skinhead blog

Twój nowy blog

pam pam
Z mroku wyłoniła się wielka sylwetka. Na oko 190 centymetrow wzrostu i szerokie ramiona które dźwigały ciezar ciezkiej pracy i nieladtwego zycia w east endzie. Roger milles wyszedl powolnym, znuzonym krokiem ze swojej fabryki. Dzis był jego ostatni dien pracy. Nie był już tam potrzebny. Kto by kiedys pomyślał ze tak się stoczy. Dzis był dla nich za stary, za wolny. Nowemu szafowi niepodobaly się tatuaże pracownikow. To nic ze kiedy zaczynal tu pracowac każdy miał pajęczyny na łokciach. Teraz były inne czasy. Wszystko się tak szybko pozmienialo. Młodzież już tez nie była taka jak kiedys. Bogaci rodzice mysleli o ich przyszłości kupowali im wszystko. Policja nigdy nie miala do nich zastrzeżeń a oni szanowali porządek. Wszyscy rozumieli zasady i je akceptowali. Roger ciagle pamiętał te wspaniale czasy kiedy tak nie bylo. W drodze na stacje metra miał ogrodzenie zrujnowanego stadionu swojej druzyny. Kibicowal im odkad sięgał pamięcią ale niestety 5 lat temu ceglarnia która sposorowala drużynę zbankrutowala. Tutaj tez zdzażył się incydent który zmienil jego życie. Tutaj otrzymal szanse która niestyty zmarnował. Zniszczonym butem rozwalił lancuch bramki i wszedł na pusta trybune. Dookoła panowala paskudna cisza. Poprzeciwnej stronie boiska bezdomni zapalili male ognisko i ogrzewali się w ten jessieny wieczor. Lzy powoli wypłynęły z pod jego powiek… teraz już nikto go nie pamiętał
20 lat temu razem z chłopakami siedział w tym samym miejscu kiedy do ich sektora wpadlo cala zgraja najostrzejszych hoolsow z charley- ich odwieczonych wrogow. Pomimo liczebnej przewagi tamci dostali tak straszny wpierdol ze pisaly o tym wszystkie gazety. Wtedy tez trafil poraz pierwszy na okładki gazet. Jedno z przypadkowych zdjęć jakiegos fotoreportera pokazywalo go na trybunie kiedy bil się z kilkoma chłopakami naraz. Jego muskularna sylwetka i duzy wzrost wyróżniły go z tlumu innych rozrabiakow. Na nastepnym meczu na ich trybunie pojawil się obcy człowiek. Nikt go wczesniej nie widział. Szukal rogera i szybko go znalazł. Okazalo się ze był lowca talentow z bokserskiego klubu z locksley. Początkowo roger nie chciał się zgodzic ale kiedy dostal na zachętę kilka funtow żeby przyjść przestal się wahac. Pamiętał bardzo dobrze pierwsze spotkanie. Jego przyszly trener długo nie chciał sie zgodzic aby brac jakiegos chłopaka z ulicy ale gdy tylko go zobaczyl zmienil zdanie. W brudnej malutkiej sali treningowej dostal swoje pierwsze rekawice i szorty w barwach klubu. Tam tez bil się z kims na ringu po raz pierwszy…i chyba wtedy odkrył co go w zyciu tak naprwde kreci. Chłopak którego znokautowal pierwszym ciosem był najlepszy w klubie w jego kategorii. Szybko trener zaczął szlifować jego talent. Praca była ciezka ale owocna. Czas mijal a on walczyl z coraz lepszymi zawodnikami. W sezonie rzadko dawal się komukolwiek mocniej trafic. Nie był zbyt bystry, ale ufał swojemu trenerowi. Ślepo się mu podporządkował. Ten wiedział dobrze jak ma nim pokierowac. Z walki na walke był coraz lepszy. Był szybki jak na swój wzrost i bardzo odporny na ból. Coraz czesciej mówiło się o młodym chłopaku , który boksował jak nikt dotad. Kiedy się pochodzi ci z okolic rose street ciezko wyjsc na prosta w zyciu. On dzieki boksowi nie tylko miał szanse ale mogl pozowolic sobie na wiecej. Jednak kazde pieniadze jakie miał przepuszczal w barach. Na mecze chodzil coraz zadziej gdyz treningi pochłaniały większość jego czasu. Po kilku sezonach wiadomo było ze chłopak może walczyc o wieksze stawki niż wilkadziesiat funtow w spotkaniach klubowych. Wszystko co było związane z jego kariera dzialo się za plecami rogera. Nigdy nie decydowal z kim i zaile będzie walczyc. Zajmowali się tym jego trener i menedżer. Pamiętnego lata 1973 stoczyl 3 wielkie walki. Pierwsza z nich był pojedynek z czarnym i krepym zawodnikiem z jamajki. Był to bardzo doswiadczony zawodnik który kończył kariere. Na trybunach hali zasiadło mnóstwo dzieciakow z east indu. Wszyscy skandowali jego imie. Wszystko to przerastalo trochę rogera- czul się bardzo zgubiony. Cala walka trwala bardzo krótko. Roger po krótkiej wymianie ciosów w pierwszej rundzie trafił murzyna miedzy oczy. trafiony przeciwnik już nie wstal. Wypunktowanie i szal na trybunach. Ludzie wybiegli na ring i podrzucali „swojego” zawodnika. To przeciez on pokonal w takim stylu tak doswiadocznego zawodnika. każdy kogo dobrze kojarzyl. Mieszkal dalej kilka ulic od nich. Nosił ciężkie buty i krótkie włosy. Pil z nimi w barach i bramach. Mimo to każdy z nich podziwial jego wielki talent. Kilka miesięcy pozniej do Anglii przybyl Jon Nordiss z Ameryki. Była to część jego trasy po europie –walczyl w roznych panstwach. Jednak po starciu z Rogerem przerwał reszte zakontraktowanych walk. Bokser był tak zamroczony, że nie był wstanie wyjść walczyć w 3 rundzie. Roger wyladowal na okladkach pierwszych stron gazet. Nagłówki krzyczaly o wilekim talencie zawodnika znikad. Roger zbieral wszystkie wycinki – kazda wzmianke o wlasnej osobie musial mieć. Jego mieszkanie było pelne roznych plakatow ze słynnymi bokserami ale pojawialo się coraz więcej jego własnych zdjęć. Dalej chodzil na mecze i kibicowal swoim ale to już nie było to. Każdy go rozpoznawal i zaczepiał czego chyba nikt nie lubi. Kiedys z tego powodu wdal się w bójkę z jakimś bastardem który wyladowal w szpitalu. Pizda Podała go do sadu i wygrala odszkodowanie jednak pieniadzy za walki, które trzymal jego trener, było wystarczająco duzo aby niezałować tego incydentu – w koncu nie mógł kogoś skopac w bramie – wszyscy go kojarzyli – wrogowie i przyjaciele. A tych pierwszych było wcale nie malo. Kiedys podczas pucharu Anglii jego druzynie udalo się wyeliminowac bardzo utytuowany klub z Cardiff. Niezadowoleni przyjezdni przeskoczyli przez plot i wpadli na boisko wymierzyc ich sprawiedliwość. Chłopcy z east endu nie zastali z zawiązanymi rekami. Wśród nich był nasz bohater. Tlum rozwsciczonych skinow wdarl się na druga strone boiska i zmierzyl się obcymi. W tlumie było widac rogera. Wyróżniał się z tlumu innych posturą. wtedy jakis pojebal zaatakowal go od tylu próbując włożyć mu noz w bebechy. Rogera przeszyl bol i dreszcz zimna przesiedl przez cale cialo. Przed oczami boksera pojawily się czarne plamy. Był dziwnie oszołomiony. Wszyscy gdzies zaczeli uciekac ale on nie mógl się ruszyć z miejsca. Próbował isc ale nogi odmawialy mu posłuszeństwa. Na boisko wpadla policja a on był sam. Padł na ziemię nie bardzo rozumiejąc co się dzieje. Jakis czas potem ocknął się w szpitalu. Na początku był tak slaby ze nie był wstanie nic powiedziec. Potem pojawil się jego trener. Był bardzo niezadowolony. Mowil o zbliżającej się walce z Thomasem Swansonem. Był to kilk lat od niego starszy syn jakiegoś lorda. Był arystokratą, ale boks traktował jako rozrywkę. Mimo to w tym czasie na wyspach nie miał sobie równych. Walka odbyła się pod koniec sierpnia. Roger był w bardzo złej formie ale trener robił wszystko żeby nasz bohater był jak najlepiej przygotowany. Przed walka był bardzo spięty i oszołomiony. Czuł się bardzo źle. Szrama na brzuchu bardzo go bolała. Pierwsze 2 rundy trzymał przeciwnika na dystans. Unikał starcia i mało atakował. Dopiero na początku 3 rundy młody arystokrata trafił go w czułe miejsce – szramę po nożu. Roger zachwiał się, próbował ukryć ból, ale z kazda sekundą zimny dreszcz stawał się coraz trudniejszy do zniesienia. Wnetrzności zaczęły go palić.Czuł jakby brzuch miał zaraz wybuchnać. Nie mógł się skupić na walce. Dostawał sporo ciosów, ale żaden go nie powalił. Gong rozdzielił zawodników. Roger nie bardzo pamiętał jak się znalazł w narożniku. Z jego łuków brwiowych lało się pełno krwi. Całą twarz pokrywały bruzdy. Trener coś na niego krzyczy. Swiatła. Jakieś krzyki na trybunach. Gong. Wstaje. Pchają go na ring. Widzi przeciwnika. Lewy, prawy, nastepny w bebechy.nogi się spodnim uginaja. Cisza. Tlumy kibicuajcych chłopaków z east endu u milkło. Zapadła cisza. Roger chwiał się chwile i upadł. Ring cały się zatrząsł.
Roger długo nie odzyskiwał świadomości. Ocknął się kilka tygodni później. Lekarze tłumaczyli mu co się stało. Że wśrodku ma strasznie zniszczone wszystko i że to cud. Nie nie będziesz mógł się boksować. Może paraliż nóg kiedyś minie. Minął po roku. Od tego czasu chodził powoli. Na zawsze. Nigdy już z nikim się nie boksował. Jego trener dostał wylewu i umarł. Większość jego znajomych przekręciła się albo grzała puszkę. Był sam na świecie.zaczął pracować w fabryce. Tam pracował do teraz. Już wszystko było za nim. Zapalił ostatniego bensona i wywalił paczkę. Zaczęło się robić zimno. Postawił kołnierz w kurtce i wolnym krokiem ruszył w kierunku stacji metra. Ostatni kurs w jego okolice. Późny wieczór. Wolnym krokiem wysiadł. Wkońcu dotarł do jego ulicy. Rose street. W bramie jak zwykle cimierdziało szczochami. Na podworku slychać było awanturujących się pijaczków. Schody skrzypiały pod nim. W domu położył się na łóżku. Był zdecydowany. Zapalił światło w lazience. Karaluchy pochowały się po katach. W brudnym lustrze zobaczył przegranego człowieka. Nalał wodę do wanny. Jeszcze strzelił sobie kielicha. I jeszcze jednego. Wziął brzytwe która golił się co rano. Ułożył wygodnie. W wannie. Woda była bardzo goraca. 1…2…3….naprawdę zachciało mu się spać. Potem się obudził jeszcze na chwile ale zaraz szybko zasnął.

