tluszczu na brzuchu, krawat juz dawno gdzies pewnie lezal na jakims chodniku a koszula mocno pognieciona wskazywala ze zygal dzis juz nie raz. chwila rozmowy, ktorej burton sie przygladal bacznie i chwile potem grubas oddal jej butelke o raz prawie nie ruszona paczke fajek. kiedy sie schylal chyba zeby ja pocalowac dostal kopniaka w jaja.steffi zaczela uciekac ze zdobycza. chlopaki za nia. urzadas nawet nie biegl za nimi tylko krzyknal cos o nich i o policji ale jego zapijaczony glos bardziej ich smieszyl niz przerazal.mimo wszyskto musili uwazac- nie byli usiebie. wiedzieli ze policja z tej strony miasta pojawia sie czesto tylko poto aby zaprowadzic porzdadek. przyedli na eleganckim skwerku. byl to nie wielki parkczek ze starymi drzewami. wsrodku byla pokrywajaca sie lodem mala sadzawka do ktorej wszyscy sie odlali. bylo cicho i spokojnie. moze nie dokonca cicho ale o tym pozniej. o tej porze wszyscy powinni tutaj spac. usiedli na lawce i chcieli podzielic sie tym co zdobyla steffi. teoretyczna zamiana polowy jakiegos wina i paczki fajek za buziaka skonczyla sie dla oblesnego grubasa bolem jajek. ale to dobrze- powiedziala steffi-niech sie nauczy zeby nie pic tyle ..pewnie ma zone…
-zone, zone ech ale ty kobieto marudzisz dobre ze mu przyjebalas. powinien ci to oddac za darmo ! – dorzucil burton.nicky siedzial cicho na rogu lawki. patrzyl na stawek. bylo czuc wyraznei wilgoc. glosy i rozmowy ktore sie toczyly miedzy klucacymi sie zawsze steffi i burtonem nie dochodzily do niego. tak samo nie chacialo musie tez pilnowac jimma ktory wlasnie kleczal na brzegu stawu caly ujebany w blocie i zygal do wody. nagle uslyszal cos co powiedziala steffi:
-…no i on powiedzial ze wraca z imprezy niedaleko.
-niedaleko ?-nicky podchwycil-moze bysmy sie wybili tam co ? zawsze marzylem aby znalezc sie na takiej bibe. pewnie maja full zarcia z a darmo i alkohol leje sie strumieniami.wiecie wszyscy tam tancza w tych sukienkach ze swiecidalkami i wogole…
- no coty…po huj ?
- ej mowie…taki dom musi byc bardoz duzy.. wejdzie sie od kuchni. pewnie tam maja jakies takie dania przygotowane. wpieprzymy jakims 2-3 kolesiom ze sluzby chociaz pewnie sie beda chcieli znami lac tylko machna reka…tez nie lubia tych grubych…..
-kurwa pojebalo cieeeee- wrzasnela steffi-zaraz sie zwala gliny beidze presrane.
nicky kontynuowal : nikt nas nie zauwazy mowie wam. zreszta nie ma kasy na alko a ja juz trzezwieje.gdzie jest ta biba?
-obok parku nie daleko.tak mowil -powiedziala-ale ja wiem…..
burton sie usmiechal : kurwa ale bedzie rzeznia. idziemy ! dalej !ej jimmy przestan juz karmic rybki swoimi zygami ! idziemy pic dalej. szybko znalezli to miejsce. na poprzecznej ulicy stala wyjatkowa okazala rezydencja. wygladala na stara i powazna. brmaa byla otwarta a na placyku sprzedu nikogo nie bylo. z tylu widac bylo fragment preszklonego patio oraz bok pustego pbasenu…. ekipa niezauwazala na takich szczegolow. nicky szedl schylony wzdluz zywoplotu zanim burton i steffi. zanim wlukl sie