Koniec opowiadania….special edition x-mas story.
Do nickiego wruce po swietach.
wszystkiego najzajebistrzego z okazji swiat. ciekawego zycia, wyrozumialych sasiadow i tego konfort psycho-fizycznego ze w waszym portfelu znajduja sie zawsze tyle pieniazkow ile macie ochoty. oi!

pam pam
Nicky szybkim krotkiem wszedł do baru. W tym samym momencie ktos włączył w szafie grającej nowy utwor…dlaczego tutaj nie ma bohatera… rozlalo się po barze. W knajpie było prawie pusto. nagle zobaczyl pod sciana obok stolu bilardowego niskiego skina ze szrama na glowie. Kurwa to ten huj- pomyślał gorzaczkowo nicky. Zanim cokolwiek zdążył zrobic w jego kierunku ruszyl tyczkowaty dryblas. Na haringtonie w kolorze khaki miał naszywka klubu z bolton.
- patrzecie chłopaki kto do nas wpadl !-wrzasnal radosnie, poczym zrobil zamach kijem bilardowym. nicky zrobil unik i kij glosno świsnął nad jego glowa. Szybki cios w jaja spowodowal ze napastnik wypuścił kij. Nicky kopnal jeszcze zwiajajcego się na ziemi kolesia. Chwila wahania uciekac czy lac się ? raz się zyje. Ruszyl do przodu wciągając lancuch ze spodni. Czyl jakis pierwotny zew krwi. Chciał pokazac wszystkiemu co się rusza ze jest zły i niebezpieczny. W jego kierunku szedł facet ze szrama.
-kurwa dupku myślałem ze nauczyłem cie respektu dla starszych już wtedy !
- pierdol się –wycedzil.
Chciał się zucic na ale w tym momencie zauważył ze kufel który wczesniej był w rece przeciwnika szybko leci w jego kierunku zasłonił się reka. Szklo pękło i rozslypalo się po knajpie. Nicky czul jak malenkie drobinki wbijaja się jego skore. Zachwial się na nogach. Za toczyl. Było mu slabo. Sprobwal się odwrucic ale się podknal i padl na brudne deski.
Usłyszał pogardliwy smiech.
- tylko popatrzcie na tego malego chojraka-znowu smiech- ej panie barman ! kogo pan tu wpuszcza. Ten klient jest całkowicie pijany nawet nie może się podniesc! Nicky poczul ostry bol z boku brucha. Kolejny kop. – to za jaja jimmego. Dziwo nasz bohater już nie był tak zamroczony. Zobaczyl tuz przed soba jego lancuch na ziemi. Szybko po niego sięgnął odwrucil się poczm przeciągnął po nogach skina. Ten zawyl z bolu i przewrucil łamiąc krzesło. W kierunku niczego ruszyl jakis elegancik w kapeluszu z brzytwa w rece. W normalnej sytuacji nicky pomyślałby ze wyglada jak jakis pedal ale teraz musial zabawic się z bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem. Nasz bohater sprubowal dosięgnąć łańcuchem twarzy zaloganta. Ten zrobil szybki sklon nicky tylko na to czekal. Prosty kopniak z blachy glana w srodek twarzy i na niebieskiej koszuli elegancika pojawila się szybko rosnaca plama krwi spływającej z twarzy. Nicky nagle uslyzal kogos za soba, ale było już za pozno. Ktos zrobil zamach i złamał mu krzesło na plecach. Drewno rozpadlo się ale nicky upadl na ziemie. Chuderlawy jimmy wraz ze swoim szefem zaczeli kopac nickiego. Ten zasłaniał się jak mogl ale na nie wiele się to zdalo. Czul się coraz słabszy. Chwile potem nie wiedziec czemu nagle chuderlak odszedł od niego. Nasz bohater usłyszał paskudny trzask łamanych kosci i cichy jek. Nickiemu wydawalo się ze do baru wjechal czolg i zaraz go przejedzie. Cala podloga trzeszczała. Podniosl glowe. W kacie tuz obok blatu stalo gosc z belton wymachując brzytwa elegancika. Przednim stal pete. Był to jego kumpel z rose street. Był bardzo charakterystyczna postac na swojej ulicy gdyz poza tym ze był bardzo sympatyczny wazyl 100 kilo.Mial puculkowate policzki i okrągła duza twarz.zreszta wszystko miał duze. Pomimo młodego wieku często słyszało się otym ze dal komus popalic. Po kilku probach zabrania brzytwy odsunął się lekko.
- ej zaplacisz za to co zrobiłeś mojemu kumplowi- to rzekłszy z tylniej kieszeni wyciągnął motylka i runal na lysola ze szrama. Zaskoczenie było tak duze ze nawet nie drgnął. Noz przeciął reka trzymajaca brzytwe. Krew trysnela na pet’a. lysol puścił brzytwe chwycil się kurczowo za reke.
-teraz zapamiętaj gosciu ze kurwa nie zadziera się z ludzmi z mojej dzielnicy. Dla poprawienia samopoczucia przyłożył mu jeszcze w żeby i wyrzucil go za bar. Potrzedl do nickiego
-nic ci nie jest?
-kurwa chyba dostałem krzesłem po glowie napierdalałem się z jakimis kolesiami ktos we mnie zycil kuflem a ty się pytasz czy nic mi się nie stalo…
- spoko spoko zwijajmy się z tad zanim przyjedzie kochana policja. No chodz kurwa…
pet widzac ze kompan raczej nie jest wstanie isc gdzie kolwiek wziął go za fraki i przezucil sobi przez ramie i wybiegl z baru. Skręcił za rog w ciemnym zaułku schowal sie obok tylniego wyjscia z jakiegos zakładu. Oparl nickiego o sciane.w oodali było słychać jakis rumor. Pewnie barman wyzwal policje-pomyslal. Zaczal okładać nickeego po twarzy z liscia.
-obudz się kochasiu- mowil pet. Nicky powoli zaczal łapać kontakt z rzeczywistością. Z plam jakie lataly mu przed oczyma wyłoniła się wielka sylwetka peta. Jego łysa glaca, biala koszulka z jimmy’em czerwone szelki i plamiaki dopełniały wizerunku niebezpiecznego człowieka.
- kurde w co ty się wpakowałeś koles, tego typa widziałem kiedys na jakis boxerskich zawodach masz szczescie ze tylko tak skończyłeś, a oberwałeś konkretnie.
- wiem wiem…masz jakies szlugi ?
- nicky ale się nawaliłeś…hehe a ta malina na szyji to chcoaiz pamiętasz kto ci zrobil?
- He? Oczym ty mowisz? Mozg nickyego probwal zaczac pracowac….z urywkow jakie miał w glowie nie wiele pamiętał..mieskali w jakies ruderze przy stacji…najeżali się zanim wyszli z tamta…w parku chyba rozwalil jakas lampe…chyba gdal z jakas ruda panna obok sceny parku..potem zaczepial go jakis pijany punkowiec…
- widziałem cie jak napierdoliłeś tego punkrokera który próbował odbic ci ta panienke.
- tia…
- chyba nie bardzo to pamiętasz, nie ?
- tia…
-kurde poszedłem z toba bo szukalem piwka aty bardzo potrzebowałeś się przewietrzyc się. Miałeś czekac pod sklepem. Wychodze – ciebie nie ma. Pobiegłem wzdłuż zaułków az do mola nic. Wracam i widze ze ktos się leje w knajpie …
- dobra jeszcze potrzebuje troceh czasu żeby spotkac się ze samym soba. gliny już sa ?
-chyba tak. Chocmy z tad. Może na to molo które tak schcailes zobaczyc.
Z tylu budynku było przejscie stara uliczka az do wylotu na molo. Pet pomogl wejść po chodach niczemu który jeszcze ostro się zataczal. Na molo siedziała banda jakis modow, nie modow, dziwnych kolesi w plaszczach i gajerkach. nicky wybuchl glosnym smiechem..

III darkcliff

5 komentarzy

Pam pam
Tak tak moi drodzy. Nasi dzieli bohaterowie dotarli to celu. Coroczny festiwal w darkcliff przyczynial się do coraz większego zainteresowania policja skinami i pogarszaniem opinii calej młodzieży. Dla jednych był siwetna okazja skrojenia wszystkiego co się dalo, dla innych sposobem na wybicie kilku zębów(bądź ich strate). Oczywscie nie należy pomijac ilości alkoholu który lal się dlugim i szerokim potokiem przez cale Cardiff. Rok temu doszlo do calkiem nieciekawych zamieszek z policja. Niebiescy nie potrzebnie przerwali jeden koncert wlchodzac na scene i prubujac zatrzymac wokaliste jednego z zespołów. W efekcie rozwścieczony tlum ruszyl w kierunku komisariatu aby odbic „swojego idola”. Koniec końców komisariat spłonął a bohater chyba do konca zycia będzie się ukrywac przed prawem. Lista atrakcji była oczywiście o wiele dluzsza. Niektórzy poprstu lubili klimat tego miejsca oraz tony zespołów które przewijaly się przez 2 sceny. Tak naprawde nie było wiadomo kto kiedy wystapi- i czy wogole. Zespoly zakładane czasem były kilka tygodni przed festiwalem – jechaly dawali koncert przy którym wszyscy szaleli poczym się rozwiązywali bo : albo się nikomu nie chcialo grac, albo ktos grzal puszke albo musial zarabiac żeby dzieci mialy co jesc. Mówiło się ze koncerty odbywaja się tutaj ponieważ rzad placi miastu za szkody. W koncu chłopcy z całego kraju mogli się porzadnie wyżyć w jednym miejscu w jednym czasie. Ekonomia.
Nicky szedł z przodu. Rok temu zarobil tu kose od jednego goscia z belton i miał nadzieje ze splaci dlugi. Zreszta chciał się wyżyć na jebanych skuterowcach za upokorzenie go. Nie wiedział ze laska była taka latwa. …wydawalo mu się ze jednak inaczej patrzy na niego, ze jednak cos miedzy nimi zaiskrzy. Mylił się, ale wiedział ze nie pierwszy nie ostatni raz przejechal się na kobietach. Droga do miasta wiodla od północy wzdłuż wybrzeża. Z szosy widac było ocean i plaze. Nie było może jakos wyjatkowo pieknie i słonecznie a wszystkie wydarzenia raczej skłaniały nickiego do dania komus porzadnie w ryja a nie taplaniu się w wodzie.
Miejscowka do spania była idealna. Nie wiele osob wiedzialo o tym ze w darkcliff miala być wybudowana cegielnia. Jednak plany się nie udaly i nawpol wykonczona fabryka stala opuszczona na obrzeżach miasta. Tuz obok rozpoczęto budowe osiedla dla robotnikow jednak wszyscy którzy tam mieszkali wyprowadzili się z tych podgnilych i walących się ruder na zadupiu. Było to idealne miejsce na wyspanie się chociaż w swojej karierze każdy w ekipie zaliczyl jakies kimanie po krzakach w stanie totalnego spicia. Miasto na razie ominęli lukiem. Wazne było żeby dostac się tak jak najcichszy sposób nie budząc przy tym niczyich podejrzen. Ku ich zaskoczeniu ulica nie była pusta. Domy były niechlujnie postawionym ciagiem czerwonoceglastych kostek. Wiekszosc z nich miala jakies defekty w postaci zapadniętych dachow, w kilku sciana boczna przytulila się do reszty budynku. Po ulicy latalo pelno łysych odrywając resztki desek z plotow. Gdzie niegdzie ktos na kogos wrzeszczal.. sytuacja przedstawiala się co najmniej zagadkowo.chwile pozniej usłyszeli znajmy aczkolwiek bardoz nie lubiany dźwięk syren.
-Chocmy z tad, kurwa zaraz tu będzie milion mend, i festiwal spedzimy w dolku a nie na zabawie-powiedziala martha- zreszta mam jak na dzis za duzo wrażeń…
-no nie wiem- ted uśmiechał się złowieszczo- mam ochote na maly szoł.jego oczy zaczely dziwnie się kurczyc. Wyjscie z sytuacji znalazł nicky:
- zrobimy tak. Idz stary mam nadzieje ze pokażesz tym skurwysynom… my idziemy musimy zaopiekowac się małą. Jeśli dasz rade spotkajmy się gdzies wieczorem pod scena obok plazy. Mam nadzieje ze się się znajdziemy..bedziemy prubowac przespac się gdzies w okolicach starego dworca ..pasuje ?
-dobra. Trzymajcie się cieplo oi!
-oi
chwile pozniej szli glowna aleja Cardiff. Nie bardzo wiedzieli co zrobic. Z za chmur zaczęło wychodzic slonce. Pomimo pory konca lata było dosyc cieplo. W koncu martha nie wytrzymala…
-ej chłopaki może skoczymy na plaze ? blagalnym wzrokiem popatrzyla na brata.kiedy kobieta prosi nie należy odmawiac. Oczywsice „chłopaki” nie bardzo mialy na to ochote ale koniec końców wszyscy chwile pozniej siedzieli na plazy. Slonce palilo ich ostro. Byli kurewsko glodni i każdy marzyl o zimym browarku. Nie opodal nicky zobaczyl przyjemnie wyglądający bar. Po chwili wyszedl z tamta ze skrzynka borwarow. Wszyscy lezeli na piasku próbując troche wyspac popic i zregenrowac sily przed wieczornym koncertem. Na piasku stal nie rowny rzad glanow dookoła porozrzucanie ciuchy. Po kapieli ruszyli dalej. Banda szybko znalazla miejsce w budynku naprzeciwko starego dworca. Był to slpey zaułek zapomniany i opuszczony przez wszystkich. Stacje dawno zaknieto, na torach wyrostala wysoka trawa a jacys chuligani wytłukli wszystkie szyby. Mimo ze całość była troche to jednak miejsce przypadalo wszystkim do gustu. Wszyscy siedzieli już torcie podchmieleni w w holu budynku przy zapadającym się stole lekko podpici zajadając wszystko co udalo im się zwędzić na bazarze…wieczor zbliżał się wielkimi krokami a wraz z nim wszelkie atrakcje.