nie bardzo rozumiejac co sie dzieje jimmy. juz dawno powinien wytrzwiec niestety on dalej potykal sie o wszystko i belkotal zataczajac sie.z przeciwnej strony bylo widac male wejscie kuchenne i kilka osob krzatajacych sie po kuchni. biale stroje bylo doskonale widac przez ogromne okna. ta czesc ogrodu nie byla dobrze oswietlona to tez banda spokojnie przedostaala niezauwazenie pod wejscie. nicky powoli wyjrzal przez okno. drzwiami wlasnie wyszly 3 osoby latajac dookola wielkiego wozka na kolkach wyladowanego kolorowym zarciem.zostal tlyko jeden koles ktory wlasnie cos zaciekle kroil i siekal stojac tylem do drzwi…-zaryzykujemy czekajcie az powiem juz- nicky szepnal do czajacej sie grupy. podkradl sie do drzwi i je otworzyl. klamka powili sie obuscila….nie byly zamkniete. otworzyl na nie wielka szerokosci wslizgnal sie do srodka.zaknal powoli drzwi. zaczal sie podkradac do kucharza . plan byl prosty. obezwalnic samotnego kucharza , zawolac gang zabrac ile sie da i spierdalac szczeliwym jak najszbciej jak najdalej. coz…takie bylo zalozenie . wchodzil po cichu slyszal jak jego glany skrzywiona na podlodze ale tamten go nieslyszal wogole. nicky zlapal za wielka patelnie ktora wyciagnal z otwartej szafy. byl juz blizutko kiedy nagle uslszal trzaskal pekajacego szkla. odruchowo odwrucil glowe i zobaczyl wskakuajcego jimmyego. kurwa mac taki super plan- pomyslal nicky. szybko sie podniosl i zobaczyl wytrzeszone oczy kucharza poatrzego na duza posture jimmego. calego zakrwaionego z kawalkami szkla. nicky nie tracil czasu. przyperdolenie wielka patelnia pomoglo. gluchy brzek i ten sunal sie na ziemie.
-kurwa mac -syknal- co ty do huja zrobiles.
-eee no ten myslalem ze tak bedzie lepiej.
-jaasne jest lepiej rozjebalismy im okno a ty masz lape cala we krwi.
oby reszta sluzby za szybko tu nie wrocila. sluchaj zawolaj reszte bierzemy te zarcie a jak zobacze co jet w tym pomieszczeniu musza gdzie trzymac alkohol.wszedl do ciemnej nyzy. hehe ! bingo poczul sie jak male dziecko w zakniete na noc w cukierni. wygladalo to jak magazyn dobrze wyposarzonego sklepu monopolowego. widac ze dzis byla wielka impreza. zrezta huj z tym sluszal jak reszta steffi z burtonem sie kluca pocichu co wziac. chwile pozniej burton wpadl do nyzy wziac 2 pierwsze z brzgu skrzynki z wodka i powiedzial: dawaj bierza to wode! bedzie na tydzien chlania. niewiedizec czemu nicky zaczal szukac czegos. chcial wziac cos innego burton ponagla go i juz slyszal jak wychodzi radosnie podspiewujac. nagle gdzie tamdaleko uslyszal czyjes kroki. zerwal sie do biegu ale bylo juz zapozno. nie mogl wybiec bo sicagnal by na reszte grupy poscig a szkoda bylo i wywalac tyle prowiantu. powoli przymknal drzwi. mial do wyboru drugie drzwi. na koncu nyzy. prowadzily w glob budynku ale trudno. uslyszal krzyk : boze swiety.. thomas kto ci to zrobil !
-kurwa ale szkopskie imie..jak sie mozna nazywac thomas !-pomyslal nicky. co teraz sie stanie ?czy nicky zostanie zlapany? czy spotka sie z banda? stay tuned…..