pam pam
Ekipa szybko zebrala się do wyjscia. larry ciągnął swoja mlodsza siostra która chyba najbardziej odczuwala chlanie. timmy nie rozstawal się ze swimi nowymi znajomymi, co wiecej zawiofiarowal się ze wezmie ich worek z ciuchami co w jego wypadku musialo jednak cos znaczyc skoro taki wielki len złożył taka oferta. kiedy już wszyscy stali na zwirze obok toru pociąg raptownie ruszyl. malo tego. nikt po za nimi nie wysiadl !! bydlęcym wzrokiem odprowadzali ostatni wagon pociągu który zmiezal na wschod w kierunku darkcliff. daleko na horyzoncie przebijaly się pierwsze promienie słoneczne. dookola nich rozpościerały się wzgorza. zadnej drogi, zadnego miasta..czy nawet domu.
- o kurwa- westchnął josh.
- no- zawtórowal mu nicky.
znaleźli się w beznadziejnej sytuacji. nie wiedzieli gdzie są i na pewno nie znajdowali się blisko celu. co wiecej każdy mazyl o tym tylko żeby się gdzies pieprznac i pozwolic swojemu zmeczonemu organizmowi na odrobine snu. nicky nieopodal zauważył ścieżkę która wil się pomiedzy pustymi polami. coz…nie mieli wyjscia. skierowali swoje kroki w tamta strone. po pewnym czasie okolica stala się bardziej skalista. cala ta sytuacja odpowiadala chyba najbardziej nickyemu który „pomagal” isc swojej zmeczonej koleżance obmacując ja bezczelnie. ta być może w przypływie wielkoduszności, bądź tez zmeczenia przyzwalala mu to robic. kiedy pojawily się z za horyzontu pierwsze promienie , tuz za jednem z miliona zakrętów drogi jakie pokonali pojawil się raptowny spadek w dol i ich oczom ukazal się się stary opuszczony kamieniołom. mineli rozsypujaca się pordzewiala brame która leżała na ziemi. z tablicy która leżała kilka jardow dalej wynikalo ze pracowali tu kiedys więźniowie z braxton. tuz przy samym skraju zalanej czesci kamieniołomu znajdowala się stara chata. dom uznano z gory za opuszczony a gdyby jednak tak nie było jedna z panienek timmyego wpadal na wspanialy pomysl : -najwyzej zabijemy wszystkich a ich ciala przywiążemy do ciezkich głazów i wrzucimy do jeziora. po fachowym wywazeniu drzwi butem okazalo się ze jednak nikogo nie trzeba będzie wrzucac do jeziora. chata wyrodku była w calkiem dobrym stanie. wszyscy zalegli gdzie popadlo na stolach, lozkach i podłodze. nicky zle spal. ułożył się na stole i przykryl się kocem. za oknem było już jasno. promienie słoneczne delikatnie rozświetlały wnetrze ich schronienia. dookoła niego widział poslania które miarowo oddychaly, chrapaly i pochrząkiwały przez sen. nowy towarzysz cos tam mamrotal o hipisach i bieganiu ….zaraz zaraz brakowalo mu w tym wszystkich pauline. jej poslanie było puste. wziął lyka piwa które jeszcze mus zostalo i wyszedl przed chate. jego oczom ukazal się piekny widok . bynajmniej nie chodzi plastyczne tlo towarzyszace tej czasci opowiadania lecz to ze tuz przy brzegu leżała sterta ciuchow pauline z jej jasnoniebieska polowka natomiast ona sama pływała kawalek dalej po jeziorze. z miejsca w którym stal widział jej bielutkie piersi i ksztaltna pupe. przez chwile stal bezruchu zachwycając się tym widokiem. mimo wszystko..co powinien teraz zrobic ? czyl jakas dziwna sile odpychajaca go od tej dziewczyny ale drugiej strony.. przeciez on tutaj rzadzi. nie miał odwagi jednak. szybkim ruchem ściągnął podkoszulek. chwile pozniej stal nad brzegiem jeziora nagi, dalej nie zauważony przez dziewczyne. gesia skorka i szczekanie zebami. a co mi tam…- pomyślał. wziął lekki rozbieg i i skoczyl na główkę do wody. przez jego cialo przebiegl dreszcz a potem przyzwyczail się do zimna. wynuzyl się. zobaczyl jak plynie w jego kierunku. objal ja ramieniem i pocałował.
- hej co tu robisz ?- spytal.
-czekalam na ciebie-odpowiedziala- wiesz lepiej wygladasz bez ciuchow.
znowu się diabelsko uśmiechnęła i zanurkowala pod wode. nicky poczul jak przepływa obok niego o obejmuje jego nogi rekami.nicky poczul cos bardzo przyjemnego…..
po jakims czasie nicky i ona wrucili do domku obudzic wszystkich. nicky przy okazji tego nie darowal sobie okazji bezkarnego nakopania larremu który strasznie smęcił pod czas drogi. czas nawyzszy był aby isc chociaż nikt nie miał bladego pojecia gdzie. po dłuższej chwili wszyscy byli gotowi. tuz przy wyjsciu z kamieniołomu ujrzeli biegnaca wzdłuż horyzontu droge po której śmigały raz po raz jakies auta. nasza ekipa czym predziej rzucila się pedem w kierunku czegos co można było by nazwac cywilizacja. 15 minut pozniej stali na trasie C42 prubujac złapać na stopa cokolwiek co jechalo by na wschod. nicky, larry i ted (bo tak się nazywal nowy towarzysz) lezeli na trawie obok drogi gdyz ich widok nie ułatwiał dziewczynom zatrzymania jakiegos auta. nagle wszyscy usłyszeli charakterystyczny warkot. dźwięk był coraz głośniejszy i mocniejszy. po chwili z za wzgorza wyjechaly skutery. pewnie wielu przypominalo roj lecących os , ale nicky nigdy nie przepadal za pedalami na skuterach. może dlatego ze nigdy go nie byloby stac na taka zabawke, a moze dlatego ze miedzy zalogami z jego dzielnicy a skuterowcami z polnocnej czesci jego miasta zawsze trwala wojna. kolesie zatrzymali i zaczeli gadac z dziewczynami.
- czego chca tu te pedaly ?- pomyślał nicky – mam nadzieje ze nie będzie problemow.
larry spal. sytuacja nie była zbyt wesola , siostra larrego gdzies zniknela, a kolegow na skterach było prawie 10.najgorsze jednak było to ze bliznaczki larrego zaczely przymilac się do jakiegos kolesia a pauline caly czas gadala chyba z szefem gangu – jakiegos pedala w brazowym plaszczu. no coz cala sytuacja robila się bardzo nieciekawa. nagle dziewczyny schlily się po worki z ciuchami i wpakowaly się na skutery do kolesi. w ułamku sekundy. wszyscy ruszyli obrzucając nickiego pogardliwymi spojrzeniami. nasz bohater wyrwal się z drzewa i zaczal biec. ogarnęła go bez silna złość. stal na asfalcie a w oddali znikaly po kolei wszystkie skutery. nie wiedział ile tak stal ale z zadumy wyrwal go dźwięk klaksonu i pisk opon. od wrucil się i kilka metrow przed nim zatrzymala się rozklekotana cieazarowka. oj ta historia mogla się skończyć bardzo nie przyjemnie. ted ,larry i jego siostra podbiegli do niego – co ci się stalo ?- wrzasnął larry- chciałeś się dla niej zabic czy co ?
z ciazarowki wyskoczyl oblesny grubas . jego koszula pewnie kilka miesięcy temu była biala lecz teraz byla tak zakurzona i zolta od potu. koszula ledwo co utrzymywala wielki brzuch który wylewal się z za paska. kiedy wysiadal widac było podobizne jakiegos aktora wydrukowana na plecach. koles na tyle na ile mogl szybko podczlapal do grupki.
- maly co ty robisz na srodku trasy ?- wrzasnął – pojebalo cie do reszty ?
- niech pan kurwa się zamknie bo nie mam nastroju do żartów – warknął groznie- jedzie pan na wschod ?
-tak , a co ci do tego ?
- bo zabierze pan nas do darkcliff – odpowiedział nicky- mam nadzieje ze nie będzie pan próbował robic jakis numerow, nie jestem w nastroju do żartów.
koles popatrzyl na gang na dłużej za trzymując wzrok na cyckach marthy.
- dobra wskakujcie. tak i tak musiałbym przejechac przez to miasto.
chwile pozniej jechali rozpadającym się gruchotem –ale najważniejsze prosto do celu. nicky miał już dosyc nieoczekiwanych przygod po prostu już tam chciał być. mimo wszystko troche żałował ze zdecydowal się jechac z tym przepoconym grubasem. w szoferce walalo się pelno jakis starych poobdzieranych wycinkow z gazet na temat śmierci jamesa deana. wszedzie śmierdziało starym jedzeniem i potem a rozmowe zagłuszał warkot silnika. chuck, bo tak nazywal się często szczezyl swoje zolte i wielkie żeby to marthy która akurat siedziała obok niego. czasem cos próbował jej powedziec ale w ogolnym halasie nic nie było słychać. po jakims czasie kiedy wszystkim zaczynalo się bardzo mocno zygac od smrodu który panowal wyrodku. dlatego tez z wielka ulga przywitali znak darkcliff 10 mil. nagle kierowca zjechal na pobocze i wyłączył silnik.
- kurwa czujecie ten smrod ? – spytal.
raczej nikt nie chcial odpowiadac. włączył radio. do ich uszu dobiegla jakas stara melodia. spiker w radiu zaczal opowiadac o zamieszkach policji z robotnikami.
- dobra ja ide sprawdzic ta pierdolona pompe..chyba znowu się popsula. ty mala pujdziesz ze mna bo będziesz mi potrzebna.-powiedzial tonem nieznoszacym sprzeciwu. wyszli razem a chuck zatrzasnął drzwi.
- ja pierdole ale smrod. jak ten koles może w takim syfie zyc ?- westchal ted.
- cieszcie się ze zaraz będzie na miejscu- nicky uciął.
- słuchaj co się stalo ze one polazły ze gangiem na skuterach ?- spytal znowu. nie uzyskal jednak odpowiedzi na to pytanie. radio zawodzilo – uratuj mniiiieeee..uratuj mnie nie pytaj przed czym –sama dobrze wiesz…
- zapaliłbym sobie..ciekawe czy ten menel ma jakies fajeczki-mowiac to nicky otworzyl schowek. z pośród wielu smieci i wycinkow widac było cala nie otworzona jeszcze paczke benson’ow. –bomba-pomyslal. chwile potem znalazł zapalniczke. przysnol się do drzwi i pocciagnal je z buta. drzwi odskoczyly z zamka. jego twarz owal lekki zimny wiatr. na horyzoncie zbieraly się ciemne chmury. na wróżyło to dobrej pogody. nicky zapalil papierosa i zaciągnął się mocno. pomysl ze pujdzie sprawdzic jak im idzie naprawianie pompy. kurde nigdzie ich nie zauważył. nagle z pod plandeki usłyszał sciszony jek. wszystko stalo się dla niego jasne. rzucil się na do tylu ciężarówki i podniosl plandeke. było tak jak przypuszczal. na skrzyni leżała brzuchem do dolu martha . chuck jedna reka trzymal jej nogi a druga pomagal wbic w nia swojego fiuta. nicky rzucil się w furii na zboczenca. mocnym kopniakiem w brzuch odrzucil grubasa od marthy. ten zatoczyl się i próbował się rzucic na niczego przywalając go swoja masa. nicky zrobil unik. poczym znalazł się za plecami kierowcy. chwycil szybko jakas deske i w momencie w którym tamten prubowal go walnac w twarz, nick oderzyl go deska w glowe. chuck zatrzasl się lekko, stanął w miejscu a potem osunął się na ziemie. martha płakała. nicky odwiązał jej rece i objal ramieniem.szybko zaczela się poprawiac. wziela 2 glebsze oddechy poczym rzucila się na kolesia .kilka kopniakow jej małymi martensami, podrapanie twarzy kilka siniakow na ryju otrzeźwiło kolesia. odciągnął wsciekla panne i związał rece chuckowi.
-nic mu nie rob- powiedział nicky- ide po chłopaków .
-o.k.- nie ma problemu.
chwile potem wpadl larry. złości oczy mu z orbit wychodzily i sapal jak dziki. chwycil go za wlosy i wyrzucil z ciężarówki. wszyscy stali nad kwilącym zboczencem.na twarzy kolesia pojawilo się wiecej siniakow.
- martha prosilem cie- nicky powiedział z wyrzutem.
- oj co on się potknął tylko- powiedziala poczym zasadzila mu wielkiego kopniaka w brzuch.
-co z nim zrobimy ?
- to proste zabije go – powiedziala martha – słyszysz skurwysynu ?
kolejny kopniak. – albo lepiej nie wydlubie mu oczy, albo otne fiuta żeby nie mogl już nikogo ruszyc. no i oczywsice wyrwe jezyk.
oczy marthy jakos dziwnie się zaczely swiecic.
larry : spokojnie siostrzyczko. Mam inny pomysl.
Nie wiadomo skad w jego reku pojawila się brzytwa.
- zaplacisz za moja siore- przyłożył mu ostrze do szyji.
- zabije tego skurwysyna- martha prawie podskoczyla z radości. Larry zamiast tego zaczal rozcinac ciuchy. Chuck jęknął cicho.po chwili jego ciuchy były tylko strzepem śmierdzących szmat. Bal się poruszyc gdyz ostrze śmigało szybko i było bardzo ostre. Kiedy skończył powiedzial
- teraz poloz się brzuchem do ziemi gnido i nie ruszaj się . jeśli chcoaiz pisniesz utne ci jaja.
Schowal brzytwe i wizal noz od nickyego. Reszta bandy przyglądała mu się w ciszy. Martha dziwnie patrzyla na brata….czy warto go zabijac…czy nie warto…w koncu…bila się z myslami. W oczach jej brata widac było złość..ale jakas nieokreslona odmiane wrednosci…odruchow zwierzęcych. Przycisnął butem brzuch grubasa do ziemi.brzuch prawie rozlewal się po ziemi. Skora była pozolka pelna ohydnych [przebarwien.
-blagam nie zabijaj mnie- jęknął cicho- proszę.
-Stul pysk świnio ! – ryknął nieoczekiwanie larry. Wziął noz i w bil mu lekko w plecy cialem grubasa przebiegl dreszcz. Krew wylala się z rany. Larry przeciągał ostrze dalej ale nie glebiej. Grubas trzasl się caly ale bal się wrzasnąć. Chwile potem było powszystkim. Na plecach grubasa była wielka kaluza krwi ktroa ściekała na ziemie. Pod nia na skorze miał wyryty napis :GWALCICIEL. Grubas zemdlal.
-wrzucimy tego kutafona do ciężarówki niech go ktos tu znajdzie a my pujdziemy wzdłuż trasy-zarzaadzil larry.wszyscy ślepo się mu podparzadkowali. Nawet nicky nie zaprotestowal a w koncu to on tu był najstarszy. Chwile potem w ciszy ruszli wzdłuż szosy az do celu. Każdy z nich chciał jak najszybciej cos zjesc i napic się żeby zapomniec o czym. Larry o bliznaczkach, siostra o chucku, a nicky o pauline.
-myslalam ze go zabijesz-wyszeptala. Nieodpowiedzial jej. Pewnie nie starczylo mu odwagi.
ted za to był zbyt glodny żeby myśleć o czyms innym jak o goracych swiezotkich jajach na bekonie.