rumble night

7 komentarzy

pam pam
tak wiec siedzieli timmy, burton z steffi (swoja laska), james i on. najbardziej wkurwiony ze wszystkich. szybko wypili piwko na ktore jedynie bylo ich stac. kilka drobnych nie wystarczylo na pprawienie humoru. nienawem timmy zniknal gdzie w tlumie w poszukiwaniu jaies ostrej laseczki.nicky wyszedl na zewnatrz. owinalego zimne listopadowe powietrze. podszedl do kamiennej promenady wzdluz nadbrzeza. dolem plynela ta sama brudna rzeka. gdzies tam dalej w lewo bylo feralne miejsce gdzie kiedys mieszkala. teraz zostalo po niej puste i zarobaczone mieszkanie.
-czas sie najebac i rozweselic ten nudny wieczor-powiedzial sam do siebie. na dnie kieszeni odnalazl jeszcze ilka drobniakow. w klubie nic za to nie dostanie ale niedaleko postanowil sie wybrac calodoobwego. zolte snopy swiatla rzucane przez latarnie, zimne powietrze i wielki smutek po stracie jej powodwaly e szybciej trzezwial. nie chail powrocic do rzeczywistosci bal sie jej i rownie mocno nienawidzil. pod sklepem zauwazyl kilku rokersow. mierzylo sie z banda lysych ale nikt sie nie lal. kazdy glosno krzyknal co sadzi o matce i rodzinie drugiego ale nic sie nie stalo. kiedy nicky chwiejnym krokiem wyszedl ze sklepu niebylo anie jednych ani drugich. nie bvylo tez sladow bojki co bardoz zdzwilo nickego ale to co zobaczyl chwile potem wyjasnilo cala sytuacje az nadto. nie bylo czasu na dzialanie czy myslenie. szybko wyszarnal lancuch z zapaska i pobiegl zpowrotem do klubu. wiedizal co to znaczy. kilka tygodni temu ktos wrzucil do dirty rockers’ club koktajl molotoqwa. to cud ze niestety nikomu sie nic nie stalo. jedya strata jesli mozna mowic o stratach bylo spalenie ulubionej miejscowki bandy cuchnacych rokersow. nie to ze nicky sie tym przejmowal. w powietrzu bylo czuc od dawna duza niechec jednych i drugich ale nikt nie mowil o otwartej wojnie. ten atak kilka dni temu chyba wywolal rekacje. przynajmniej to wydawalo sie nickemu. a moze poprstu szykowla sie niezla rozurba pierwsza powazna od zakonczenia poprzednich wakacji. serce walilo mu mocno. niemogl sie doczekac az kogos napiedoli. wpadl szybko do klubu minal brmakarza i zoabczyl cala ekipe przy stoliku.
-chlopaki zbierajcie sie zachwile bedzie tu banda leszczy…..dalsze jego slowa zagloszyl ryk silnikow motoru.w klubie odrazu widac bylo co sie kroi. i kto jest tylko sezonowym dzieciakiem a kto jest gotowy poswiecic swoje zeby piesci krew i dume za sprawe. honor zawsze byl wazny. tlum szybko sie wylal na bruk przed klubem. stoliki i kilka krzesel napewno pomoze nabic kilka guzow. przed klubem stal tlum rokersow ktorzy byli przekonani o swojej przewadze. chcieli sie zemscic za klub. ale kazdy wiedzial ze moze chodzic o rozne rzeczy ale nie ma nic lepsego w pewnym wieku niz bojka.
-popatrz tyle smierdzacych brudasow wyladuje dzis w szpitalu-rozesmial sie timmy do nickiego wymachujac w powietrzu noga od stolu. kazdy po jednej i drugiej stronie czul jakies pierwotny insykt checi dokopania innym. chwile potem 2 grupy ruszyly na siebie i wymieszaly sie w dzikim szale jedni lali drugich gdzie niegdzie sluchac bylo jak cos sie lamie. zeby lataly po bruku. ale chlopaki nie dawali za wygrana. nicky nie abrdzo wiedzial co sie dizeje ruszyl dporzdu tak szybko ze po pstrdaniu kilku strzalow na boki znalal sie otoczony brudasami. rozdawal ciosy na oslep ale po pewnym czasie kiedy zaczal dozwyskiwac klotrole nadtym co robil zauwazyl ze chyba rokersi dzis dostana znowu. chwile potem bylo po krzku chlopaki jeden po drugim zacyznali zwiewac. gdzie niegdzie pojawily sie skinetki ucieszone ze „swoich bohaterow”. nicky ledwo stal na nogach. dotal tak mocno lancuchem po zebrach ze czul jak cos w srodku gruvhnelo. w glowie mu szumialo ale chcial tego wszystkiego przeciez oto chodzilo chcial zapomniec i zapomnial o wszystkim co bylo dookola niego zle. nic nie dawalo mu w zyciu takiej satysfakcji. podszedl dniego burton -jak tam wszystko w porzadku mlody ?
-tak tak porzadze sobie..jakis browarek by sie przydal-usmiechnal sie- mam na dzis dosyc lania sie zrobilbym cos innego.
- co tylko chcesz ..nasze sa ulice- rzekl burton powaznie. -steffi chodz tutaj. chwile pozniej zwieli od klubu. koncertu i tak by niebylo banda rozreconych lysych roawalila by knajpe. zapewne teraz na dziedzincu pod lost soul club bylo pelno glin moze jakies nawiedzone pismaki szukaly sensacji. na bruku zostalo troche przypadkowych szmat zebow i kilka wiekszych plam krwi. niektorzy sie zaszybko nie podnosili a krwi bylo wiecej niz zwykle. za duzo osob sie bawilo nozami…ale coz. oni mieli to gdzies. w ciemnosci w parku czuli sie bezpieczni. powoli dobiegala polnoc a kazdy mial w sobie niesamowita ochote coz rozwalic.nocne lowy znowu sie zaczely. byli w nie swojej czesci miasta. park przede wszytkim byl schludny a alejki rowne i zadbane.bylo zimno ale nie mrozno.z ust wydostala sie para ale nikt nie narzekal na zimno. poprzewracane kosze znaczyly slad ich przejscia. nikt nie bardzo wiedzial do kad zmierzali. chcieli zdobyc jeszcze troceh kasy bo alkohol zaczynal przestawac dzialac a noc byla przednimi bardzo dluga. dzielnica w ktorej ie znajdowali miala szerokie i czyste ulice. wszystkie latarnie sie swiecily, rzadko rpzejezdzal jaki kolwiek samochod. nie bylo