pam pam
wystawienie glowy za drzwi bardzo mu pomoglo. nicky jechal tym pierdolonym poaciagiem kilka godzin za dlugo. juz kiedy mijali shelton byl pijany w trupa. teraz probowal dojsc do siebie. musial tylko uwazac na slupy ktore ze swistem mijaly resztki drzwi, gdyz za mocno je otworzyl butem i rozlecialy sie w drobnym mak. na dole widzial migajace podklady kolejowe na ktore raz po raz wyrzucal resztki ostatniego posilku, kilku piwek ktre wypil i roznych innych specifikow ktore „porzyczyl” sobie od kompanow poznanych w pociagu. jak co roku pod koniec wakacji udawal sie z chlopakami nad morze na wielki festiwal. czekaly na niego beczki piwa do wypicia, wspaniale koncerty i mlode panienki pragnace poznac smak zycia. przyjarzal sie dokladnie wagonowi ktorym jechali. kiedy do niego wsiadal nie wygladal tak jak teraz. pamietal ze poszlo kilka szyb ale to ze teraz wiekszosc szyb nie bylo, sciany byly popisane a co kilka metrow lezeli jacys ludzie porozrzucani no po podlodze zalani w trupa. z usmiechem na twarzy przyzwyczail sie do mysli ze najgorsze ma już za soba. wstal i wrucil do przecialu chlopakow. w przedziale brakowalo timmyego, ale i dwoch uroczych shg blizniaczek … coz zagadka chyba zostala rozwiazana. johnny sprubowal ocenic sytuacje. po za nim w przedziale byl larry, josh ktory gadal z jakims typem ktory wsiadl nie dawno a mial ze soba chyba najlepszy w tej czesci anglii spirytus, rossie – mlodsza siostra larrego( swoja droga spudniczka dziewczyny troche sie podwinnela i bylo widac co nieco )pod oknem bylo puste miejsce gdzie siedzialy blizniaczki po ktorych zostal ich podrozny worek. po drugiej stronie przykryta jego (!!) harrringtona lezala jakas panienka. byla zwinieta w kucki wiec z pod kurtki wystawaly biale skarpetki i cimna grzywka. cos bylo nie tak jesli oddal komus swoja harringtone. chyba musial naprawde ja polubic. nie bardzo pamietal jej imie ani jakie miala cycki i twarz. kurde huh ten spiryt naprawde byl mocny. poprawil szelki, z podlogi wzial jakiegos browarna, otworzyl go, wzial lyka i jak gdyby nigdy nic szturchnal panne z pod okna. uslyszal cichy jek i delikatne ziewniecie, poczym z klebowiska wlosow wylonila sie piekna twrzyczka o wielkich zielonych oczkach. rozgladnela sie zaspanym wzrokiem po przedziale i zatrzymala wzrok na troche jeszcze pijanym ale calkiem przystojnym skinie ktory oferowal jej piwo. to chyba od niego porzyczyla kurtke.
-niezle wyglada..ale co on tu robi ? -pomyslala.
-kurwa ale zajebiscie wyglada..- pomyslal nicky.
nasz bohater oczywiscie niemoglby sie zakochac a jesli juz by to zrobil to tylko majac tyle promili alkoholu we krwi. na korytarzu rozlegl sie trzask i chwile pozniej w drzwiach przedzialu znalazl sie timmy ze swoimi towarzyszkami. wygladali troche jakby przespali cala noc w ubraniach..platanina nieulozonych wlosow, zaspany wzrok, pogniecone ubrania, coz…nader wymowny byl rowniez odpiety pasek od spodni timmego.
-kurwa kiedy wkoncu dojedziemy do blackcliff do kurwy nedzy ?- wrzasnął timmy. skladnia wskazywala ze wypil duzo wiecej niż powinien oraz zdradzala jednoznacznie ze był troche rozdrażniony. nicky miał go w dupie ale skwapliwie zauważył ze nie ma pojecia. według wstępnych obliczen pociąg docieral do stacji w okolicach godziny 4.30 jednakze z powodu nudzenia się większości pasarzerow w czasie drogi wagon był totalnie zdemolowany. tak wiec należało się szybko ulotnic ? niestety spora ich grupa czekala ich na dworcu wiec w sam raz ktos rzucil pomysl uzycia hamulca bezpieczeństwa. czas był już najwyższy aby znikac? zaspanych, zapitych zaczeto budzic, wszyscy Szwendali się tam i z powrotem w poszukiwaniu swoich workow podróżnych. nicky zarzucil swój wstal i chciał isc na koniec wagonu aby zatrzyamc pociąg. poczul nagle czyjas dlon na ramieniu. odwrucil się i zobaczyl zaspany wzrok ?bóstwa? z pod jego kurtki.
- poczekaj chwilke na mnie ? powiedziala. wziela swoja bluze i pobiegla za nim. przeciskali się dluzsza chwile w tlumie polowek szelek kurtek az doszli do konca. nicky stanął pod uchwytem. chwycil dobrze i szeroko się uśmiechnął do panny.
-chwila ! pamiętasz o czym gadaliśmy nicky ? ? uśmiechnęła się dziwnie.
-nie bardzo- naprawde żałował ze byl pijany. zauwazyla jego zaklopotanie na twarzy.
-pauline-powiedziala i usmiechnela sie.
zanim nicky cokolwiek zrobil oplotla jego ramiona usmiechajac sie jak diabelsko. przejechala jezyczkiem po koncowkach zebow poczym nicky poczyl jej cieply i mieciutki jezyczek w swoich ustach. mimowolnie pociagnal hamulec jednoczesnie calujac dziewczyne. niewiedzial czy to wina hamujacego pociagu czy bliskosci jej twardych piersi i ust spowodowala ze wszystko wokol zawirowalo.

pam pam
co jest kurwa grane ?- pomyslal nicky.
- no co tak stoisz jak jakis debil?- timmy slynal z tego ze byl zawsze bardzo bezposredni…- nie jedziesz nad jezioro ?
nickiego zamurowalo. to dzis ? – no zgadza sie..przciez kiedy sie rozchodzili do domow to ustalili. dopiero teraz do niego to doszlo. timmy spojrzal na niego powaznie. popatrzyl gleboko w oczy.
- co sie staba dzieje, gosciu ?
- spierdalaj wsystko jest wpoarzadku. daj mi cos zjesc najpierw a potem pujdziemy na pillington tam juz powinni wszyscy czekac.
- rockstaedy breakfast mowisz ? – timmyego nie ominela darmowa wyrzerka.
15 minut pozniej oboje szybkim krokiem zmierzali na dworzec. timmy jak zwykle anwijal cos o panienkach ale mysli nickego bylo daleko z tad. chyba powinien przestac pic to swinstwo.

pam pam
bylo juz po wszystkim. sciany dookola lozka przestaly sie nie pokajaco przyblizac. sciany oblepione plakatami ukradzionymi ze sklepow z muzyka powazna nie wirowaly a posciel nie chciala juz udusic nicky;ego.nie byla dzikim wezem. o nie nic juz nie moglo mu zrobic krzywdy. plynal w mleku. slyszal organy ktos napewno gral na nich…chyba byla to jego mala dziewczynka w czerwonej sukience. czul ze wszystko zaczynalo sie prezedzac..juz nie czul ciepla ..bylo zimno i padal deszcz. stal na moscie kilgore i patrzyl na rzeke. kaluze dookola powiekszaly sie szybko a struzki wody spywaly po jego twarzy. nagle na balustracie mostu zobaczyl dziewczynke w czerwonej sukience. szla do niego uroczyscie usmiechnieta. pewnie stawiala kroki pomimo ze w kazdej chwili mogla spasc.caly czas porzuszala slodzutkimi usteczkami. spiewala ? byc moze. szum deszczu rozmywal wszystkie co dziewczynka mowila. najpierw spiewala spokojnie…potem jej rysy twarzy zaczely sie zmieniac twarz sie wykrzywila w brymasie znuzenia ktory zmienil sie nagle w atak wscieklosci cos zaczela krzyczesc do niego. na jej dziecinnej twarzy pojawily sie lzy ktroe spywaly z deszczem do rzeki… nachylila sie nad jego twarza chciala go chwycic nagle…
dryyyyyyyyyyynnnnnn ddrrrrrrryyyyyyynn… zerwal sie z lozka kurwa mac..znowu spal w ciuchach. jakos dziwne sie czul..drrrrryyyyynnnnnn ktos najwidoczniej dobijal sie do jego drzwi.uslyszal charakterystyczne kopanie w sciane tuz przy drzwiach. timmy ? tak.kurwa..byla 7.30 rano srodek wakacji. nerwowo otwarzyl drzwi. no tak. caly timmy. maly timmy. zaduza polowka przydlugie i troche zaszerokie stapresty byly krzywo podwniete. swiecace wisniowe martensy. szczerbaty usmiech. oi! – wydarl sie…

pam pam
nicky wyszedl wkurwiony. byl naprawde bardzo bardzo zly. dave zawsze byl lepszy, madrzejszy i pomagal mu zawsze. dzis jednak bylo inaczej. cos mu nie gralo. coprawda byc moze bylo to spowodowane wypitymi wynalazkami. po wielkiej wojnie lwia ich czesc zostrala zakazana. dave znal sporo ludzi sprzed wojny ktorzy mu pokazali jak zrobic niektore z nich. zawsze intrgowalo ze w domu stal wielki regal ksiazek zawze rowno ulozonych..mimo ze wszedzie gdzie tlyko sie dalo lezaly plyty. otoz w kazda z nich byla atrapa w kutruej byly schowane butelki. bylo tam wszystko co tylko mozna bylo sobie zamarzyc. chyba jednak bylo to dla nickiego zdecydownaie za duzo. glowa mu dziwnie ciazyla a oczy lataly na boki. dowiedzial ze shg ktora spotkal byla nowa…wprowadzila sie dopiero co i okazalo sie ze znala sporo skuterowcow gdyz poznala ich na jakims gigu poprzednich wakacji . nicky mial czesto z nimi problemy wiec ze smutkiem pomyslal ze raczej nic sie nie urodzi z ich znajomosci. nie pameital o co poszlo z davem ale wychodzac trzasnal drzwiami. zbigl szybko po schodach. najpierw wydawalo mu sie ze ktos stal na klatce. odwrucil sie nerwowo ale byl sam. szybko znalazl sie na ulicy. znowu pustka. narastajace przeczucie ze ktos go obserwuje wzmoglo. poprawil pas i sprawdzil czy lancuch znajduje sie we wlasnicwym miejscu. powoli zaczal isc ulica. neony i lampy oswietlaly slabo jego droge. bylo juz ciemno ale nie chcial wracac do domu. myslal ze wsrod brudu ulicy dziwne wrazenie poczuje sie pewniej. niestety czul jakby ktos go sledzil. szedl krok w krok za nim.. przez chwile nawet slyzsal stuk butow za nim. zdenerwowanie roslo. skrecil w ciemniejsza uliczke i postanowil zastawic pulapke na swojego cienia. wszedl w ciemny zaulek i przlgna do sciany wsluchujac sie cisze , raz po raz wstszymujac oddech. po dluzszej chwili stania zaczal sie uspokajac. nie bylo nikogo. w oddali bylo nawet sluchac przejezdajacy tramwaj przez most. pomyslal ze cos dzieje sie znim nie tak. zwalil wszystko na to co wypil..bo coz innego moglo by wywolac w nim strach ? noc byla jego ulubiona pora „dnia”. czas plynalk jakby zupelnie inaczej. wszstko zreszta bylo inne. ludzie na ktorych mozna bylo sie natknac…nawet on sam postrzegal sie inaczje. pod oslona nocy zdarzylo mu sie zrobic nie jedno nie jedna szyba wystawowa zostala rozbita przez ceglwke nie jeden zab wybity lezal w rynsztoku
postanowil dodac sobie otuchy zwlasza ze musial jeszce troceh rpzesjsc. na skruty bylo by przejsc „Fabryka”. bylo to naprawde paskudne miejsce. byla to ulica przy kturej dawniej byla fabryka jakisch maszyn ale splonela takego lata podpalona przez jakiesgos szalenca. natoniast bunyki stojace po drugiej stronie staly opuszczone. dalej juz byla ukochana rose street z tlumem porombanych mord w kazdej bramie. zawsze idac obok fabryki czul sie paskudnie. dzis omaly wlos nie wpadl w kompletna panike. szedl blyskawicze. slyszal rozne odglosy szalesty nawet swiatlooo jakiego skutera ktory mial by go scigac…