jezu

3 komentarzy

pam pam
kurwa blogu dzialaj bo jak pizgne to kurwa sie nogami nakryjesz 3 razy

wolny juz…

13 komentarzy

pam pam
szczury i pajaki siedza w mojej glowie…

…..z dnia na dzien robilo sie coraz zimniej. za kazdym razem jak wychodzil z roboty bylo coraz ciemniej.. ale nie tylko. praca nie dawala mu tyle radosci co kiedys. piwo tez nie smakowalo tak jakby chcial. gdzies z dna szafy trzabylo wyciagnac starego donkeya.wszystko przez to spotkanie z nia. ciagle w pamieci mial ta niezapomniana noc. byla szalona, niesamowita ..do zapamietania na cale zycie. ale co zrobic. nie wiedzial ze byla chora. psychicznie. tak bardzo. kilka dni pozniej kiedy postanowil ja odwiedzic spotkala go brzydka niespodzianka. byl przygotowany na wszystko. flaszka schowana pod kurtka i kwiaty sciete w nocy z ogrodu pewnej grubej baby o piskliwym glosie…karetka i policja. gestniejacy tlum pod jej brama. wszyscy dookola pchali sie do srodka.co jest grane – pomyslal nicky. przedral sie przez tlum. policjantowi powiedzial ze tu mieszka. przeszedl pod zolta tasma. chwiejnym krokiem zaczal isc w gore. przed oczami tanczyly mu czarne plamy a cialo przebiegaly dreszcze. nic nie slyszal. dwoch lekarzy ktorzyszli za nim mowili cos o chorobach psychicznych.odrapana klatka schodowa straej kamienicy. otwarte drzwi od jej mieszkania. sasiadki w szlafrokach gadajace ze soba. kilku policjantow. 2 sanitariuszy wynosi nosze z cialem. ktos robi zdjecia w srodku. z pod przesciaradla wysuwa sie martw reka z licznymi przecieciami…….
nie bardzo pamietal co sie stalo pozniej. chyba upuscil kwiaty i gdzies zaczal biec. biegl nabrzezem. szara brudna rzeka ktora przecinala na pol stare i miasto. ciagle gdzies ja widzial. albo mijal ja w tlumie albo siedziala na lawce…czul ze ciagle ktos na niego patrzy.mial nadzieje ze to ona. ale ona byla martwa i sztywna. byl pewnien ze chce cos zrobic. cos powiedziec. zrobic. tak bardzo waznego. zreszta wsystko teraz nie mialo znaczenia.zwolnil..przysiadl na lwace tuz przy w oddali bylo widac wielki most i kursujace nim pociagi. dalej rozciagala sie jego dzielnica. rozpieta miedzy 6 wielkimi skupiskami kominow i dymu. przez chwiel chcial wyjechac gdzies. wszystko co widzial przypominalo mu ja. ulice ktore teraz byly dla niego puste,krzywe plyty chodnikowe. powoli zaczynalo go ogarniac zmieczneie. i migrena. ech. splunal i dyszac wyciagnal nowa paczke fajek w srebrnym pudelku z kieszeni kurtki. coz…wrocil na swoja ulice. nienawidzil wszystkiego. wsystko go wkurwialo. w bramie spotkal tesame co zawsze mordy. byli tak odkad pamietal. zawsze stali za nim a on za nimi.wiedzial ze moze im powiedziec. potem kurs do parku. nastroj nickego zaczal sie wszystkim udzielac.pusta flaszka, rozjebane kosza i zbita lampa nie pomogla. czul wsobie nieawisc do calego swiata. kazdy poza jego banda byl wrogiem. krzywe spojrzenie, stroj, wszystko moglo byc zapalnikiem ktory uruchomilby tykajaca bombe. usiedli w ciszy na lwace w parku. dzis wieczor miaL odbyc sie koncert w lost soul club. ostatnie drobne poszly na flaszke z meliny i zapite. plan byl prosty skroic jakiegos zbuntowanego prawiczka i wbic do klubu. potem o zadyme bedzie latwo. kazdy przeciez przychodzi sie wyzyc. okazja nadarzyla sie szybicej niz przypuszczali. chwile pozniej byli tuz przy zaulku. w ciemnym korytarzu bramy stalo kilku modsow. w ciemnosci nie bylo widac ilu ich bylo. glosno sie smiali popijali piwko i sluchali muzyki z malego skladanego radyjka….
-czas zaczac zabawe-nicky wyciagnal lancuch. podbiegl do lsniacego na chodlniku skutera i szybkim kopem przewrucil go. reakcja byla natych miastowa. z bramy wylecialo kilka postaci w dlugich plasczach i bialych spodniach. przez mysl nickiemu przeszlo ze szkoda tych bialych spodni. nie byli przygotwani do walki. jeden z nich naprwde dawal sobie rade z franzem. ale reszta dostala ostre baty. nicky rzucil sie na pierwszego kolesia sybki sierpowy, kopniak w udo ktory zgial kolesia. potem juz poszlo latwo. mial ochote kopac go dalej. kiedy mods osunal sie na ziemie zaczal go dalej kopac.
-ej..-ktos go wchwycil za reke.chcial sie odwinac ale przez chwile sie zawachal. – bierz kase i spierdalamy.- to byl timmy.
szybkie przeszukanie kieszeni i z kilkoma drobniakami wiecej szybko zwiali . lost soul club miescil sie kilka ddzielnic dalej przy nadbrzezu. bylo to miejsce gdzie zawsze mozna bylo znalezc chetnych do napierdalania sie kolesi, fajniutkie skinetki i dobre piwo. dzis – w dodatku koncert.weszli do srodka.zajeli stolik i zaczeli sie rozgladac za jakims frajerami ktorzy szukali guza. nicky nagle zobaczyl kolesia ktorego nienawidzil od kad pamietal. rzadko przychodzil na koncerty…prawie nigdy go nie spotkal na ulicy…moze nawet to dobrze bo za kazdym razem mial ochote go zabic. odbil mu jego pierwsza laske. -jebany cherry kid, jebany pierdolony rokendrolowiec…..

co bedzie dalej ? stay tooned to nastepnego odcinka.


  • RSS