chwile piozniej przeklrecil klucz od drzwi. smeczony polozyl sie w butach na lozko i zaczal sie bac. dawno juz nie go nie czul ale teraz nawet u siebie nie wiedzial co ma zrobic…

pam pam
brakowalo na nim starego rozklekotanego busa ktorym zawsze sie wtaczali i siali strach wsrodinnych ludzi. deep lake …z jaka przyjemnoscia zanuzyl by sie teraz w jeziorze za miastem. woda moze nie byla wyjatkowo czysta…brakowalo zlocistej plazy…ale klimat tego miesjca byl nie zapomniany. to wlasnie tam poznal najprzyjemniejsza czesc meskiego zycia.a to spowodu tego ze miescje bylo czesto nawiedzane przez tabuny napalonych malolat czekajacych tylko na to ze ktos je chwyci za reke i zaciagnie w krzaki. odkleil sie od lawki do ktorej niemal przyrusl spowodu ogromnej ilosci potu. do domu nie mial po co wracac i tak…postanowil przejsc sie troche po ulicach ..nigdy nie wiadomo czy uda musie spotkac jeszcze raz panne. z reszta -pomysl- zawsze moge wpasc do dave’a.
tak tez zrobil. dave byl najlpszym kumplem starszego brata nickiego. niestety brat zniknal..badz zginal pol roku temu. ulice bywaja brudne i zdradliwe. a miasto wciaga..dave mieszkal sam. mial 23 lata i chyba najwieksza kolekcje plyt w miescie. o muzyce wiedzial wszystko. czasami przesiadywal u niego dlugo i slucham o historii muzyki. kim tak naprawde byl dave ? na ulicy latwo go bylo poznac. w tlumie latwo mozna latwo bylo latwo wylowic jego piekne crombie – jego znak rozpoznawczy. oczywiscei teraz w nim nie chodzil …:) malo kto wogole wytrzymywal na ulicy. nicky byl juz niedaleko. skrecil w brame zskurcic przez podworko sobie droge. przez chwile stal w bramie napawajac sie przyjemnym chlodkiem jaki panowal w kamienicy. moglby tak stac caly dzien gdyby nie smrod czyich szczochow zbierajacych sie w zaglebieniach podlogi..w lazl na podworko . nie bylo to jego podworko wiec spokojniej sie zachowywal – ostroznosci nigdy za wiele. w rogu przy wylocie zobaczyl znajoma sylwetke dave. wlasnie wracal do domu. i konczyl gadac z jakas „malutka” wszystko bylo by ok wiekszosc shg slinily sie na jego widok ale to przeszlo najsmielsze wyobrazenia…to byla ona ! poczekal az skonczyl rozmowe i kryjac poddenerwowanie szybkim krokiem podszedl do dave. dave usmiechnal sie szeroko… oi! nicky…hehe ty to masz powodzenie. znasz tamta panne ?
ekhem ekhem no…tak jakby…- wyjakal lekko zawstydzony nicky…

pam pam
nicky nie spal dobrze. zreszta kto bylby wstanie po takim koncercie i wypiciu takich ilosci piwa spac spokojnie. ciagle przed oczami mial obrazek brudnego malego podworka na ktorym bawi sie dziewczynka w czerwonej sukience…nie pamietal do kladnie o co jej chodzilo ale chyba spiewala cos … przetarl oczy. swierzo obudzone slepia mlodego skinheada omaly wlos nie wyskoczyly z orbit….kkkuuuuuuurrrrrwaa
! przetoczylo sie przez cala kamienice. 9.15!! autobus byl za 5 minut. wczorajaszy wyjazd nad deep lake zamiasto nie wypalil z powodu koszmarnej burzy…wiec zostal przesuniety na dzien nastepny. w ulamku sekundy nicky zalozyl smierdzace przepocone polo i nie zawiazawszy do konca swoich martensow pognal na dworzec autobusowy pillington. byl to dluzszy kawalek ale liczyl ze cos sie rpzeciagnie. chlopaki napewno zagaja z kierowca…bieg najszybciej jak tylko potrafil.nagle z za rogu wylonila sie ona. niezdarzyl sie przyjzec dokladnie…kasztanowa grzywka kracista spodniczka mignely mu przed oczyma. chcial jej sie przyjzec jeszcze raz . odwrucil glowe . przez ulamek sekundy widzal jej idealne ksztalty. piekne nogi, zgrabne posladki calosc opakowana zgodnie z duchem lat 60. ..niestety nigdy nie jest tak jabysmy chcieli zeby bylo. nagle poczul cos miekkiego pod soba i zanim zdazyl sie obrucic juz gdzies lecial przed oczyma mignela mu twarz jakiegos zoltka poczym uderzyl lysa zcaszka w plyty chodnikowe. nicky nie bardzo kojarzyl co sie stalo.. tak sie zapatrzyl na panna ze nie zauwazyl ze wpadl na stragan warzywny jakiegos wrednego pakola ktory teraz co gorsza cos wykrzywial pod jego adresam…bylo to prawdopodobnie spowodowane zniszczeniem sporej ilosci asortymentu.panna gdzies zniknela. uuf dzieki bogu moze nie widziala tego co tu sie stalo…pomyslal. chwile potem usmiechal sie szeroko do sprzedawcy i rozwiazal jego problem jak to zwykla robic: wyszczerzyl zeby i pokazal mu jednym wyprostownym palcem co sadzi o jego warzywach i zanim ktos cos zauwazyl nicky ruszyl pedem w kierunku dworca autobusowego. naszczescie jego kondycja go nie zawodzilo i pomimo niesamowitego zaru jaki w ostatnim czasie nawidzal to miasto biegl dalej. jeszcze jedna ulica, plac ofiar wielkiej wojny… i jest. pillington …kurwa. stanal nie wierzac wlasnym oczom. peron 3 byl pusty. brakowalo na nim starego rozklekotanego busa ktorym zawsze sie wtaczali i siali strach wsrodinnych ludzi. oczywscie mozna bylo


  • RSS